Ruszył Roland Garros. Książę Djoković czy król Nadal?

W paryskim turnieju zapanowało pełne równouprawnienie. U mężczyzn Rafael Nadal nie jest już - jak przez ostatnie lata - bezwzględnym faworytem. U kobiet wytypować zwyciężczynię to też zadanie ponad siły

Na kortach Rolanda Garrosa Hiszpan wygrał 38 spotkań, przegrał tylko jedno - w 2009 r. uległ Szwedowi Robinowi Soederlingowi. Ale wtedy nie był sobą, bo kontuzja kolana, rozwód rodziców zniszczyły go fizycznie i psychicznie. Poza tym jednym turniejem - od 2005 roku - zwycięstwa Nadala we French Open były tak pewne, jak to, że najwyższa nad Sekwaną jest wieża Eiffla. 24-letni tenisista z Majorki (urodziny obchodzić będzie w drugim tygodniu turnieju) triumfował pięciokrotnie, walczy w tym roku o to, by wyrównać rekord Bjorna Borga z lat 1974-81.

Nadalowi wyrósł jednak jak spod ziemi wielki rywal - Novak Djoković. Serb na początku miesiąca przerwał w Madrycie serię 37 zwycięstw Hiszpana na czerwonej mączce. Tydzień później ograł go znów w finale turnieju ATP w Rzymie. Rozgościł się na ulubionej nawierzchni lidera rankingu ATP na dobre, ale we francuskim tenisowym pałacu wysypanym cegłą wciąż jest tylko księciem.

- Nie musicie mi mówić, że w ostatnich pięciu latach przegrywałem w Paryżu z Nadalem. On wciąż jest królem kortów ziemnych. Byłem lepszy w dwóch ostatnich turniejach, ale to jeszcze nic nie znaczy. Rafa jest wielkim faworytem Rolanda Garrosa - stwierdził Djoković. Dodał jednak po chwili: - Swoich szans jednak nie przekreślam, bo w tym roku jestem innym zawodnikiem. Mam wielką siłę mentalną, więcej doświadczenia. Wierzę w siebie, w to, że nauczyłem się wygrywać także na czerwonej mączce. French Open był moim celem numer jeden na ten rok.

Serb ma wiele do zyskania. Rafael Nadal musi wygrać Rolanda Garrosa, żeby utrzymać prowadzenie w rankingu ATP, ale jeśli Serb dojdzie do finału, Hiszpanowi nie pomoże nawet to. Jeśli Nadal polegnie wcześniej, Djoković wyprzedzi go bez względu na własny wynik.

Djokoviciowi niewiele pozostało też do pobicia starych tenisowych rekordów - wygranych meczów z rzędu i zwycięstw na otwarcie sezonu. Serb wygrał 39 kolejnych meczów, ostatni raz schodził z kortu pokonany w listopadzie ubiegłego roku. Zgarnięcie kolejnej, drugiej po Australian Open lewy Wielkiego Szlema oznaczałoby, że podobnie jak w 1977 r. Guillermo Vilas - najlepszy pod tym względem w erze Open - wygra 46 kolejnych spotkań. Do poprawienia bilansu Johna McEnroe, bezbłędnej inauguracji sezonu z początku 1984 roku (42 wygrane od stycznia), brakuje mu tylko pięciu zwycięstw.

"Ale siedem meczów, czasami pięciosetowych, przez dwa tygodnie, to coś więcej niż tenis. To jest Wielki Szlem, to jest Roland Garros. Tutaj jednego dnia idzie ci szybko, kolejnego się dłuży. Raz wieje, raz warunki psują się w trakcie meczu. Tutaj przeciwnik nie jest tym samym, którego znasz z innych turniejów. W trzysetowym pojedynku każdy może przez godzinę dokonać nieprawdopodobnych rzeczy" - przestrzega w komentarzu we francuskim dzienniku "L'Equipe" Mats Wilander, trzykrotny zwycięzca French Open. Ta sama gazeta zdecydowanie uznała, że męski turniej powinien być pojedynkiem Djokovicia z Nadalem. "Roger Federer jedzie na czele peletonu, w którym są jeszcze Murray, Soederling, Del Potro goniących tę dwójkę" - pisze "L'Equipe"

Więcej niewiadomych niesie ze sobą turniej kobiet. - No, Agnieszka, to na pewno... - odpowiedział wczoraj zapytany o faworytki Robert Radwański, ojciec i trener najlepszej polskiej tenisistki. - Tak zwanych "ziemniaków", czyli specjalistek od kortów ziemnych, które mogą sprawić niespodzianki, jest w Paryżu zawsze dużo, trudno coś wyrokować. Sytuacja w czołówce jest tak wyrównana, że można spokojnie wymienić 10, a nawet 15 nazwisk - stwierdził Radwański.

Brak wyrazistych liderek to problem kobiecego tenisa. Najwięcej mówi się o Kim Clijsters, która wygrała dwa ostatnie Szlemy, ale od dwóch miesięcy leczyła kontuzję, i o Marii Szarapowej, zwyciężczyni ostatniego dużego turnieju na mączce w Rzymie. Rosjankę ma motywować do zwycięstwa to, że w kolekcji Szlemów brakuje jej tylko trofeum z Paryża. "L'Equipe" w ostatnich kilku wydaniach pytał o zdanie różnych fachowców, ale nikt nie był w stanie podać jednego nazwiska. Każdy stawiał na kilka-kilkanaście. Doszło więc do tego, że "L'Equipe", który tradycyjnie daje trzy gwiazdki największej faworytce, w tym roku to miejsce zostawił zupełnie puste. Tytułu broni Włoszka Francesca Schiavone, ale przez 12 miesięcy wsławiła się głównie tym, że w 1/8 finału Australian Open rozegrała najdłuższy, trwający 4 godziny i 44 minuty mecz w historii damskiego tenisa ze Swietłaną Kuzniecową.

Więcej o: