US Open. Janowicz w II rundzie. Jak olbrzym z olbrzymem

Mierzący 203 cm Kevin Anderson z RPA będzie dziś rywalem Jerzego Janowicza w II rundzie US Open. - Nie mogę się już doczekać. Czuję, że wreszcie gram dobry tenis - mówi Polak. Relacja na żywo od 17 w Sport.pl.

Janowicz (ATP 43) pokonał w środę w I rundzie Serba Dusana Lajovicia 6:3, 7:5, 5:7, 7:5. Nie licząc momentu dekoncentracji w trzeciej partii, kontrolował przebieg spotkania. 24-letni Serb (ATP 61) to niezły technik, imponował też szybkością, ale przez większość czasu nie umiał znaleźć odpowiedzi na potężne serwisy Janowicza i jego agresywne forhendy. Przewaga w sile ognia była decydująca.

Dla Janowicza to dopiero pierwsze w karierze zwycięstwo w głównej drabince US Open. W poprzednich dwóch latach odpadał w I rundach, za każdym razem z zawodnikami z nizin rankingu ATP, ale trochę usprawiedliwiały go kontuzje.

Tym razem do Nowego Jorku przyjechał w pełni sił i w bojowym nastroju, bo tydzień temu doszedł do finału imprezy w Winston-Salem, odnosząc największy sukces w sezonie. - Gram całkiem dobry tenis. W zeszłym tygodniu przegrałem w finale i nie wykorzystałem meczboli, ale generalnie jest dużo lepiej - opowiadał Janowicz.

W kolejnej rundzie mierzącemu 203 cm Polakowi trafił się rywal, na którego nie będzie patrzył z góry, co nie zdarza się często. Kevin Anderson (ATP 20) dorównuje Janowiczowi wzrostem, a jego firmowym uderzeniem też jest atomowy serwis. Anderson gra pod flagą RPA, ale od lat mieszka w USA - najpierw w Chicago, gdzie studiował, teraz w Delray Beach na Florydzie. Ma amerykańską żonę i chce zmienić obywatelstwo. W reprezentacji RPA w Pucharze Davisa nie gra od lat. - Żeby odnieść sukces w tenisie, trzeba uciekać z RPA - mówi otwarcie. Z Janowiczem, poza wzrostem, łączy go też menedżer. Za kontrakty sponsorskie i reklamowe obu tenisistów odpowiada bowiem Szkot Stuart Duguid.

Na korcie można w piątek oczekiwać bitwy na potężne serwisy, krótkich wymian i sporo ryzyka. Choć Anderson jest rozstawiony z numerem 18., szanse są wyrównane. Janowicz po dobrych występach w Cincinnati (pokonał tam półfinalistę Wimbledonu Grigora Dimitrowa) oraz w Winston-Salem nabrał pewności siebie, a to u niego połowa sukcesu. 28-letni Anderson w czołówce utrzymuje się od lat, ale wielkich sukcesów nigdy nie odnosił, bo pewności najbardziej mu brakuje w kluczowych momentach.

Do tej pory polski olbrzym z olbrzymem z Johannesburga spotkali się raz - w 2013 r. w Monte Carlo 7:5, 7:6 (11-9) zwyciężył Anderson. Ale tamta wiosna dla Janowicza upłynęła pod znakiem ciągłych problemów ze zdrowiem - leczył zapalenie ucha i uraz ręki. Teraz tym bardziej obolałym i zmęczonym może być Anderson, który w I rundzie ponad 4 godziny walczył w pięciu setach z Pablo Cuevasem z Urugwaju.

Anderson zwyciężył, odrabiając straty od stanu 1-2 w setach i można podejrzewać, że nie będzie zwolennikiem kontrowersyjnego pomysłu "New York Timesa". Dziennik proponuje bowiem, żeby rozważyć skrócenie męskich meczów w Szlemach do maksymalnie trzech setów. Miałoby to na celu ograniczenie kontuzji, kreczy i zrównanie w prawach kobiet i mężczyzn. W teorii zadowolone mogłyby też być telewizje, bo zniknęłyby pięciogodzinne maratony zapychające ramówki.

Dobra wiadomość dla Andersona jest taka, że pomysł raczej nie przejdzie, w każdym razie nie w Nowym Jorku. - Nie ma w tenisie nic piękniejszego niż dramaturgia piątego seta - powiedzieli organizatorzy.

Zobacz wideo
Kto wygra mecz?
Więcej o: