US Open. Nocne granie w Nowym Jorku

O 2.26 nad ranem Philipp Kohlschreiber pokonał Johna Isnera, wyrównując rekord najpóźniej zakończonego meczu US Open

Rozstawiony z nr. 19 Niemiec zwyciężył w III rundzie 6:4, 3:6, 4:6, 6:3, 6:4.

Porażka Isnera to niespodzianka, bo mierzący 206 cm wielkolud z Tampy na Florydzie był najwyżej notowanym w turnieju przedstawicielem gospodarzy (nr 9). Tym razem serwis mu jednak nie pomógł. Mimo 22 asów świetnie broniący się Niemiec przeważył w piątym secie. Choć na zegarach było już po 2 w nocy na trybunach kortu centralnego zostało kilka tysięcy kibiców. - Musicie być najbardziej zwariowanymi tenisowymi fanami na świecie, skoro wytrwaliście tak długo. Ale w sumie nie dziwię się, bo stworzyliśmy bardzo dobre widowisko - mówił do wiwatujących fanów, schodząc z kortu, Kohlschreiber, który w 1/8 finału zmierzy się z Serbem Janko Tipsareviciem (8).

Isner z Kohlschreiberem wyrównali poprzedni rekord najpóźniej zakończonego meczu w Nowym Jorku. W 1993 r. Mats Wilander pokonał w II rundzie swojego rodaka Mikaela Pernforsa po maratonie, który też trwał do 2.26 w nocy, ale tamten pojedynek nie odbywał się na głównym korcie im. Arthura Ashe'a.

Do rekordu wszech czasów w Wielkim Szlemie zabrakło sporo. W 2008 r. Lleyton Hewitt wygrał z Marcosem Baghdatisem w Australian Open o 4.34 rano, gdy zaczynało już świtać. Tenisiści wyszli na kort po północy, bo przedłużyły się wcześniejsze mecze, a sami zagrali potem kolejny, ponadczterogodzinny maraton. - Trochę dziwne uczucie, gdy wracasz z wieczornego meczu, a w knajpie pod hotelem serwują już śniadanie - mówił wtedy Hewitt.

30-letni Andy Roddick kilka dni temu ogłosił, że kończy karierę i US Open jest jego ostatnim występem. I odkąd wypowiedział te słowa... nikt nie może go pokonać. W II rundzie ograł rewelacyjnego australijczyka Bernarda Tomicia, a w III rundzie - groźnego Włocha Fabio Fogniniego. "Andy, musisz zdecydowanie częściej ogłaszać, że kończysz karierę" - napisał Peter Bodo, amerykański dziennikarz piszący m.in. dla "Tennis Magazine". Amerykanie marzą, by ich najlepszy tenisista od czasów Pete'a Samprasa i Andre Agassiego pożegnał się w półfinale z Novakiem Djokoviciem, ale przejście Juana Martina del Potro w 1/8 finału też będzie dla Roddicka dużym wyzwaniem. "New York Times" powoli podsumowuje karierę triumfatora US Open z 2003 r. Dziennikarka Karen Course, która jeździła za Roddickiem po świecie, jeszcze gdy był 17-latkiem, wspomina, że poza atomowym serwisem Andy słynął przede wszystkim z doskonałego poczucia humoru i ciętej riposty. Gdy dziennikarze pytali go o młodość, o tenisowych idoli i czy spodziewał się, że zostanie słynnym tenisistą, który będzie grał z Agassim i Federerem, ten odpowiadał: - Kiedy masz dziesięć lat, nie myślisz o tenisowej przyszłości, ale o tym, jak wyciągnąć drobne na lody od rodziców. To jedyne, co zaprząta ci głowę.

Przedłuża się kontuzja Rafaela Nadala. Wczoraj ogłosił on, że z powodu problemów ze ścięgnami w kolanie nie zagra w półfinale Pucharu Davisa, w którym Hiszpanie podejmą w połowie września Amerykanów. Nadal, numer trzy męskiego tenisa, nie zagrał w żadnym turnieju od Wimbledonu, gdy niespodziewanie przegrał w II rundzie z Czechem Lukášem Rosolem. Pod znakiem zapytania stoją też jego występy jesienią w Azji, a nawet udział w kończącym sezon Masters w Londynie.

Wszystkie wyniki w Sport.pl, relacje TV w Eurosporcie

Więcej o: