Przed meczem z Barborą Krejcikovą Taylor Townsend już mogła być bardzo zadowolona. Wcześniej odprawiła z kwitkiem faworyzowane przeciwniczki. Mowa o Jelenie Ostapenko oraz Mirze Andriejewej. W starciu z Czeszką Townsend była o krok od zwycięstwa. Ostatecznie to jednak rywalka triumfowała 1:6, 7:6 (13), 6:3. Ta ekscytująca batalia trwała nieco ponad trzy godziny.
Townsend miała 8 piłek meczowych w drugim secie. Krejcikova uciekła jednak "spod topora". Amerykanka opuściła stadion ze łzami w oczach, przytłoczona zmarnowanymi szansami na najlepszy wielkoszlemowy występ w karierze. Wcześniej pocieszała ją rywalka.
Pół godziny później reprezentantka gospodarzy pojawiła się przed dziennikarzami na konferencji prasowej z miną osoby, która już dawno zapomniała o porażce, niezwykle radosna i uśmiechnięta. Wpływ na to miały rozmowy z trenerem oraz rodziną. Townsend opowiedziała o pogawędce z 5-letnim synkiem.
- Powiedział: "Mamo, chodź poćwiczymy razem". A ja na to: "Synek, grałam właśnie trzy godziny. Nie chcę ćwiczyć". Następnie powiedział: "Dobra robota, mamo". A ja: "Dzięki, A.J., ale przegrałam". A on: "W porządku, nic się nie stało". Pomyślałam sobie: to właśnie jest ta postawa. I staram się ją w sobie pielęgnować - podkreśliła 29-latka.
Nie tylko rozmowa z synem pomogła Townsend podnieść się po porażce z Krejcikovą. Gdy Amerykanka ochłonęła, zdała sobie sprawę, jak wiele osiągnęła podczas tegorocznego US Open. Takie występy w imprezach wielkoszlemowych nie zdarzają jej się często, bo dopiero drugi raz w karierze awansowała do czwartej rundy turnieju tej rangi.
Krejcikova natomiast zmierzy się w ćwierćfinale z Jessicą Pegulą. Zapowiada się emocjonujące spotkanie.
Przed Wami najnowszy Magazyn.Sport.pl! Polscy koszykarze zagrają w Katowicach o mistrzostwo Europy. Korespondenci Sport.pl czuwają, a już teraz mamy oryginalny starter pack kibica basketu. Ekskluzywne wywiady, odważne felietony i opinie przeczytasz >> TU