Awans Mai Chwalińskiej do finału wielkoszlemowego Rolanda Garrosa to najbardziej romantyczna historia polskiego sportu. Jeśli chodzi o wynik i niepowtarzalny styl gry głównej bohaterki.
Gdyby przed startem paryskiego turnieju ktoś powiedział mi, że polska tenisistka dotrze do finału, wzruszyłbym ramionami. Iga Świątek wygrała Roland Garros cztery razy i, nawet w tym niełatwym dla niej roku, trudno ją było wykluczyć z grona faworytek. Można było też stawić na Magdę Linette, która w II rundzie wyeliminowała Jelenę Ostapenko. To była wielka przysługa dla Igi, której bilans z Łotyszką jest tak nieracjonalny (0-6). W III rundzie Świątek pokonała Linette i wydawało się, że możliwe jest wszystko. Do meczu z Ukrainką Martą Kostiuk w IV rundzie.
Chwalińska w świecie cyborgów
Trzecia z naszych tenisistek Magdalena Fręch dotarła do II rundy. Była jednak też czwarta Polka, która do turnieju głównego musiała przebijać się przez kwalifikacje. Pewnie każdy, kto interesuje się tenisem, słyszał o potencjale Mai Chwalińskiej. Bo też jej sposób gry jest głęboko oryginalny. To jest tenis wykwintny, romantyczny, różnorodny, bazujący na sile inteligencji, a nie mięśni. Dziś, gdy czołowe miejsca w światowym rankingu zajmują superatletki, dziewczyna z Polski o wzroście 164 cm i wadze 57 kg nie porzuciła marzeń o rywalizacji z nimi.
Erupcję talentu Chwalińskiej opóźniły kontuzje, ale jej nie złamały. Można było mieć nadzieję, że otrzyma kiedyś nagrodę za wytrwałość. Przy tym jej sposób gry jest głęboko wciągający. Trzeba długo oglądać Maję na korcie, by zrozumieć jej fenomen. To zaskakujące, że da się wygrywać mecze na najwyższym poziomie w taki sposób.
W czasach gdy tenis staje się grą coraz bardziej mechaniczną, z rosnącym znaczeniem serwisu, Chwalińska w rubryce "asy" lub "niewymuszone błędy" podąża ku zeru.
Siła intelektu Chwalińskiej
Niczego nie ujmując Arynie Sabalence, czy Jelenie Rybakinie, ale odebranie im kilogramów i centymetrów zmusiłoby je do rewolucji w sposobie grania. Maja nigdy na sile fizycznej bazować nie mogła. To przypadek podobny do Agnieszki Radwańskiej, choć mam wrażenie, że może jeszcze bardziej fascynujący. Uświadamia nam, że tenis jest grą zdecydowanie bardziej skomplikowaną i różnorodną niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Ekspert Eurosportu Maciej Synówka powiedział, że o ile taktykę niektórych zawodniczek można porównać do warcabów, Maja na korcie gra partię szachów.
To jest gra wykwintna, wciągająca, wirtuozerska, wręcz tajemnicza. Znacznie trudniej ją przeniknąć, przez co przygoda z tenisem staje się ciekawsza. Każdy z nas, kto miał kiedykolwiek tenisową rakietę w ręku, wie, że gdyby nauczył się odbijać piłkę mocnej, wygrywałby więcej meczów. Żeby przeniknąć styl Chwalińskiej, trzeba głębszej wiedzy. Ona nie uderza piłki mocno, ale tam, gdzie trzeba. Udowadnia wyższość intelektu nad mięśniami - w sporcie, czyli dziedzinie stworzonej dla atletów.
Maja Chwalińska jest pierwszą zawodniczką w erze Open, która dotarła do finału Rolanda Garrosa z kwalifikacji. Czyli, przy swojej skromnej posturze, rozegrała o trzy mecze więcej niż jej sławniejsze rywalki. To jest jedna z najbardziej romantycznych historii jakie napisano kiedykolwiek w polskim sporcie. Abstrahując nawet od skromności i uroku głównej bohaterki.