Łukasz Kubot dla Sport.pl: Wygrać po słabej grze, to jest dopiero sztuka

- Jestem bardzo szczęśliwy, bo sztuką w tenisie jest wygrać zwłaszcza wtedy, gdy gra się słabo. Dziś pokazaliśmy, że jesteśmy na tyle doświadczoną i zgraną parą, że umiemy wyjść z trudnej opresji nawet, gdy nie gramy wspaniale - mówi Sport.pl Łukasz Kubot, który w deblu w parze z Oliverem Marachem awansował do ćwierćfinału US Open.

Kubot i Marach pokonali w III rundzie 2:6, 6:3, 6:4 Portugalczyka Frederico Gila i Hiszpana Daniela Gimeno-Travera. Polak i Austriak, tak jak dzień wcześniej Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski, awansowali do ćwierćfinału.

To czwarty wielkoszlemowy ćwierćfinał Kubota, ale pierwszy w Nowym Jorku. Polak grał raz w półfinale Australian Open, a także w ćwierćfinale Wimbledonu i Rolanda Garrosa, ale akurat na Flushing Meadows miał zawsze pod górę - nigdy dotąd nie przeszedł I rundy.

O półfinał rozstawieni z piątką Kubot z Marachem zagrają z Argentyńczykami Eduardo Schwankiem i Horacio Zeballosem.

Kubot mówił po awansie do ćwierćfinału:

- Strasznie się cieszymy, szczególnie dlatego, że dokonaliśmy dziś dużej sztuki. Graliśmy na początku źle, popełniliśmy dużo taktycznych błędów, ale przy moim skromnym udziale, udało nam się odwrócić losy meczu, którego właściwie nie mieliśmy prawa wygrać po tym, jak nas przełamali na początku drugiego seta. Zagrałem dwa-trzy returny po linii i dopiero wtedy złapaliśmy wiatr w żagle. Oliver trzeciego seta zagrał już bardzo dobrze. Lepiej serwowaliśmy, staraliśmy się unikać wymian, grać dużo po linii. Gimeno-Traver był szczególnie trudnym rywalem, bo miał bardzo kąśliwy w odbiorze serwis, ale z czasem udało nam się go opanować.

Jestem bardzo szczęśliwy, bo sztuką w tenisie jest wygrać zwłaszcza wtedy, gdy gra się słabo. Dziś pokazaliśmy, że jesteśmy na tyle doświadczoną i zgraną parą, że umiemy wyjść z trudnej opresji nawet gdy nie gramy wspaniale. Do turnieju przystąpiliśmy z różnymi kłopotami - ja wracam po kontuzji kostki, Oliver też ostatnio zmagał się z różnymi problemami. Biorąc to pod uwagę, już osiągnęliśmy bardzo wiele.

Nie da się ukryć, że drabinka ułożyła się dla nas idealnie po tym jak wycofał się Francuz Julien Bennetau i odpadli Max Mirnyj z Maheshem Bhupathim [rozstawieni z nr. 4]. Po cichu liczyliśmy na ten ćwierćfinał, ale wcale nie było się łatwo do niego dostać.

Szansa na półfinał? Z parą Lindstedt, Tecau przegraliśmy niedawno w New Haven, a Zeballos i Szwank też są bardzo mocnym deblem, ale myślę, że jeśli zagramy uskrzydleni, lepiej niż dziś, to obie pary są w naszym zasięgu. Dziś zjemy dobrą kolację, wyśpimy się i postaramy się zagrać dużo skuteczniej.

Dlaczego aż tyle to trwało, żebyśmy także w Nowym Jorku potrafili osiągnąć dobry wynik. Bo tu jest jednak najszybsza nawierzchnia i największe znaczenie ma dobry return. Dopóki trochę go nie poprawiłem, nie było wielkich możliwości.

Oby tylko nie dokuczały nam kontuzje, bo ja mam ciągle problemy, ale nie chodzi już o kostkę. Oliver też ma drobny uraz, ale nie powiemy dokładnie co nam dokucza, bo nie chcemy zapeszać.

Czy zagram na turnieju w Szczecinie? Za wcześnie o tym mówić, gra w Polsce zawsze sprawia mi największą radość, ale na razie koncentruje się na US Open.

Ścignij na komórkę grę z Agnieszką Radwańską i zagraj w tenisa! ?

Więcej o: