Australian Open. Radwańska i Kirilenko walczą o półfinał

- Dużo będzie zależało od zdrowia Marii. Jeśli jej nogi wytrzymają, możemy wygrać. Rywalki nie są specjalnie mocne - mówi Agnieszka Radwańska przed środowym półfinałem kobiecego debla Australian Open. Polka i Rosjanka Maria Kirilenko zmierzą się z australijsko-brytyjską parą Sally Peers, Laura Robson. Relacja na żywo na Sport.pl około godziny 14.

Mecz Radwańskiej i Kirilenko wyznaczono jako ostatni w środowej sesji wieczornej na Rod Laver Arena. Jeśli Novak Djoković z Jo-Wilfriedem Tsongą będą grali cztery lub pięć setów, mecz może się zacząć ok. północy lokalnego czasu, czyli o godz. 14 w Polce. W krytycznej sytuacji, organizatorzy mogą jednak przenieść pojedynek deblowy na inny kort lub w ogóle przesunąć go na czwartek.

Radwańska martwiła się o nogi Kirilenko, bo Rosjanka aż do wtorku występowała także w singlu. Na udzie i kolanie miała opatrunki, a w ćwierćfinale przeciwko Chince Jie Zheng pod koniec wyraźnie kulała.

- Mam nadzieję, że Maria się zregeneruje. Ja na pewno zdążę sobie odpocząć, bo mam już dużo wolnego czasu - uśmiechała się Radwańska, która z singla odpadła w III rundzie w sobotę.

Polka walczyła już kiedyś o półfinał debla w Wielkim Szlemie - na Roland Garros 2009 razem z siostrą Urszulą poległa po zaciętym ćwierćfinale z Su-Wei Hsieh z Tajwanu i Chinką Shuai Peng. Był to jeden z tych meczów, w których Urszula nie wytrzymała psychicznie, zaczęła się denerwować i psuć na potęgę. Od zeszłorocznego US Open Agnieszka nie chce już grać z Urszulą i wróciła do Kirilenko, czyli swojej częstej partnerki z mniejszych imprez WTA.

Polka i Rosjanka mają teraz w ćwierćfinale wymarzone losowanie - Laura Robson ma 16 lat, a Sally Peers - 19. Obie są jeszcze juniorkami, które przez cały rok bez dzikich kart nie kwalifikują się nawet do najmniejszych turniejów WTA. Robson to wielka nadzieja brytyjskiego tenisa, ale odkąd wygrała w 2008 r. juniorski Wimbledon, niczego nie pokazała. Peers jest 308. w rankingu WTA, zarobiła w karierze ledwie 28 tys. dol. - Nie da się ukryć, że to nie jest jakaś najwyższa półka i mamy dużą szansę, ale nie powiem przed meczem, że na pewno wygramy - stwierdziła Radwańska.

Całkowicie rywalek lekceważyć nie wolno, bo Robson i Peers pokonały w drodze do ćwierćfinału parę rozstawioną z nr. 12 - Czeszkę Kvetę Peschke i Chia-Jung Chuang z Tajwanu.

Kirilenko i Radwańska w Melbourne grały jednak dotąd jak z nut - w poprzedniej rundzie rozbiły gładko Nurię Llagosterę Vives, Marias Jose Martinez Sanchez, rozstawione z trójką Hiszpanki, które w poprzednim sezonie wygrały finał Masters.

Ćwierćfinał Radwańskiej i Kirilenko jest ostatnim, jaki został do rozegrania. Na zwyciężczynie ich meczu w półfinale czekają już Cara Black z Zimbabwe i Liezel Huber z USA, rozstawione z nr 1. - Najważniejsze, że siostry Williams są z drugiej strony. Poza nimi, z każdym można powalczyć - stwierdził trener Robert Radwański. - Dobrze, że na zakończenie został nam ten debel. Zawsze to jakieś pocieszenie.

Serena i Venus (2) w walce o finał w drugiej części drabinki zmierzą się z Lisą Raymond z USA i Australijką Rennae Stubbs (6).

"Przegraliśmy mecz jedną piłką" - mówi Łukasz Kubot ?

Więcej o: