Maddison Inglis w tym roku po raz pierwszy w karierze dotarła do 4. rundy Australian Open, w której czekała na nią Iga Świątek. To, z jak dużym wyzwaniem Australijka musiała się zmierzyć, dało się poczuć już podczas rozgrzewki. Polska tenisistka zrobiła na rywalce tak duże wrażenie, że zwróciła się ona do swojego sparingpartnera, a prywatnie narzeczonego – Jasona Kublera.
- Powiedziałam mu – musisz bardziej rotować uderzenia. Grałam z nim przez kilka dni, ale pierwsze wymiany podczas rozgrzewki.. Wyrzucałam je za kort. Powiedziałam sobie: wow, tego nie ćwiczyliśmy. Ona jest inna, gra inaczej niż pozostałe kobiety - stwierdziła Inglis.
Świątek pokonała Inglis 6:0, 6:3. Różnica, jaka dzieli obie tenisistki w rankingu, była widoczna na korcie: Polka jest sześciokrotną mistrzynią wielkoszlemową, która 125 tygodni spędziła na fotelu liderki rankingu, a Inglis to 168. zawodniczka listy WTA, która nigdy nie była notowana w najlepszej setce.
Mecz trwał godzinę i 14 minut. Po ostatniej piłce, mimo porażki, Australijka podeszła do siatki uśmiechnięta. - Jestem jednocześnie rozczarowana i dumna, bo dałam z siebie wszystko. Atmosfera była niesamowita, starałam się cieszyć każdą minutą. Iga jest zawodniczką z innego poziomu, cały czas czujesz presję z jej strony. Nie mam dużego doświadczenia w takich meczach - przyznała Inglis.
Dotarcie do 1/8 finału to wynik znacznie powyżej oczekiwań i największy sukces w jej karierze. Miała trochę szczęścia, bo w 3. rundzie do meczu nie przystąpiła z powodu kontuzji jej rywalka - Japonka Naomi Osaka.
W kolejnej rundzie AO Iga Świątek zagra z Jeleną Rybakiną. Zwyciężczyni tego meczu zagra z Jessicą Pegulą lub Amandą Anisimovą.