Roland Garros. Finał mężczyzn. Jest tylko jeden król w Paryżu

Rafael Nadal pokonał Rogera Federera 7:5, 7:6 (7-3), 5:7, 6:1 i zdobył szósty tytuł na kortach Rolanda Garrosa, wyrównując rekord Bjoerna Borga. - Pół roku temu już nas skreślaliście, a my znów wracamy do gry - mówił do dziennikarzy Federer.

- Ciągle nie mogę uwierzyć, że wszystko się dla mnie tak pięknie zakończyło. Wygrałem finał mojego ukochanego turnieju, pokonując najlepszego tenisistę w historii - mówił 25-letni tenisista z Majorki po odebraniu Pucharu Muszkieterów z rąk Jima Couriera.

Hiszpan przyjechał do Paryża w nieco słabszej formie. W pierwszej rundzie stracił dwa sety (pierwszy raz w historii swoich występów na French Open), potem męczył się w trzygodzinnych pojedynkach z przeciętnymi rywalami. Wiarę w zwycięstwo odzyskał dopiero w ćwierćfinale, kiedy po wielkim meczu pokonał Robina Soederlinga. Ale wtedy też mówił tylko, że "jest trochę lepiej". Zdawał sobie sprawę, że jest łatwiejszym celem, bo nie serwuje tak dobrze jak kiedyś i gra zbyt defensywnie.

Po pierwszych 20 minutach finału zanosiło się na sensację. Federer, który przegrał z Nadalem już trzy paryskie finały, a na dokładkę półfinał w 2005 r. (w ogóle poległ z Hiszpanem aż 16 razy na 24 pojedynki), niespodziewanie zaczął rządzić na korcie. Tak jak w półfinałowym pojedynku z Novakiem Djokoviciem imponował genialnym serwisem i wyjściami do siatki. Ofensywniejsza gra Szwajcara z maksymalnym skracaniem wymian to pomysł amerykańskiego trenera Paula Annacone'a, byłego szkoleniowca Pete'a Samprasa. Annacone u schyłku kariery "Pistol Pete'a" podpowiedział mu, że może wciąż być groźny, jeśli postawi na frontalny atak. Sampras wygrał w ten sposób US Open w 2002 r. jako 30-latek.

W pierwszych gemach finału wydawało się, że 29-letni Federer pójdzie w jego ślady. Szwajcar dominował, był szybki i zdecydowany. Wyglądał tak, jakby fruwał nad ziemią. Wyszedł na prowadzenie 5:2, miał piłkę setową, stadion skandował "Roger, Roger". Paryska publiczność tego dnia domagała się bowiem koronacji nowego króla.

Ale czar nagle prysł. Pojawiły się błędy, serwis przestał pomagać. Federer mylił się zwłaszcza z bekhendu, uderzenia tradycyjnie u niego słabszego, które Nadal atakował niemiłosiernie (posyłał na tę stronę ok. 70 proc. wszystkich piłek). Szwajcar przegrał siedem gemów z rzędu i właściwie już wtedy było wiadomo, że mecz musi skończyć się zwycięstwem Nadala. Hiszpan szalał, każda akcja dodawała mu odwagi i szybkości, a Federer gasł - zmieniał się w swoją wersję z poprzednich lat - bardziej defensywną, przygaszoną - odgrywał piłki w pół kortu, ze zwieszoną bezradnie głową.

Ciągle miewał przebłyski geniuszu, posyłał kosmiczne piłki, do których Nadal nie umiał dobiec, wygrał też trzeciego seta po chwilowej zapaści Hiszpana, ale ogólny obraz meczu się nie zmienił. Rafael Nadal parł do zwycięstwa niczym wściekły byk, a Roger jakby przestał wierzyć. Szwajcar popełnił w meczu w sumie aż 56 niewymuszonych błędów (Hiszpan - tylko 27).

Rafael Nadal wyrównał rekord sześciu zwycięstw w Borga i w sumie ma już 10 wielkoszlemowych trofeów (jeszcze dwa z Wimbledonu oraz po jednym z Melbourne i Nowego Jorku). Federer pozostał z 16 tytułami, co jest rekordem wszech czasów w męskim tenisie (Sampras miał 14), ale wczoraj przypominano, że Nadal swój 10. tytuł zdobył, będąc o pół roku młodszym zawodnikiem niż Szwajcar.

Rafa znów rządzi, znów jest o nim głośno, a jeszcze dwa tygodnie temu większość fachowców zastanawiała się jak będzie wyglądał świat pod panowaniem nowego króla - Novaka Djokovicia. Serb wygrał 43 mecze z rzędu, był niepokonany od siedmiu miesięcy, cztery razy ograł w tym roku Nadala, w tym dwa razy na czerwonej mączce. Ale okazało się, że król czerwonej mączki jest w Paryżu pod specjalną ochroną. Djoković trafił w półfinale na świetnego Federera, sam zagrał słabiej i na tronie pozostanie Hiszpan. Jego zwycięstwo oznacza bowiem, że minimalnie utrzyma prowadzenia na liście ATP (gdyby wygrał Federer, liderem od dziś byłby Djoković).

- Gratulacje dla Rafy, zagrał wspaniały mecz - mówił Federer, który swój jedyny tytuł na French Open zdobył w 2009 r., kiedy nie musiał bić się z Hiszpanem.

Przypomniał też dziennikarzom, co mówił w styczniu na Australian Open, gdy po zwycięstwie Djokovicia wieszczono, że kończy się era Nadala i Federera. - Przestrzegałem, żebyście poczekali sześć miesięcy ze skreślaniem nas. I nie pomyliłem się - triumfował. Za dwa tygodnie na Wimbledonie Szwajcar będzie obok broniącego tytułu Nadala głównym faworytem.

Chiński triumf o smaku wolności - Na Li wygrywa Roland Garros ?

Więcej o: