Australian Open. Trener Radwańskiej: Najważniejsze, że wygrała

- Nie oceniajmy Agnieszki zbyt krytycznie po wygranym meczu. Długimi momentami grała dziś słabo, ale kiedyś, w tak źle układających się spotkaniach, zwyciężać nie potrafiła. Tak było m.in. kilka lat temu z Bondarenko w Australii, rok temu z Cetkovską w Wimbledonie, czy z Kerber na US Open. Teraz walczyła do końca, dopięła swego - mówi Sport.pl. trener Tomasz Wiktorowski po wygranym 2:1 horrorze Agnieszki Radwańskiej w I rundzie Australian Open.

Czy Radwańska zasłużyła na tytuł Sportowca Tygodnia? Głosuj w naszej sondzie!

Australian Open: I runda mężczyzn ? I runda kobiet ?

Rozstawiona z ósemką Polka męczyła się z Amerykanką Betthanie Mattek-Sands (WTA 67) aż trzy godziny, ostatecznie zwyciężyła 6:7 (10-12), 6:4, 6:2. Rywalka zanotowała 81 winnerów (Polka - 29), popełniła też jednak 65 niewymuszonych błędów (Agnieszka - tylko 13).

Jakub Ciastoń: Spodziewał się pan takiego horroru w I rundzie?

Tomasz Wiktorowski: - Jestem zadowolony, że Agnieszka walczyła do końca. Wcześniej z pięć razy mogła się już załamać. Mogła zagrać taki mecz jak z Cetkovską w Wimbledonie, gdy przegrała w II rundzie, albo z Kerber na US Open, ale w decydującym momencie przycisnęła, postawiła na swoim.

Czemu ten mecz był tak dramatyczny, dlaczego wcześniej nie dało się go rozstrzygnąć? Agnieszka zagrała zbyt pasywnie?

- Powiedzmy sobie szczerze, że pierwszego i drugiego seta nie zagrała dobrze. Inicjatywę miała dopiero od stanu 2:2 w trzecim secie. W pierwszej i drugiej partii zmagała się z silnym wiatrem, zupełnie nie radziła sobie z warunkami na korcie. Nie podejmowała ryzyka, a bez niego, nie da się dobrze grać w tenisa pod wiatr. Natomiast, grając z wiatrem, trzeba starać się wchodzić w kort, a Agnieszka tego też nie robiła. Przy własnych serwisach o prędkości 120-130 km/godz. i piłkach posyłanych w pół kortu, rywalka robiła więc to, co chciała. Każda tenisistka kończyłaby z łatwością takie piłki, a Bethanie Mattek-Sands grała bardzo mądrze, więc efekt był taki, jak zobaczyliśmy. Sztuką jest jednak wygrywać także, gdy nie idzie. I z tego jestem zadowolony, bo Agnieszka walczyła do końca.

Pamiętam już taki horror w Australii, gdy Agnieszka w 2009 r. odpadła w I rundzie z Kateryną Bondarneko. Wtedy nie było happy endu.

- Wówczas też był huragan na korcie, rywalka strasznie naciskała, a Agnieszka nie umiała się przeciwstawić. Teraz w taki sposób meczów już nie oddaje. I z tego należy się cieszyć.

Z czego wynikało jednak to, że zagrała tak pasywnie? Wiatr to chyba nie jedyny powód?

- Nerwy na pewno grały pewną rolę. Była zdecydowaną faworytką, a I rundy w Szlemach bywają trudne. Szczególnie, gdy naprzeciwko stanie ktoś tak bojowo nastawiony jak Mattek-Sands. Najważniejszy dla przebiegu meczu był jednak wiatr. Chwalimy Agnieszkę ostatnio za ofensywną grę, prawdopodobnie właśnie dzięki dołożeniu do swojego stylu nieco większej ofensywy, udało jej się ten mecz w końcu wygrać. Ale nie zapominajmy, że podstawą tenisa Agnieszki są jednak długie wymiany, czekanie na błędy. A przy silnym wietrze lepiej gra się temu, kto wymiany skraca i dlatego tak wyglądał ten mecz. Widać to było w statystykach, gdzie była przepaść między Agnieszką a rywalką.

Dlaczego ten wiatr ma takie znaczenie?

- Agnieszka jest najsłabiej zbudowaną i najlżejszą zawodniczką w pierwszej dziesiątce, a być może jedną z lżejszych w pierwszej setce. Jeśli dostaje na korcie mieszankę złożoną z wolnej nawierzchni, wiatru i agresywnej rywalki, gdy trzeba ciągle bardzo mocno uderzać piłkę pod wiatr, to są to czynniki, które Agnieszce wyjątkowo przeszkadzają. Agnieszka się rozwija, polepsza pewne rzeczy, ale na wszystko trzeba czasu.

Psychicznie, wygranie takiego horroru, może dodać jej pewności siebie na resztę turnieju?

- Tak, bo będąc faworytką, i znajdując się pod ścianą, dała radę odwrócić losy meczu. Mattek miała inicjatywę, grała w pewnym momencie lepiej. Ale to Agnieszka dokończyła mecz. Brawa za to, że mimo, że nie czuła dziś gry, to udało się zwyciężyć. Nie oceniajmy Agnieszki zbyt krytycznie. Pierwsze mecze bywają ciężkie.

Australian Open. Fibak: chwała Radwańskiej za wygraną w tak trudnych warunkach!

Agnieszka lepiej fizycznie wytrzymała trudy pojedynku. Matek w trzecim secie przysiadła, miała problemy z lewym biodrem.

- Amerykanka jest cięższa. Obie miały w nogach mecze z poprzedniego tygodnia. Zgadzam się, że Agnieszka lepiej wytrzymała kondycyjnie. Ale jest ósma na świecie, a Betthanie to siódma dziesiątka. Powinniśmy jednak starać się porównywać Agnieszkę do pierwszej dziesiątki.

Rywalką Agnieszki w II rundzie niespodziewanie będzie nie Rumunka Simona Halep, ale kwalifikantka z Argentyny - Paula Ormaechea, 189. na liście WTA.

- Oglądałem ją w Sydney w przegranym meczu z Vanią King, bo zwyciężczyni miała spotkać się z Ulą [siostrą Agnieszki]. Argentynka gra typowy latynoski tenis "pod górę", czyli wysokie, top-spinowe piłki, z bardzo dużą ilością rotacji. To podobny styl do Dominguez-Lino, czy Schiavone. Styl, którego Agnieszka wyjątkowo nie lubi, więc musi się nastawić, że trzeba będzie skuteczniej skracać wymiany, zbijać piłki.

No i trzeba się będzie modlić, żeby nie było wiatru...

- Jeśli będzie wiatr, to styl rywalki będzie wyjątkowo nieprzyjemny, bo piłki Argentynki są bezpieczniejsze, lecą wyżej nad siatką, a Agnieszka gra płasko, czyli ryzykowniej. Jeśli pojawia się wiatr, to Agnieszka próbuje niwelować ryzyko, grając wyżej, a jak to może wyglądać, zobaczyliśmy właśnie w meczu z Mattek-Sands.

Urszula rozpoczyna turniej

We wtorek pierwszy mecz w turnieju głównym rozegra siostra Agnieszki - Urszula Radwańska, obecnie 99. w rankingu WTA Tour. Rywalką krakowianki będzie 137. na świecie Amerykanka Alison Riske, która przebiła się wcześniej przez trzy rundy eliminacji.

Ich pojedynek wyznaczono jako drugi na korcie numer 15, po meczu Rosjanina Michaiła Jużnego z Andriejem Gołubiewem z Kazachstanu, który rozpocznie się o godzinie 1.00 w nocy czasu polskiego.

Relacje, ciekawostki, wyniki. Na Sport.pl znajdziesz wszystko o Australian Open ?

Więcej o: