Roland Garros. Kubot i Marach przegrali z Amerykanami

Łukasz Kubot i Oliver Marach przegrali z amerykańskim duetem Scott Lipsky/Rajeev Ram 4:6 6:7(5) i już w pierwszej rundzie odpadli z turnieju gry podwójnej. Przed rokiem polsko-austriacka para dotarła w Paryżu do ćwierćfinału. - Miałem dziś słabszy dzień - przyznał po meczu Kubot. Bardziej mecz przeżywał jego partner, który po meczu cisnął rakietą w krzesełko.

Łukasz Kubot i Oliver Marach byli w tegorocznej edycji rozstawieni z numerem siódmym. Ich pierwsi, i jak się okazało ostatni, przeciwnicy to specjaliści od gry podwójnej. Lipsky i Ram wygrali już w tym roku turnieje ATP w San Jose i Delray Beach, a odnosząc końcowy sukces także w challengerze w Dallas przedłużyli swoja passę do 12. kolejnych zwycięstw.

W Europie zagrali tylko w Nicei, turnieju poprzedzającym French Open. Tam odpadli w ćwierćfinale.

Kubot i Marach słabo rozpoczęli spotkanie. Długo szukali odpowiedniego rytmu gry i pierwszego gema wygrali dopiero przy stanie 0:3. Przeciwnicy grali bardzo solidnie: Lipsky dobrze serwował, a rosły Ram był bardzo sprytny przy siatce. Jego woleje nie były głębokie, raczej szukał rozwiązań kątowych. Straty z początku meczu udało się odrobić, jednak przy stanie 4:5 Łukasz ponownie przegrał swoje podanie. Amerykanie wykorzystali pierwszą piłkę setową.

W drugim, trwającym 53 minuty secie żadna z par nie zdołała przełamać podania rywali. Doszło więc do tie breaka. Kubot z Marachem co prawda odskoczyli w nim na 3:1, jednak chwilę później Polak trafił w piłkę ramą. Przy stanie 5:5 Austriak wyrzucił forhend o dobre dwa metry w aut i wiadomo było, że cudu może dokonać odbierający podanie Lipsky'ego Kubot. Amerykanin, podobnie jak w całym spotkaniu, zaserwował mocno, a return Polaka wylądował w siatce. - Słabo dziś returnowałem, ale przeciwnicy bardzo dobrze serwowali i grali na siatce - przyznał Kubot. - Nie graliśmy może źle, ale nie mieliśmy tzw. punktów za darmo - tłumaczył Polak.

Polak nie narzekał na przesadne zmęczenie po singlowym spotkaniu z Nicolasem Almagro, które rozgrywał dzień wcześniej. - Czułem się, nie powiem bardzo dobrze, ale ok. Nie funkcjonowało moje najlepsze uderzenie, czyli return - zaznaczył.

Po podziękowaniu rywalom i arbitrowi, rozzłoszczony Marach cisnął rakietą w swoje krzesełko. Dla niego jest to już koniec przygody z tegorocznym turniejem French Open. Łukasz Kubot walczył będzie jeszcze w turnieju singlowym.

"Póki walczysz jesteś zwycięzcą" - mówił Kubot ze łzami w oczach ?

Więcej o: