Trener Radwański dla Sport.pl: Clijsters? Będzie ciężko, ale...

- Agnieszka zagrała z Shuai Peng dużo odważniej niż we wrześniu na US Open. Więcej było agresywnych akcji. To zdecydowało o zwycięstwie. Awansu do ćwierćfinału, tak szybko po tak poważnej kontuzji, się jednak zupełnie nie spodziewałem. Clijsters? Jeśli Agnieszka zagra lepiej niż Alize Cornet, kto wie, kto wie... - mówi Sport.pl Robert Radwański.

SPORT.PL na FACEBOOK-u - wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź ?

Rozstawiona z dwunastką Agnieszka Radwańska po meczu-horrorze pokonała w poniedziałek 7:5, 3:6, 7:5 Chinkę Shuai Peng (WTA 54) w 1/8 finału Australian Open. Przy stanie 4:5 w trzecim secie Polka brawurowo obroniła dwie piłki meczowe fantastycznymi akcjami przy siatce. Kiedy schodziła z kortu po 2 godz. i 44 minutach morderczej walki, ok. dwa tys. widzów na Margaret Court Arena biło jej brawo na stojąco.

Radwańska awansowała do czwartego w karierze ćwierćfinału Wielkiego Szlema! Konto Polki wzbogaciło się już o 210 tys. dolarów australijskich (tylko w singlu), czyli ok. 630 tys. zł.

O półfinał Radwańska zagra w nocy z wtorku na środę polskiego czasu, prawdopodobnie z Kim Clijsters (nr 3). Tuż po meczu z Peng, Radwańska nie udzielała wywiadów, bo czekało ją jeszcze spotkanie III rundy debla. Na konferencję prasową miała przyjść dopiero późno wieczorem lokalnego czasu.

Jakub Ciastoń: Pamięta pan taki horror w meczu Agnieszki? Ja chyba sobie nie przypominam...

Robert Radwański , trener i ojciec Polki: - Oj, horrorów to już kilka było (śmiech). Tu w Australii w 2008 r. Agnieszka wydobyła się przecież z podobnych - jeśli nie jeszcze większych - tarapatów w meczu z Nadią Pietrową. Przegrywała 1:6, 0:3 i zdołała wygrać mecz, choć wtedy nie broniła meczboli.

Co sprawia, że Chinka Peng jest tak niewygodną rywalką? Agnieszka właściwie zawsze gra z nią takie horrory. Na Wimbledonie kilka lat temu zwyciężyła 9:7 w trzecim secie, a we wrześniu 2010 r. na US Open poległa, zresztą też po trzech setach mordęgi.

- Chinka gra świetnie z tyłu kortu, popełnia bardzo mało błędów, jest niezwykle regularna. To tenisistka doskonale wytrenowana, sprawna fizycznie, a do tego gra szybką, mocną piłkę. Żeby zrobić jej krzywdę trzeba więc ciągle atakować lub stale zmieniać rytm. Dlatego jest tak niewygodną rywalką. Po prostu trzeba przejmować inicjatywę, żeby coś jej zrobić. W czasie meczu było widać wyraźnie, że kiedy Agnieszka się zapominała i grała jej krótkie piłki w jeden punkt, to Peng momentalnie ją roznosiła. Chinka cały mecz miała lekką przewagą z tyłu kortu. Jeśli wymiany były długie, to Agnieszka przegrywała.

Co było kluczem do zwycięstwa?

- Ofensywa. Agnieszka zagrała dużo odważniej niż we wrześniu na US Open. Więcej było agresywnych akcji - wyjść do przodu albo kombinacyjnych akcji prawo-lewo. To zdecydowało. Agnieszka w kluczowych momentach pokazała, że walczy do końca. Ilość ataków do siatki była nadzwyczajna jak na kobiecy tenis. Czasem w męskich meczach nie ma takiej gry. Gorzej było jednak z tyłu kortu. Agnieszka nie biega jeszcze tak, jak w najlepszych czasach. Bieganie to najsłabszy element.

Osiągnęła ćwierćfinał Wielkiego Szlema w pierwszym występie po październikowej operacji stopy. Nikt się chyba tego nie spodziewał.

- Nikt. Sam się tego nie spodziewałem. Na początku poprzedniego tygodnia za sukces uznałem przejście jednej rundy. Myślałem sobie " Ok., to już chyba będzie na tyle, możemy się pakować". Ale okazało się, że Isia błyskawicznie wróciła do wysokiej formy. Podkreślam jeszcze raz - to wielka zasługa doktora Mariusza Bonczara, krakowskiego chirurga, który przeprowadził zabieg oraz rehabilitantów. Robiliśmy wszystko, żeby przerwa od tenisa była jak najkrótsza. Agnieszka w kilka tygodni po zabiegu odbijała już piłkę siedząc na specjalnym krześle, gdy nie mogła jeszcze chodzić.

Zgodzi się pan, że bardzo pomogło też losowanie? Agnieszka w drodze do czwartej rundy pokonała jedną 40-latkę i dwie niedoświadczone 19-latki.

- Jeśli ktoś ogrywa rozstawioną Klejbanową [Simona Halep], to nie może być kompletnym drzewem. Jeśli Peng ogrywa Janković [byłą numer jeden na świecie], to nie może być kompletnym drzewem. To jest Wielki Szlem. Żeby grać w III, czy IV rundzie trzeba ograć wyżej notowane rywalki, trzeba być w formie. Nie można więc mówić, że Agnieszka wygrywa tylko dzięki szczęściu. To tak, jakby powiedzieć, że Karolina Woźniacka miała łatwo, bo wygrała "tylko" z Sewastową. A to nie było łatwo, bo Sewastowa to bardzo dobra tenisistka. Szczęściu trzeba pomóc. Dobrą grą, ale też np. sprytem. W meczu I rundy z Kimiko Date, Agnieszka wzięła przerwę taktyczno-medyczną pod koniec. Wygrała właśnie sprytem.

No właśnie, faktycznie bolały ją wtedy plecy?

- Trochę bolały. Łokieć też ją pobolewa, no i stopa czasem puchnie, ale potem przechodzi. Ma ciągle te trzy urazy, ale jakoś sobie radzimy.

O półfinał Agnieszka zagra prawdopodobnie z Kim Clijsters [miała grać wieczorem z Jekateriną Marakową]. Czy główną faworytkę do zwycięstwa w całym turnieju da się jakoś podejść?

- Agnieszka grała z nią w IV rundzie Wimbledonu w 2006 r. i gładko przegrała. Była wtedy bez szans, to mecz zupełnie nieudany. Ale wtedy Agnieszka właściwie była jeszcze juniorką.

Czy teraz może być lepiej? Jeśli Clijsters zagra na najwyższym poziomie, będzie piekielnie ciężko coś zrobić. Isia raczej nie będzie miała wielu szans. Ale Clijsters nie gra tu wcale tak idealnie, dużo pomaga rywalkom. Oglądałem jej mecz z Francuzką Alize Cornet i muszę przyznać, że nie spisała się jakoś rewelacyjnie [wygrała 7:6 (7-3), 6:3]. Agnieszka i Cornet to podobne zawodniczki, dość filigranowe, grają podobny tenis. Ale wiem na pewno, że Agnieszka jest w stanie zagrać lepiej niż Cornet, a grając lepiej, tamten mecz z Clijsters był do wygrania. Więc, kto wie, kto wie... Zobaczymy w środę.

Specjalny tenisowy serwis o Australian Open ?

Więcej o: