US Open. Janowicza ciągle boli, w deblu też przegrał

- Jak plecy? Było chyba widać. Gdyby rywale nie wygrali meczu z gościem bez serwisu, oznaczałoby to, że nie są profesjonalnymi tenisistami - stwierdził Jerzy Janowicz po przegranym w parze z Łukaszem Kubotem pojedynku I rundy debla US Open. Polacy ulegli 6:2, 2:6, 3:6 parze rozstawionej z nr. 5 Aisamowi-ul-Haq Qureshiemu z Pakistanu i Jeanowi-Julienowi Rojerowi z Holandii. Janowicz zapowiedział, że na 80 proc. w piątek leci do Polski, gdzie ma przejść badanie rezonansem magnetycznym.

Porażka Janowicza i Kubota dopełniła kolejny czarny polski dzień w Nowym Jorku. Po odpadnięciu prawie wszystkich singlistów, w czwartek z turniejem pożegnały się wszystkie pary deblowe. W I rundzie polegli Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski, a także Alicja Rosolska i Tomasz Bednarek, grający z zagranicznymi partnerami. A wieczorem przepadli też Janowicz z Kubotem, choć na początku wydawało się, że kontrolują przebieg wydarzeń na korcie.

Janowicz znów nie serwował z pełną mocą, ale nieźle returnował i mijał rywali, Kubot dobrze radził sobie przy siatce, poprawnie serwował. Wszystko to sprawiło, że Qureshi i Rojer nie umieli znaleźć recepty na Polaków.

Ale w drugim secie ich w końcu rozszyfrowali, zaczęli lepiej rozumieć schemat gry Janowicza i Kubota, lepiej czytali serwisy mierzącego 203 cm łodzianina. Janowicz częściej się mylił. Powoli rywale przejęli inicjatywę, choć mecz do końca był w miarę zacięty.

- Jak plecy? Było chyba widać. Pierwszego seta wygraliśmy, ale trudno było, żeby w końcu nie przyzwyczaili się do mojego serwisu, a właściwie do moich "pchanek". Gdyby rywale nie wygrali meczu z gościem bez serwisu, oznaczałoby to, że nie są profesjonalnymi tenisistami - powiedział po spotkaniu Janowicz.

Nadal nie wiadomo, jaki dokładnie problem jest z jego plecami. - Tym razem nie miałem zastrzyków przeciwbólowych, fizycznie czułem się przed meczem lepiej, ale podczas samego grania, gorzej. Miałem mieć rezonans w Nowym Jorku w piątek, ale przegraliśmy, więc nie ma sensu, będę miał badanie w Polsce, wstępnie jest to już dogadane. Na 80 proc. w piątek lecę do Polski - zaznaczył 14. singlista świata.

Od drugiego seta do końca mecz odbywał się w dość nerwowej atmosferze. Janowicz miał pretensje do sędziów, że źle wywołują auty. Kilka razy rzucił rakietą. - Jeśli na linii pracują ludzie w wieku 60 i więcej lat, który zużywają okularów "plus 14", to trudno się dziwić, że tak jest. W USA na liniach pracują wolontariusze i takich pomyłek jest mnóstwo. Wydaje mi się, że skoro my jesteśmy zawodowcami i wkładamy w naszą pracę dużo wysiłku, to może sędziowie też powinni być profesjonalni - powiedział Janowicz.

O Pucharze Davisa, w którym od 13 września w Warszawie Polska zagra z Australią o wejście do Grupy Światowej, na razie nie myślał. Podkreślił, że trzeba poczekać na wyniki badań.

Nie licząc najmniej prestiżowego miksta, w turnieju US Open została już tylko Agnieszka Radwańska - w III rundzie singla zagra w piątek o 17 z Anastazją Pawliuczenkową. Relacja Z Czuba i na żywo w Sport.pl, transmisja w Eurosporcie.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS , na Androida i Windows Phone

Więcej o: