Australian Open. Melbourne nie przebaczyło Azarence

?Znamy już pierwsze rozstrzygnięcia tegorocznego Australian Open. Oglądanie meczu Azarenka - Li po wczorajszym spektaklu w wykonaniu Federera i Murraya było jak rozgryzanie ziarenek pieprzu po zjedzeniu pysznego dania w restauracji, ale Białorusinka ponownie opuści Melbourne z pucharem? - pisze na swoim blogu prosto z Melbourne dziennikarz Sport.pl Marek Furjan.

Z racji brzydkiego zachowania w półfinałowym meczu ze Stephens Białorusinka nie miała wielu zwolenników wśród kibiców. Z zamkniętymi oczami dało się wyczuć, czyje konto zasilił zakończony chwilę wcześniej punkt, a ilość i jakość oklasków, jakie otrzymała siódma obrończyni tytułu w historii AO, była nieprzyzwoicie mizerna.

Jak widzieliście, Chinka dwukrotnie padała na kort, miała problemy z nogą. Drugi upadek miał miejsce tuż po przerwaniu meczu na kilkanaście minut z powodu obchodów Australia Day. Przy 2:1 w decydującym secie zawodniczki opuściły kort, a kibice podziwiali imponujący pokaz fajerwerków. Wiem, że jest to tradycją, ale mimo to byłem oburzony. Finał turnieju, w który pakuje się tyle pieniędzy, decydujące fragmenty gry i dziewczyny muszą usunąć się w cień? Co z organizmem, który nie znosi przestojów podczas takiego wysiłku? Kto wie, czy drugie potknięcie Na Li nie miało związku właśnie z niepotrzebnym przerwaniem gry.

Trzeba jednak zaznaczyć, że przerwy medyczne i sztuczne ognie zdecydowanie ubarwiły to widowisko. Azarenka jest w swojej grze zabójczo skuteczna, ale rytm każdego jej meczu jest jednostajny. Federer i Murray dzień wcześniej zaprezentowali tenisowe szachy, walkę umysłów i arcypiękny tenis. Finał kobiet poziomem wirtuozerii przypominał bójkę pod sklepem.

Najtańsze bilety można było kupić za 290 $, ale na Rod Laver Arena można było znaleźć puste krzesełka. Ze znalezieniem miejsc na trybunie dziennikarzy także większych problemów nie było.

Piękna była za to ceremonia. Scena, światła, wniesiono flagi. Wszystko było dopieszczone i wyważone. Nawet wspomniana atmosfera i wymuszona przez organizatorów honorowa runda Azarenki z pucharem nie były w stanie sprawić, że widzowie zapomnieli o "numerze" z półfinału.

Podyskutuj z autorem - na jego blogu "Vamos" ?

Zobacz wideo
Więcej o: