US Open 2013. Między agresją Agnieszki i spokojem Uli

Siostry Radwańskie walczą o trzecią rundę US Open. Trudniejszą rywalkę ma młodsza - wschodzącą gwiazdę tenisa 20-letnią Sloane Stephens. - To będzie wojna nerwów, ale można ją wygrać - mówi trener Urszuli. Mecz starszej z sióstr z Marią-Teresą Torro-Flor o 17 - Relacja Z Czuba i Na Żywo na Sport.pl

Rozstawiona z trójką Agnieszka w I rundzie rozbiła bez problemów Hiszpankę Silvię Soler-Espinosę 6:1, 6:2. O swojej kolejnej przeciwniczce, jak przyznała, nigdy nie słyszała. Ale trudno wyobrazić sobie, żeby 103. w rankingu WTA rodaczka Espinosy - Maria-Teresa Torro-Flor mogła czymś zaskoczyć 24-letnią finalistkę zeszłorocznego Wimbledonu.

Radwańska w tym roku nie odpadła z żadnego turnieju wielkoszlemowego przed ćwierćfinałem. Przed US Open imponowała formą, doszła do finału, półfinału i dwóch ćwierćfinałów. - Czuję się dobrze, nic mnie nie boli, przed Nowym Jorkiem zagrałam cztery solidne turnieje, dużo meczów na różnych kortach, w różnych warunkach. Zadowolona jestem np. z wyrównanego pojedynku z Sereną Williams w Toronto. Przegrałam go minimalnie. Mimo porażki to był pozytywny impuls - powiedziała Radwańska.

Polkę chwaliła komentująca jej mecz w Tennis Channel Martina Navratilova, 18-krotna triumfatorka turniejów Wielkiego Szlema. - Głównymi faworytkami US Open są Serena i Viktoria Azarenka, ale Radwańska może być czarnym koniem. Jej tenis jest kompletny, wszystko potrafi, ma najbogatszy arsenał uderzeń - mówiła urodzona w Czechosłowacji Amerykanka. Postawiła jednak warunek: - Żeby podbić US Open, Agnieszka musi zagrać agresywnie. W kluczowych momentach nie może wyłącznie czekać na błędy rywalek i może w końcu zdobędzie Szlema.

- Miło słyszeć takie słowa z ust prawdziwego autorytetu. I trudno się z nimi nie zgodzić - powiedział "Gazecie" Tomasz Wiktorowski, trener Radwańskiej. Polka jeszcze nigdy nie osiągnęła w Nowym Jorku ćwierćfinału. Przez ostatnie cztery lata trzy razy odpadała w drugiej rundzie. Dlaczego US Open jej nie leży? - Chyba chodzi o nawierzchnię. Korty tutaj są minimalnie wolniejsze niż np. w Tokio. Jest wyższy kozioł piłki, co nie do końca mi pasuje - powiedziała Agnieszka. - To może być główna przyczyna - zgadza się Wiktorowski. - Agnieszka jest tenisistką grającą z kontrataku. Lubi, gdy piłka odbija się szybko i płasko, bo może wtedy wykorzystać jej energię i tylko dostawić rakietę. Dlatego tak bardzo lubi Tokio, gdzie jest najszybszy kort w WTA Tour. W Nowym Jorku tak grać się nie da. Trzeba włożyć więcej siły w uderzenie. Dlatego kluczem do sukcesu Agnieszki jest tutaj wczesne "wchodzenie na piłkę" - tłumaczy Wiktorowski.

Z Torro-Flor ta agresywniejsza gra może jeszcze nie mieć fundamentalnego znaczenia, ale w kolejnych rundach Radwańska może już wpaść na mocno bijące przeciwniczki: Anastazję Pawliuczenkową, Sabine Lisicki czy Na Li. Wtedy będzie już musiała włączyć guzik z napisem "większa ofensywa". - Spokojnie, kiedyś w końcu Nowy Jork odczaruję - uśmiecha się Radwańska.

Dużo trudniejsza przeprawa czeka Urszulę (WTA 38.), która po dobrym meczu pokonała w pierwszej rundzie 6:1, 6:3 Rumunkę Irinę-Camelię Begu (74.). 22-letnia Polka powalczy z rozstawioną z numerem 15. Stephens, jedną z rewelacji sezonu i największą gwiazdą młodego pokolenia w amerykańskim tenisie. Stephens w styczniu doszła do półfinału Australian Open, bijąc m.in. Serenę Williams. Amerykanka czasem gra w kratkę, ale na Szlemy się mobilizuje: w Paryżu doskoczyła do czwartej rundy, w Wimbledonie - do ćwierćfinału. W Nowym Jorku w pierwszej rundzie długo męczyła się z Mandy Minellą z Luksemburga (110.). Widać było, że występ przed własną publicznością bardzo ją stresuje, ale w końcu dopadła rywalkę w tie-breaku trzeciego seta.

- Kto lepiej poradzi sobie z presją, wygra. Z jednej strony jest Stephens, która musi sobie poradzić z presją oczekiwań Ameryki i bycia następczynią Sereny Williams. Z drugiej strony Urszula, która musi sobie poradzić z presją tego, że nigdy jeszcze nie przeszła drugiej rundy w Szlemie, oraz z tym, że ciągle jest porównywana ze starszą, bardziej utytułowaną siostrą. To trudne, ale Ula powoli się zmienia. Zaczyna bardziej wierzyć w siebie, akceptuje to, że ma bardziej wybuchowy charakter i że nie musi jej to przeszkadzać w wygrywaniu - powiedział "Gazecie" Maciej Synówka, trener Urszuli.

- Stephens to cholernie sprawna dziewczyna. Niesamowicie się rusza. To pozwala jej odbierać mnóstwo trudnych piłek. Jej największą bronią jest forhend. Ale ma też słabości. Brakuje jej dobrego drugiego serwisu, a pierwsze podanie nie jest jeszcze ułożone. Ma nieco słabszy bekhend, a forhend nie zawsze potrafi wykorzystać. Widać to szczególnie przy ważnych piłkach, gdy woli grać pasywnie i boi się atakować. Ten mecz rozstrzygnie się jednak przede wszystkim w głowach Sloane i Uli - zakończył Synówka.

Więcej o: