Dla kibiców przed telewizorami końcówka US Open jest zapewne kulminacją dwutygodniowych zmagań tenisistów, ale wysłannikowi Sport.pl, który ogląda turniej z bliska, wydaje się mocno depresyjna. Wszystkie korty poza centralnym opustoszały. Z kolorowej 256-osobowej czeredy, która zaczynała dwa tygodnie temu w singlu, została już tylko szóstka zawodników (czterech mężczyzn i dwie kobiety).
Poczucie schyłkowości i nieuchronnego przemijania spotęgowały dwa beznadziejne piątkowe półfinały kobiet. Najpierw słońce zmogło Chinkę Shuai Peng, pogromczynię Agnieszki Radwańskiej, która w meczu z Karoliną Woźniacką przy stanie 6:7, 3:4 została wywieziona z kortu na wózku inwalidzkim. Potem potężnie zbudowana Serena Williams zmłóciła Rosjankę Makarową 6:1, 6:3.
Należy współczuć widzom, którzy zapłacili za to żałosne widowisko i tłukli się metrem przez cały Nowy Jork, żeby je obejrzeć na żywo. Gdyby był początek turnieju, to mogliby się przenieść na jakiś inny kort. Zawsze gdzieś działo się coś ciekawego. W piątek byli skazani na kort centralny.
Z punktu widzenia zawodniczek i ludzi na stadionie znacznie lepiej byłoby, gdyby kobiece półfinały wyznaczono na wieczór, kiedy pogoda jest przyjemna, a okoliczności zupełnie niepowtarzalne. Domyślam się, że decyduje dyktatura telewizji, która nie chce, żeby transmisja do Europy wypadała w środku nocy. Ale ileż traci na tym widowisko! Na meczu Federer - Monfils w czwartek wieczorem atmosfera była elektryzująca. Tym większym rozczarowaniem był piątek. Jedynym pocieszeniem jest to, że trudno sobie wyobrazić gorszy dzień na turnieju tenisowym, więc sobota siłą rzeczy musi być lepsza.
Najpierw Djoković zagra z Japończykiem Nishikorim rozmiękczonym przez dwa ponadczterogodzinne maratony w czwartej rundzie i w ćwierćfinale. Dlatego wygrana Serba, który gra w Nowym Jorku wyjątkowo pewnie, wydaje się nieuchronna. Zapewne poradzi sobie w trzech setach, maksymalnie w czterech. O ile oczywiście Nishikori dotrwa do końca meczu.
W drugim półfinale, chyba ciekawszym i bardziej otwartym, Federer gra z Marinem Ciliciem. Wprawdzie słynny Szwajcar będzie na fali po obronie dwóch meczboli z Monfilsem w ćwierćfinale, ale Chorwat ostatnio gra - jak sam mówi - najlepszy tenis w swojej karierze. Potwierdził to zresztą Federer na konferencji prasowej w czwartek: - Muszę przyznać, że on wyczyścił swoją grę... Jest naprawdę dobry.
A skoro tak, to bilans dotychczasowych spotkań - 5:0 dla Federera - nie musi być miarodajny. Ostatni raz grali ze sobą miesiąc temu w Toronto. Cilić obronił osiem meczboli w drugim secie, a wreszcie go zdobył i przegrał dopiero w trzecim secie. Jeśli zagra tak dobrze jak w ćwierćfinale US Open, gdzie w trzech setach rozbił rozstawionego z nr. 6 Berdycha, to Federer znowu będzie w opałach.
Nad Szwajcarem, który marzy o 18. tytule wielkoszlemowym, ciąży jeszcze jedna dodatkowa groźba - na jutro po południu w Nowym Jorku zapowiadane są burze. Może się więc zdarzyć, że jego mecz będzie przełożony na niedzielę, a potem będzie musiał grać finał w poniedziałek - zapewne ze świeżym jak skowronek Djokoviciem. Jeden dzień odpoczynku dla 33-latka może nie wystarczyć.
Sobotnie mecze zapowiadają się ciekawie również z tego względu, że na ławkach trenerskich czterech półfinalistów zasiadają czterej wybitni tenisiści, którzy 20 lat temu walczyli między sobą na kortach. Michael Chang trenuje Nishikoriego, Goran Ivanisević - Cilicia, Boris Becker - Djokovicia, a Stefan Edberg - Federera. Obecnie przekazują podopiecznym to wszystko, z czego sami kiedyś słynęli. Dzięki Ivaniseviciowi, który był prawdopodobnie najlepszą maszyną do serwowania w historii, Cilić zaczął lepiej podawać i nawet wydaje mi się - choć może to złudzenie - że jego motoryka przy serwisie trochę upodobniła się do charakterystycznej, nieco dziwacznej motoryki Ivanisevicia. Nishikori stał się twardszy psychicznie i bardziej wytrzymały - z tych dwóch przymiotów słynął Chang. A Federer zaczął biegać do siatki, choć daleko mu jeszcze do swojego trenera Edberga, mistrza wymarłego już dzisiaj stylu serve & volley.
Jeśli przeszłość trenerów ma być prognozą przed meczami ich podopiecznych, to Djoković powinien łatwo wygrać z Nishikorim (bilans spotkań Becker - Chang wynosi 5-1), a Federer - w pięciu setach przegrać z Ciliciem (bowiem bilans meczów Edberg - Ivanisević to 8-10).