US Open. Bellis uwierzyła i uwiodła Amerykę

- Jeśli się wierzy, to są dwie opcje: albo uwierzysz i przegrasz, albo uwierzysz i wygrasz, ale jeśli nie uwierzysz, to tak czy siak przegrasz - mówiła 15-letnia Catherine ?CiCi? Bellis po sensacyjnym wyeliminowaniu Dominiki Cibulkovej w I rundzie US Open.

Za oceanem kochają takie historie: nikomu nieznana nastolatka pokonuje faworytkę. Nawet jeśli Bellis pożegna się z turniejem w kolejnym meczu, to rodacy szybko o niej nie zapomną.

Bellis we wtorek wieczorem pokonała Słowaczkę Cibulkovą , finalistkę Australian Open, 6:1, 4:6, 6:4, i stała się jak na razie największą sensacją turnieju.

Zajmująca 1208. miejsce w rankingu WTA Amerykanka bierze udział w US Open dzięki przyznanej przez organizatorów dzikiej karcie, przyznanej za zwycięstwo w mistrzostwach USA do lat 18.

"Musiałam wyjść i uwierzyć"

- Wiara była dziś sprawą numer jeden. Musiałam po prostu wyjść i uwierzyć, że mogę wygrać. Jeśli się już uwierzy, to są dwie opcje: albo uwierzysz i przegrasz, albo uwierzysz i wygrasz, ale jeśli nie uwierzysz, to tak czy siak przegrasz - wzruszała dziennikarzy po meczu swoją filozofią Bellis.

Widzowie przybyli na kort numer 6 nie spodziewali się raczej emocjonującego spotkania, ale Bellis szybko wprawiła ich w euforię, wygrywając pierwszego seta w 23 minuty. To był jednak dopiero początek. Problemy w I rundzie miały też inne faworytki, na czele z rozstawioną z dwójką Simoną Halep, która ostatecznie wygrała z inną nieznaną Amerykanką Danielle Rose Collins w trzech setach. Gdy Cibulkova wygrała drugiego seta i wyszła na prowadzenie 3:1 w trzecim, wydawało się, że tak będzie i tym razem.

- Kiedy przegrywałam 1:3, trochę się wyluzowałam. To nie miało znaczenia, że mogę przegrać. Ona jest 12 na świecie, więc to by nie miało znaczenia. Zaczęłam grać swobodniej i lepiej - mówił Bellis po meczu.

Szybko odrobiła straty, wyszła na prowadzenie 5:4 i w decydującym momencie przy serwisie Cibulkovej posłała trzy z rzędu wygrywające piłki. Publiczność oszalała ze szczęścia, a 15-latka utonęła w objęciach rodziny i znajomych.

Bellis nie wzięła się znikąd

Bellis została najmłodszą zwyciężczynią meczu w US Open od 18 lat, od czasów Rosjanki Anny Kurnikowej. Ostatnią 15-latką, która wygrała mecz w Szlemie, jest Francuzka Alize Cornet, która w 2005 roku przeszła I rundę w Roland Garros.

W tenisie podobne historie nie zdarzają się co tydzień, ale wygrana Bellis nie jest zupełnym przypadkiem. Pochodząca z Atherton w Kalifornii "CiCi" zajmuje drugie miejsce w światowym rankingu juniorek, zaczęła rok od 30 zwycięstw w 31 meczach i wygrała prestiżowe turnieje International Spring Championships i Easter Bowl.

W świecie umięśnionych, bijących mocne piłki tenisistek Bellis jest przykładem na to, że można inaczej. Jej głównym atutem jest poruszanie się po korcie i gra w defensywie. W meczu z Cibulkovą pokazała, że umie odebrać piłkę nawet w najtrudniejszej sytuacji, a często jeszcze odegrać ją na drugą stronę siatki w samą linię końcową kortu.

Być jak Kim i Serena

Kolejną rywalką Bellis będzie Zarina Dijas z Kazachstanu. Nawet jeśli przegra, już została nową bohaterką tenisowej Ameryki. Tym bardziej że na pytanie o idolki wymieniła jednym tchem Serenę Williams i Kim Clijsters. - Serena to wielka osobistość amerykańskiego tenisa, uwielbiam ją oglądać - uzasadniała Bellis. - A w Kim lubię wszystko. Jej pewność na korcie, sposób, w jaki prowadziła grę. To, że ma dzieci i wróciła na kort, by wygrać US Open. To było niesamowite - dodała.

Sama na wielkie sukcesy musi jeszcze trochę poczekać. Do ukończenia 16 lat w kwietniu 2015 roku Bellis może zagrać tylko w 10 seniorskich turniejach. Po pokonaniu Cibulkowej może liczyć na kolejne dzikie karty do tych największych.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live

Więcej o: