US Open. Nowa twarz Wiktorii Azarenki

Białoruska liderka rankingu WTA jako pierwsza awansowała do półfinału US Open. Mało lubiana wśród fanów zawodniczka próbuje zmienić swój wizerunek poza kortem

Redaktor to dopiero jest kibic! Poznaj nas na profilu Facebook/Sportpl ?

US Open znów ma problem z deszczem. We wtorek lało przez sześć godzin, odbyły się tylko dwa singlowe mecze. 40 tys. widzów z biletami na główne korty usłyszało wieczorem, że muszą wracać do domów.

Amerykańskie gazety lamentują, że przynajmniej nad stadionem Arthura Ashe'a przydałby się dach. Taki, jaki od dawna ma Australian Open, a od 2009 r. także Wimbledon. Na trzecim z Wielkich Szlemów w Paryżu zadaszenie ma być gotowe do 2017 r. Problem Nowego Jorku polega jednak na tym, że - jak wszystko w Ameryce - ich kort centralny jest największy na świecie, może zmieścić aż 23,7 tys. widzów. Koszt zabudowania go to minimum 150 mln dol., czyli więcej niż wydatek na... nowy kort. Na razie nie ma odważnych, by rozwikłać tę łamigłówkę.

Przed deszczem zdążyła Wiktoria Azarenka, która po zaciętym ćwierćfinale pokonała broniącą tytułu Australijkę Samanthę Stosur 6:1, 4:6, 7:6 (7-5).

Kluczowy moment przyszedł przy 5:5 w trzecim secie. Stosur dzielił punkt od przełamania serwisu Białorusinki, ale akurat w najważniejszym momencie zagrała najlepiej - posłała pierwszego w meczu asa.

- Co wtedy myślała? - pytali potem amerykańscy dziennikarze. - Nie mogę zacytować, to było coś jak: biip, biip, biip.... - żartowała Azarenka, imitując dźwięk zagłuszający przekleństwa w telewizji.

Tenis Azarenki, która - nie licząc kilku tygodni przerwy latem - od zwycięstwa w Australian Open prowadzi w rankingu WTA, niewiele się zmienił. Białorusinka wciąż zasypuje rywalki gradem płaskich, mocnych uderzeń po rogach kortu, świetnie się rusza, i gdy tylko może, przesuwa się w stronę siatki, by skończyć wymianę.

Uderzające w Nowym Jorku jest to, że Azarenka próbuje zmienić się poza kortem. Z dziennikarzami zaczęła żartować, zamiast odpowiadać półsłówkami i obruszać się na głupie pytania. Próbuje za każdym razem powiedzieć coś nieszablonowego. Po ostatniej piłce na korcie tańczyła i dziękowała kibicom. Jak zauważył korespondent Tennis.com Steve Tignor, po poprzednim meczu rozdawała autografy tak długo, aż nie było już żadnych chętnych - co najmniej 10 minut.

Wygląda na to, że ktoś zrobił Białorusince szkolenie z public relations, bo do tej pory kibice wyjątkowo jej nie lubili. Nie podobały im się jej głośne jęki na korcie, nieprzystępność oraz miny i gestykulacja, kojarzące się bardziej ze sztukami walki niż z tenisem. "Azarenka próbuje się zmienić, ale droga wciąż daleka. Nie wiadomo, czy jej gra nie ucierpi na zmianie. Jej tenis to 100-procentowa koncentracja i zaangażowanie. Jeśli zmienisz jedno, może ucierpi też drugie?" - zastanawiał się Steve Tignor.

Azarenka o finał powalczy z Marią Szarapową. Rosjanka pokonała w trzech setach Marion Bartoli z Francji 3:6, 6:3, 6:4.

W 1/8 finału mężczyzn Hiszpan David Ferrer pokonał 7:5, 7:6 (7-2), 6:4 Francuza Richarda Gasqueta. Ferrer ma pecha. Od lat jest jednym z najlepszych tenisistów świata, szybkim jak elektron, obdarzonym fantastycznym forhendem, ale wciąż pozostaje w cieniu jako nr 5. Trafił bowiem na czasy, gdy jest aż czterech lepszych od niego: Roger Federer, Rafael Nadal, Novak Djoković i Andy Murray. - To najlepsza czołówka tenisa w historii - mówi John McEnroe. Ferrer próbuje przedrzeć się wyżej, ale wciąż wali głową w mur. Teraz ma szansę, bo Nadal jest kontuzjowany, nie wiadomo kiedy wróci na kort. Być może swoje pięć minut będzie więc miał wreszcie człowiek nazywany pieszczotliwie przez fanów "Małą Bestią".

Tomasz Wiktorowski ? oficjalnym trenerem Radwańskiej

Więcej o: