Carlos Alcaraz przybył do Melbourne pełen entuzjazmu i wiary. Dwa tygodnie wakacji w Miami spędził doskonale. Bawił się szampańsko w towarzystwie stałego grona przyjaciół. Hiszpan nigdy nie ukrywał, że tenis nie jest dla niego całym światem.
– Poprzedni rok był dla mnie ciężki, miałem kilka wspaniałych, ale też kilka naprawdę trudnych momentów na korcie – powiedział. – Dlatego należał mi się reset od tenisa.
Lider rankingu przyznał, że nie przygotował się do startu w Australian Open tak, jak powinien, ale jest już skupiony wyłącznie na grze. W pierwszej rundzie pokonał w trzech setach Australijczyka Adama Waltona. Mecz nie był jednak jednostronny, drugi set zakończył się tie-breakiem. Jak na geniusza kortu przystało, Alcaraz podarował kibicom jedną wymianę, która podbijała internet, kiedy dwukrotnie obronił się wolejami przy siatce przed potężnymi atakami Australijczyka.
– To dla mnie dobrze, że mecz był trudny. Adam grał na tyle dobrze, że poczułem skalę wyzwania, przed którą stoję w Melbourne – powiedział. 22-letni tenisista jest liderem rankingu ATP, wygrał już sześć turniejów wielkoszlemowych: po dwa razy Roland Garros, Wimbledon i US Open, tymczasem w Australian Open nie przekroczył nigdy granicy ćwierćfinału. Przed rokiem drogę do półfinału zagrodził mu Novak Djoković, który turniej w Melbourne wygrał rekordowe 10 razy.
Djoković debiutował w Australii w 2005 roku. W pierwszym meczu ugrał zaledwie trzy gemy z późniejszym zwycięzcą Rosjaninem Maratem Safinem. Mało kto mógł wtedy przypuszczać, że wyrośnie na tenisistę wszech czasów (24 triumfy wielkoszlemowe). Alcaraz nigdy nie przegrał w I rundzie turnieju Wielkiego Szlema i uważa się go za talent, który może kiedyś dorównać Serbowi.
Losowanie turniejowej drabinki w tym roku w Melbourne sprawiło, że Alcaraz może wpaść na Djokovicia dopiero w finale. 38-latek nie jest jednak dla planów Hiszpana największym zagrożeniem. Włoch Jannik Sinner wygrał Australian Open w ostatnich dwóch latach i to on rywalizuje z Alcarazem o pozycję najlepszego tenisisty na świecie.
Sinner i Alcaraz podzielili między siebie wszystkie szlemy w poprzednich dwóch sezonach. Od Roland Garros w 2025 roku nie wpuścili nikogo innego do finału. Zapanowali nad światowymi kortami jako gracze nowej generacji. Djoković przyznaje, że nie jest w stanie wytrzymać w rywalizacji z nimi ani tempa gry, ani mocy uderzeń. Przy czym o ile Włoch przypomina na korcie perfekcyjnie zaprogramowaną maszynę, o tyle Hiszpan uważany jest za artystę. Z geniuszem, ale też kaprysami i chwilami rozkojarzenia dla niego charakterystycznymi.
Tym razem Alcaraz chce być na kortach w Melbourne maksymalnie skupiony. Mówi, że Australian Open jest w tym sezonie dla niego celem numer 1. W dniu finału będzie miał 22 lata i 272 dni. Gdyby go wygrał, byłby najmłodszym tenisistą w historii, który ma w kolekcji wszystkie szlemy.
Na razie najmłodszy jest Amerykanin Don Budge, który wygrał cztery najważniejsze turnieje w 1938 roku, tuż przed przejściem na zawodowstwo i na długo przed początkiem ery Open (1968).
Młody Hiszpan nie chce już wracać do rozstania ze swoim charyzmatycznym trenerem Juanem Carlosem Ferrero w grudniu ubiegłego roku. – Samuel Lopez jest jednym z najlepszych lub nawet najlepszym szkoleniowcem na świecie – mówi o obecnym trenerze. Zerwanie współpracy z Ferrero było zaskakujące i nieco tajemnicze. Nie wiadomo, czy poszło o pieniądze, czy różnicę poglądów. Fakty są jednak takie, że Ferrero i Lopez już w ubiegłym roku dzielili się obowiązkami trenerskimi w sztabie Alcaraza. W 2024 roku to ten drugi prowadził Hiszpana w Australian Open, bo Ferrero leczył operowane kolano. Niedawno obaj podzielili nagrodę dla Trenera Roku ATP.
Oczywiście zakładano, że to Ferrero rządzi w sztabie Alcaraza – sam był wybitnym tenisistą, osiem tygodni spędził na czele rankingu ATP. Jako trener wychował Alcaraza, pracował z nim od 2019 roku. Lopez prowadził Polaka Mariusza Fyrstenberga, a inny z jego tenisistów, Hiszpan Pablo Correno Busta, osiągnął 10. pozycję w rankingu ATP. Samodzielna praca z Alcarazem jest jednak dla niego życiowym wyzwaniem.
W II rundzie Australian Open lider rankingu wpada na Niemca Yannicka Hanfmanna. Jak stwierdził, po zwycięstwie nad Waltonem jest już oswojony z nawierzchnią kortu.
Świat sportu czeka na czwarty kolejny finał wielkoszlemowy Sinner – Alcaraz. Ich pojedynek w ubiegłorocznym Roland Garros zapisał się w historii. Hiszpan przegrywał w nim 0:2 w setach, by w czwartej partii obronić jeszcze trzy kolejne piłki meczowe. Sinner bronił meczboli w piątym secie przy serwisie Alcaraza. Walczyli na korcie 5 godzin i 29 minut, co było najdłuższym finałem tego turnieju. Potem spotkali się w finale Wimbledonu, gdzie broniący tytułu Alcaraz przegrał zaskakująco gładko w czterech setach. Rewanż wziął w finale US Open.
Tylko raz w historii tenisa ci sami gracze mierzyli się w czterech kolejnych finałach wielkoszlemowych: Rafa Nadal i Djoković na przełomie lat 2011 i 2012. Trzy z nich wygrał Serb. Nadal i Djoković szanują się, ale trudno ich nazwać dobrymi kolegami. Relacje Sinnera i Alcaraza są wzorcowe, także poza kortem. Obaj podkreślają, jak ta rywalizacja motywuje ich i napędza. – Po ostatniej wymianie znów jesteśmy najlepszymi kumplami. W towarzystwie Janika spędzam więcej czasu w roku niż z rodziną – mówił kiedyś wiecznie uśmiechnięty Hiszpan.
Obaj zachowują się jak dżentelmeni, choć stawka ich pojedynków jest bardzo wysoka.