Australian Open. Katarzyny Piter mecz o setkę

Jeśli Katarzyna Piter (WTA 119) pokona w pierwszej rundzie Australian Open Simonę Halep (WTA 11), otrzyma sto punktów i ma duże szanse, by awansować do pierwszej setki rankingu WTA. Po kilku latach rozczarowań 23-latka z Poznania jest o krok od awansu do szerokiej światowej czołówki.

W maju 2010 roku 19-letnia wówczas Piter pokonała w pierwszej rundzie turnieju Polsat Warsaw Open Martę Domachowską. Awans do II rundy turnieju WTA był jej życiowym sukcesem, na wyrównanie którego czekała ponad trzy lata. Teraz jest bliska osiągnięcia poziomu, na który od kilku lat nie może wejść żadna Polka poza siostrami Radwańskimi.

Rodzinny biznes

Za tenisową karierą Piter, jak to często w Polsce, stoi rodzina. Tata Dariusz uczył ją od dzieciństwa i wciąż, jako były lekkoatleta i trener WF-u, odpowiada za trening ogólnorozwojowy. Brat Jakub przerwał swoją karierę i jeździ z siostrą jako trener i sparingpartner. - Jak każdy młody chłopak chciałem awansować do pierwszej setki rankingu światowego, ale ułożyło się inaczej. Sam nie mogłem, więc zamierzam zrobić to razem z Kasią - mówi w rozmowie z miesięcznikiem "Tenisklub" .

Pomoc z Amsterdamu

W 2010 roku Piter była już na 214. miejscu na świecie, ale potem zamiast się rozwijać, jej kariera przystopowała. Polka nie potrafiła się przebić do większych turniejów, nie wygrywała też challengerów. Miała problemy w wyrównanych meczach, często przegrywała je w decydującym secie. Kolejne sezony kończyła coraz niżej: na 242. (2010), 324. (2011) i 376. (2012) miejscu.

Piter zdecydowała się wyjechać do Amsterdamu i trenować w akademii Michiela Schapersa, w przeszłości 25. zawodnika na świecie. - Czułam, że potrzebuję jakiejś odmiany, chciałam spróbować czegoś nowego - wspomina. Zawdzięcza mu przede wszystkim znaczną poprawę serwisu.

W kwietniu 2012 po długiej chorobie zmarła matka zawodniczki. To wtedy zdecydowała nie wracać już do Holandii, tylko kontynuować karierę pod opieką brata. - Bardzo dojrzałam jako człowiek i, co za tym idzie, jako tenisistka. Trwało to dłużej niż u innych zawodniczek, bo wyniki przyszły później, niżbym chciała. Wszyscy jednak bardzo w to wierzyliśmy i bardzo ciężko na to pracowaliśmy - mówi w rozmowie z "Tenisklubem" .

Przełomowy rok

W 2013 roku wróciły sukcesy w challengerach. Finały w Grado, Toruniu, Ołomuńcu i Izmirze, choć wszystkie przegrane, pozwoliły Polce zakwalifikować się do eliminacji US Open. Odpadła w nich w II rundzie, ale po powrocie do Europy znalazła się w życiowej formie. Doszła do II rundy turnieju WTA w Linzu i ćwierćfinału w Luksemburgu, gdzie pokonała trzy tenisistki z pierwszej setki, w tym Belgijkę Kirsten Flipkens, wówczas 20. rakietę świata. W sumie w minionym sezonie Piter awansowała w rankingu aż o 254 miejsca.

Krok od pierwszej setki

Piter jest obecnie 119. na świecie i zaledwie dwa kroki dzielą ją od awansu do pierwszej setki. Pierwszy właściwie już zrobiła, kwalifikując się do Australian Open, pierwszego Wielkiego Szlema, w którym zagra w turnieju głównym. W kolejnym notowaniu rankingu otrzyma za to 60 punktów i do wymarzonego celu będzie potrzebować tylko kolejnych 100.

Tyle dostają zawodniczki, które w Melbourne dojdą do II rundy, ale przed poznanianką ciężka przeprawa. Zagra z 11. na świecie Simoną Halep, jedną z rewelacji poprzedniego sezonu.

Rumunka to równolatka Piter, ale ona już od 2010 roku nie wychodzi z pierwszej setki. Polka powoli rusza w jej ślady. - Pamiętam, jak w trzeciej rundzie juniorskiego Australian Open Kasia prowadziła z nią w pierwszym secie 5:1 i, niestety, przegrała 6:7, 0:6 - wspomina Dariusz Piter. - Potem ich drogi się rozeszły - przyznaje.

- Każdy tenisista chciałby być w dziesiątce albo numerem jeden. Albo wygrać Wimbledon. Na razie chcę wejść na stałe do WTA Tour i grać w największych turniejach - mówi poznanianka i jest tego coraz bliższa.

Przy pisaniu artykułu korzystałem z tekstu Artura Rolaka z magazynu "Tenisklub"

Więcej o: