US Open. Agnieszka Radwańska: Kiedyś ten Nowy Jork w końcu odczaruję

Nie wiem do końca, na czym polega moja nowojorska klątwa, chyba chodzi o nawierzchnię. Ja dużo lepiej czuję się na bardzo szybkich kortach twardych, gdzie można grać bardzo płaską piłką, jak np. w Tokio. Na US Open kozioł piłki jest jednak wyższy, kort jest wolniejszy, to chyba nie do końca mi pasuje. Ale kiedyś w końcu ten Nowy Jork trzeba odczarować - mówiła po zwycięstwie w I rundzie rozstawiona z nr. 3 Agnieszka Radwańska.

Radwańska w 63 minuty pokonała w I rundzie w Nowym Jorku Hiszpankę Silvię Soler-Espinosę 6:1, 6:2. W kolejnej rundzie Polka zmierzy się z inną Hiszpanką, Marią-Teressą Toro-Flor.

Polka na konferencji prasowej po meczu mówiła m.in:

O meczu I rundy z Silvią Soler Espinosą:

Zawsze dobrze jest wygrać szybko, w dwóch setach. Trudno o lepszy początek Wielkiego Szlema, tym bardziej że mecze I rundy czasem bywają zdradliwe. Jestem zadowolona. Trochę przeszkadzał wiatr, ten mecz był przez to szarpany, na pewno uciekł mi początek drugiego seta, ale najważniejsze, że szybko wróciłam. Dobrze mi się serwowało. Ogólnie zagrałam ten mecz bardzo solidnie.

O kolejnej rywalce - Hiszpance Marii-Teresie Torro-Flor:

Nie znam jej, myślałam, że znam wszystkie Hiszpanki, ale o tej nigdy nie słyszałam. Może znam ją z widzenia, ale nie kojarzę po nazwisku, musiałabym zobaczyć, jak wygląda. Do meczu jest trochę czasu, zdążę się zorientować, co i jak.

O potencjalnych dalszych rywalkach (Pawliuczenkowa, Lisicki, Li, Serena):

Nie patrzę dalej niż na kolejny mecz. Ja mogę tam nie dojść, one mogą tam nie dojść. Wszystko jest możliwe, to jest tenis.

O przygotowaniach do US Open:

Czuję się dobrze, zagrałam cztery turnieje, dużo meczów, na różnych kortach, w różnych warunkach, różnymi piłkami, kilka ciężkich spotkań. Także czuję się dobrze przygotowana, ale oczywiście w tenisie wszystkiego przewidzieć się nie da. Zadowolona jestem np. z wyrównanego meczu z Sereną Williams w Toronto, przegrałam tam dwoma-trzema piłkami w każdym secie. Mimo że przegrałam, to na pewno to był jakiś pozytywny impuls.

O formie fizycznej, ewentualnych urazach:

Grałem przed US Open dużo, ale ostatni tydzień miałam wolny, tylko trenowałam i odpoczywałam. Zazwyczaj przed US Open czuje się już w nogach, że powoli zbliża się koniec sezonu, ale na razie nie narzekam. Nie mam żadnych "tejpów" [opatrunków], więc jest OK.

O pogrzebie dziadka Władysława Radwańskiego:

Byłam w Polsce tylko na jeden dzień, w niedzielę rano już siedziałam w samolocie z powrotem, a w niedzielę po południu byłam znów w Nowym Jorku. Nie mogłam nie pojechać na pogrzeb dziadka, w ogóle sobie tego nie wyobrażałam, żeby nie być wtedy z rodziną. Dziadek miał ogromny wpływ na to, że jesteśmy z Ulą [młodsza siostra Agnieszki] tenisistkami. To on, były hokeista i trener, zaszczepił w naszej rodzinie sport. Jego śmierć była dla nas wszystkich dużym ciosem, ale jednak trochę byliśmy na nią przygotowani, bo dziadek bardzo ciężko chorował od półtora roku, więc na moją psychikę wydarzenia ostatnich dni jakiegoś wpływu raczej nie będą miały.

O klątwie US Open, jedynego Szlema, gdzie nie doszła do ćwierćfinału:

Nie wiem do końca, na czym ona polega, chyba chodzi o nawierzchnię. Ja dużo lepiej czuję się na bardzo szybkich kortach twardych, gdzie można grać bardzo płaską piłką, jak np. w Tokio, gdzie jest najszybsza nawierzchnia w WTA Tour. Na US Open kozioł piłki jest jednak wyższy, kort jest wolniejszy, to chyba nie do końca mi pasuje, ale mam jeszcze parę lat, kiedyś na pewno uda mi się ten Nowy Jork odczarować.

Więcej o: