Sport.pl

Tenis. Clijsters i Szarapowa przetrwały horrory

Pięć meczboli obroniła Kim Clijsters, zanim pokonała w Miami Anę Ivanović, a Maria Szarapowa wyszarpała zwycięstwo Rumunce Aleksandrze Dulgheru po 3 godz. i 29 min.
Sport.pl na Facebooku! Najświeższe informacje »

Ivanović ten mecz będzie się pewnie śnił do końca życia. W trzecim secie zaległego pojedynku 1/8 finału w Miami (pula nagród 9 mln dol.) prowadziła z Clijsters 5:1 i 40:0, ale przegrała. W kluczowym momencie nie wytrzymała napięcia, zaczęła grać nerwowo, trzęsła jej się ręka. Belgijka - wręcz przeciwnie - w końcówce pokazała zabójczą skuteczność i nerwy ze stali. Ivanović zmarnowała pięć piłek meczowych, dała się dogonić Clijsters i poległa ostatecznie 6:7 (4-7), 6:3, 6:7 (5-7). Kort opuszczała ze łzami w oczach. - Nie pytajcie o moją rakietę, zniszczyłam ją, trochę sobie pobeczałam, ale już mi przeszło - stwierdziła Serbka, którą od kilku tygodni i tak bardzo chwalą eksperci, bo gra o niebo lepiej niż w poprzednim sezonie. Wielkiej formy z 2008 r., gdy wygrała French Open i prowadziła na liście WTA, wciąż jednak nie odnalazła.

- O moim zwycięstwie zdecydowało doświadczenie. Gram już tyle lat, że przeżyłam na korcie każdą sytuację, także taką, gdy musiałam bronić tylu meczboli. Wiem, jak sobie radzić z presją - podkreśliła rozstawiona z dwójką 27-letnia Clijsters, która w ćwierćfinale zmierzy się z Białorusinką Viktorią Azarenką.

"Nie mogę już na to patrzeć" - pisał na Twitterze jeden z amerykańskich dziennikarzy o drugim horrorze, w którym po 3 godz. i 29 min Rosjanka Maria Szarapowa pokonała Rumunkę Aleksandrę Dulgheru 3:6, 7:6 (8-6), 7:6 (7-5). Szarapowa awansowała do półfinału mimo popełnienia aż 76 niewymuszonych błędów (!), w tym 17 podwójnych serwisowych. Rumunka nie umiała wykorzystać tego, że Rosjanka grała tak nierówno. Dostosowała się i też myliła na potęgę. Mecz był brzydki i ciężki do oglądania. Szarapowa nie zachwyciła, ale zwyciężyła, bo w całym kobiecym tenisie chyba tylko Serena Williams ma większą od niej wolę walki. Rosjanka w końcówce skakała na jednej nodze, bo zwichnęła kostkę, rozbolał ją też bark i z trudem serwowała, ale w parciu do zwycięstwa nie zatrzymało jej to ani na milimetr.

W półfinale Rosjanka, która po raz pierwszy od operacji barku w 2009 r. wróci do pierwszej dziesiątki rankingu WTA, zmierzy się z rewelacją turnieju Andreą Petković. Niemka po wyeliminowaniu Karoliny Woźniackiej sprawiła kolejną sensację i pokonała Serbkę Jelenę Janković.

U mężczyzn horrorów nie było. Roger Federer, który wyszedł na kort po Szarapowej, ok. 20 minut po północy, rozprawił się z Belgiem Olivierem Rochusem w 51 min. "Dzięki ci, Roger" - pisali na Twitterze dziennikarze z Florydy, ciesząc się, że Szwajcar da im się trochę wyspać. Osiem minut dłużej przebywał na korcie rozstawiony z jedynką Rafael Nadal, który odprawił w dwóch setach Ukraińca Oleksandra Dołgopolowa. Nie zmęczył się też Novak Djoković - swojego przyjaciela i kolegę z reprezentacji Serbii Viktora Troickiego pokonał 6:3, 6:2.

Djoković ma w ćwierćfinale teoretycznie najłatwiejszego rywala, bo zmierzy się z Kevinem Andersonem z RPA. Nadal w powtórce zeszłorocznego finału Wimbledonu spotka się z Czechem Tomaszem Berdychem, a Federer zagra z Francuzem Gillesem Simonem, z którym toczył niezwykle zacięty bój podczas styczniowego Australian Open.

Agnieszka Radwańska » przegrała w półfinale w Miami


Więcej o: