Roland Garros. Federer zatrzymał Djokovicia!

Roger Federer pokonał Novaka Djokovicia 7:6 (7-5), 6:3, 3:6, 7:6 (7-5) w półfinale Rolanda Garrosa. Serb poniósł pierwszą porażkę od siedmiu miesięcy. Szwajcar w finale zagra z Rafaelem Nadalem.

Niesamowita seria Djokovicia zatrzymała się na 43 zwycięstwach z rzędu (41 w tym roku). Do pobicia rekordu wszech czasów Guillermo Vilasa z 1977 r. zabrakło czterech wygranych, a do wyrównania najlepszego otwarcia sezonu Johna McEnroe z 1984 r. - tylko jednej.

Djokovicia zatrzymał ten sam człowiek, który jako ostatni potrafił go pokonać. Historia zatoczyła koło, bo to Federer wygrał z Serbem w listopadzie 2010 r. w finałach Masters w Londynie.

Szwajcar zaczarował w piątek kort - świetnie serwował (18 asów!), genialnie atakował, ale umiał też przetrzymać piłkę, obronić się przed kontrami Serba. - To prawdopodobnie jeden z najlepszych meczów w karierze Rogera - komentował Nick Bollettieri, były trener Agassiego.

Djoković pomógł jednak Federerowi, bo po raz pierwszy od wielu tygodni stracił pewność siebie, która pchała go do zwycięstw w siedmiu kolejnych turniejach - od Australian Open aż po Madryt i Rzym. Podczas tej niebywałej serii Djoković czterokrotnie pokonał Nadala, trzykrotnie Federera, wygrał kilkanaście meczów z zawodnikami z Top 10.

- Szacunek i podziw dla Federera za to zwycięstwo. Wygrał dzięki serwisowi, ale też świetnemu poruszaniu się po korcie, szybkości, większej różnorodności gry i wspaniałej obronie, która w jego przypadku często jest niedoceniana - mówi Sport.pl Wojciech Fibak. - Djokoviciowi nie było łatwo, bo z każdym dniem rosła presja podtrzymania serii. A nie da się być niepokonanym cały czas. Tak samo poległ w Paryżu w 1984 r. McEnroe zatrzymany po 42 zwycięstwach przez Ivana Lendla. Tamten mecz też przeszedł do historii. Znaczenie dla porażki Serba mogło mieć to, że był wybity z rytmu meczowego, bo jego rywal w ćwierćfinale Fabio Fognini się wycofał. Gdyby nie te cztery dni wolnego, obudziłby się pewnie w drugim, a nie w trzecim secie - dodaje Fibak.

Dla Federera zwycięstwo miało niezwykłe znaczenie psychologiczne. Wielu fachowców, dziennikarzy przekreślało jego szanse. Twierdzili, że w wieku 30 lat już się nie odrodzi, a już na pewno nie w Paryżu. To właśnie im Szwajcar pomachał karcąco palcem po ostatniej piłce.

Federer awansował do pierwszego wielkoszlemowego finału od stycznia 2010 r. (Melbourne) i będzie walczył o swój 17. tytuł. Zmierzy się w nim w niedzielę o godz. 15 z broniącym tytułu Rafaelem Nadalem, który w dniu swoich 25. urodzin pokonał w drugim półfinale Szkota Andy'ego Murraya 6:4, 7:5, 6:4. Hiszpan zmierza po 10. Szlem, szósty w Paryżu, czym wyrównałby rekord Bjorna Borga, i będzie faworytem finału. Z Federerem wygrywał bowiem w ostatnich latach nie tylko w Paryżu, ale też w Australii i Wimbledonie. Zazwyczaj lepiej od Szwajcara radził sobie, zwłaszcza jeśli chodzi o sferę mentalną. - Ale tym razem może być inaczej. Rafa nie jest w optymalnej formie. Nie przekreślam szans Rogera - zaznacza Wojciech Fibak.

Djoković przegrał z Federerem, ale w finale powinien kibicować właśnie jemu, bo jeśli Szwajcar pokona Nadala, Serb zostanie w poniedziałek nowym numerem jeden męskiego tenisa. Pierwszym od 2003 r., który nie nazywa się Nadal lub Federer.

W sobotę o 14.45 finał kobiet. Broniąca tytułu 31-letnia Włoszka Francesca Schiavone zmierzy się z 29-letnią Chinką Na Li. Obie mają w sumie 60 lat, ale okazuje się, że to w kobiecym tenisie nie jest ewenement - "starszy" finał był nie tak dawno, bo w 1998 r. na Wimbledonie, gdy Jana Novotna (30 lat) pokonała Nathalie Tauziat (31).

- Nasz finał to dobra wiadomość dla wszystkich młodych tenisistek, bo pokazuje, że mają jeszcze dużo czasu, żeby coś osiągnąć - żartowała Włoszka.

Bez adminów. Najmocniejsze poglądy na Facebook.com/Sportpl ?

Więcej o: