Maja Pawelska nie jest osobą anonimową dla osób, które bardzo mocno interesują się tenisem. W poprzednim roku próbowała przedrzeć się przez kwalifikacje do juniorskiego Wimbledonu. Ta sztuka nie powiodła się. W tym sezonie Pawelska mogła już zadebiutować w głównej drabince imprezy wielkoszlemowej w swojej kategorii wiekowej.
W singlu na otwarcie trafiła na turniejową "ósemkę" - Amerykankę Theę Frodin. To zawodniczka, która jest już sklasyfikowana w rankingu WTA. Nasza reprezentantka wygrała inauguracyjną partię, ale ostatecznie po trzysetowej batalii niestety odpadła z dalszej rywalizacji (6:3, 3:6, 2:6). Pozostał zatem już tylko debel.
I wiele wskazywało na to, że również w tym turnieju Pawelska szybko odpadnie. Polka gra w duecie z reprezentantką Jamajki Alyssą James. W pierwszej rundzie panie zagrały z Amerykanką Ciarą Harding i Japonką Rirą Kosaką. Przeciwniczki prowadziły 6:2, 4:1 i nic nie wskazywało na to, by miały dać sobie wyrwać zwycięstwo.
Tymczasem w drugiej partii polsko-jamajska para wygrała pięć gemów z rzędu, doprowadzając do super tie-breaka. W nim do zwycięstwa potrzeba oczywiście dziesięć punktów, a oba duety przez długi czas toczyły zażartą walkę. W nim od stanu 5-5 Pawelska i James zdominowały przeciwniczki, które zdobyły tylko punkt. Takich powrotów do meczu nie widzi się zbyt często.
Młoda Polka pokazuje, że warto śledzić jej poczynania. W Australian Open - co nie dziwi - najwięcej uwagi kibice poświęcają Idze Świątek. Pawelska z kolei ma już pierwsze zwycięstwo w zmaganiach wielkoszlemowych w swojej karierze. O ćwierćfinał polsko-jamajska para zagra z Niemką Mariellą Thamm i Chinką Ruien Zhang.
Maja Pawelska/Alyssa James - Ciara Harding/Rira Kosaka 2:6, 6:4, 10-6