Tenis. Rozmowa z menedżerem najlepszych polskich tenisistek: Zarobić dla Radwańskich

Andy Roddick? To umowa na autopilocie, łatwizna. Zadowolić Roberta Radwańskiego - to dopiero wyzwanie! Zrobię wszystko, by tej umowy nie schrzanić - mówi Sport.pl Amerykanin Ken Meyerson z agencji Lagardere Unlimited.
Agnieszka i Urszula Radwańskie podpisały kontrakt z agencją menedżerską Lagardere, światowym potentatem na rynku marketingu sportowego. Z Amerykaninem Kenem Meyersonem, który będzie się zajmował siostrami, rozmawia Jakub Ciastoń.

Jakub Ciastoń: Robert Radwański, ojciec i trener Agnieszki i Urszuli, od dawna był przeciwny umowom z agencjami menedżerskimi. Nie podobały mu się prowizje, mówił o ograniczeniu niezależności. Nagle gruchnęła wieść, że siostry podpisały kontrakt z Lagardere Unlimited, czyli jedną z największych agencji sportowych, a pan będzie ich agentem. Jak przekonał pan Radwańskiego?

Ken Meyerson: Ojcowie się zmieniają. Wiem z autopsji, bo sam mam 17-letnią córkę. To nie dzieje się z dnia na dzień, to zawsze proces. Córki z dziewczyn zmieniają się w kobiety, zaczynają częściej podejmować samodzielne decyzje, chcą decydować, jak wydawać pieniądze, z kim chodzić na randki, z kim trenować, gdzie mieszkać. Myślę, że ta umowa zrodziła się z dojrzewania do pewnych decyzji i dyskusji wewnątrz rodziny. Do rozmów z Robertem Radwańskim zastosowałem łagodniejsze niż zwykle podejście, ale od początku dobrze mi się z nim dyskutowało. To komunikatywny, bardzo przyjacielski człowiek, niezwykle zależy mu na córkach. Jestem dumny z podpisania tej umowy.

Czyli to nie jest tak, że Agnieszka zrobiła coś wbrew ojcu, wymusiła zmianę?

- W żadnym momencie nie odniosłem takiego wrażenia. Pierwszy kontakt nawiązałem z ojcem, nie z dziewczynami. Nie widziałem sporów między Agnieszką, Urszulą a ich ojcem. Dziewczyny są dorosłe, mają po 20-22 lata. Zarobiły już 7 mln dol., jedna z nich jest 10. na świecie. To była ich wspólna decyzja. Robert też doszedł do wniosku, że to najlepsze rozwiązanie.

Kiedy zaczęły się negocjacje?

- Rodzinę Radwańskich znam od lat, przelotnie rozmawialiśmy wiele razy. Przełom nastąpił w październiku, gdy byłem razem z Urszulą i Robertem w Tokio. Wtedy stało się jasne, że możemy zbudować relację z rodziną Radwańskich opartą na wzajemnym zaufaniu.

Czy może pan powiedzieć coś więcej na temat kontraktu? Na ile został podpisany, co Agnieszka i Urszula zyskają z tej współpracy?

- O szczegółach mówić nie mogę. Tylko tyle, że żaden kontrakt nie jest wieczny, także ten. To umowa, która bardziej niż od czasu zależy od wyników i skuteczności obu stron. Im lepiej Agnieszka i Urszula będą grały, im lepsze umowy sponsorskie my wynegocjujemy, tym lepiej będzie dla nas wszystkich. To uczciwy kontrakt dla obu stron.

Czego się teraz możemy spodziewać?

- Chcemy jak najszybciej zacząć zarabiać dla Agnieszki i Urszuli dodatkowe pieniądze w Polsce i za granicą.

Jaki potencjał mają siostry, jeśli chodzi o marketing, promocję, sponsoring?

- Dziewczyny są śliczne, młode, wysoko notowane w rankingu, dobrze grają. Trzeba to wykorzystać. Nie jestem doświadczony na polskim rynku, nie przeglądam polskich gazet, nigdy nie byłem nawet w Polsce. Od 20 lat przyjaźnię się z Wojtkiem Fibakiem, to mój jedyny związek z waszym krajem. Wiem jednak, że potencjał jest duży. Wasze społeczeństwo jest coraz zamożniejsze, gospodarka się rozwija, ludzie oglądają i grają w tenisa. W Polsce na pewno będziemy chcieli wykorzystać naszą pełnoetatową agentkę Magdalenę Grzybowską, która pracuje w Krakowie. Byłoby skrajną nieodpowiedzialnością z mojej strony, gdybym nie zaangażował jej w jakiś sposób. Mój plan zakłada, że niekoniecznie będzie pomagać bezpośrednio Radwańskim, ale na pewno będzie pomagać mnie. Jak? Np. analizując rynek, prowadząc niektóre rozmowy. Jeśli będę np. potrzebował listę 40 polskich firm, które mają ponad 100 mln dol. przychodu, to zamówię ją właśnie u Magdy.

A poza Polską?

- Tam paradoksalnie będzie na początku łatwiej, bo to moja specjalność. Agnieszka jest 10. na świecie, to ogromny potencjał, jeśli chodzi o umowy na stroje sportowe, sponsoring, pokazówki. Zajmie to trochę czasu, ale jestem doświadczony i wiem, że się uda.

Czy można powiedzieć, że absolutnym priorytetem jest kontrakt na stroje? Agnieszka od czterech lat nie ma takiej umowy, gra w koszulkach bez logo albo je zakleja.

- Nie przesadzajmy, to nie jest jakaś tragedia. Agnieszka ma 22 lata, większość kariery wciąż przed nią. Prawda jest taka, że przez ostatnie trzy lata rynek był bardzo trudny, szczególnie butów. Kryzys uderzył w niego bardzo silnie, co przełożyło się na budżety producentów. Nie widziałem czegoś takiego od 20 lat. Mimo to zapytania o siostry Radwańskie i tak były. Nie jest tajemnicą, że ojciec prowadził rozmowy, niektóre zaawansowane [m.in. z Filą, LiNing], ale nie osiągnął porozumienia. Wszystko jest kwestią wynegocjowania dobrej umowy. Nie chcę przystawiać sobie pistoletu do głowy i wymieniać konkretnej daty, kiedy zostanie zawarty "deal" na stroje, ale jestem znany z tego, że lubię załatwiać takie rzeczy szybko i skutecznie.

Czy można pospekulować, ile Agnieszka zarobi na kontraktach reklamowych i sponsorskich, czy będzie taki moment, że zarobi więcej poza kortem niż na korcie, jak Szarapowa czy Federer?

- Z gry w tenisa Agnieszka zarabia teraz rocznie ok. 1 mln dol. Biorąc pod uwagę jej obecny ranking i sytuację na rynku, nie sądzę, żeby mogła już dziś zarobić drugie tyle. Jeśli utrzyma się w dziesiątce, myślę, że z trzech umów, czysto hipotetycznie - dla szamponu L'Oréal, samochodów Lexus i dobrego kontraktu na stroje - można dla niej zarobić dziś 550-750 tys. dol.

Jak ważna jest osobowość w takich kontraktach?

- Agnieszka i Urszula uchodzą za bardzo fajne dziewczyny. Są "cool", naturalne, zrelaksowane. Poza kortem się uśmiechają, są ładne. To wszystko są rzeczy, które czynią agenta szczęśliwym.

Wracając do niezależności, o której mówił trener Radwański - czy będą zmiany w sztabie szkoleniowym?

- Wszystko zależy od nich. Jeśli poproszą o specjalistę od masażu i fizjoterapii, załatwię go. Chcą psychologa? Proszę bardzo. Chcą Jimmy'ego Connorsa i Brada Gilberta na trenerów? Przyprowadzę ich, nie ma problemu. Ale z tego, co wiem, w tej chwili nie ma z ich strony takiego zapotrzebowania. Oczekują na dobre umowy dotyczące butów i strojów. I tym zajmę się w pierwszej kolejności. Ja jestem od tego, żeby robić to, czego oni chcą.

Jak ocenia pan sportowy potencjał Agnieszki? Gra bardzo urozmaicony, techniczny tenis. Ale wiele osób narzeka: za mało siły, za słaby serwis. Czy może kiedyś być w pierwszej piątce?

- To, że ma mniej siły, słabszy serwis, to nie opinie, tylko fakty. To wynik tego, że jest lżejsza, mniejsza, ma inną budowę ciała niż duże dziewczyny. Z faktami się nie dyskutuje. Ale czy to jest ujma? Pamiętacie Martinę Hingis? Ona też nie miała "poweru", a zachwycał się nią świat. Agnieszka ma podobny potencjał. Uwielbiam sposób jej gry, nie pamiętam, by ktoś w kobiecym tenisie tak dobrze czuł piłkę. Top 5? A dlaczego nie numer jeden? Lubię myśleć i działać po amerykańsku, optymistycznie. Najważniejsze, żeby była zdrowa, bo tenis jest dziś niezwykle wymagający fizycznie.

Co się zmieni na turniejach? Wokół Agnieszki pojawią się teraz ludzie z waszej firmy?

- Rozmawiamy dopiero nad szczegółowymi rozwiązaniami. Już dziś wiadomo jednak, że Kena Meyersona na meczach sióstr zobaczycie na pewno. To ulubiona część mojej pracy.

W Lagardere jest pan jednym z dwóch szefów odpowiedzialnych za tenis [ten drugi - John Tobias - jest menedżerem Karoliny Woźniackiej], pracował pan z Andym Roddickiem, Justine Henin. Czy to znaczy, że Agnieszka będzie traktowana jako równie ważna klientka?

- Roddick to kontrakt na autopilocie. Tak mówimy o umowach, które trwają od lat, dobrze funkcjonują i właściwie nic wokół nich nie trzeba robić. Przy Roddicku jest ciągle dużo ludzi, ale oni organizują konferencje, spotkania, pokazy, kupują mu bilety na samolot, zbierają pieniądze. Łatwizna. Większość ciężkiej harówy odbyła się dawno temu. Z Radwańskimi to coś innego. To dla nas wielkie, nowe wyzwanie. Czujemy presję, żeby osiągnąć sukces, usatysfakcjonować dziewczyny i ojca. Zależało mi na europejskim rynku, na kimś z pierwszej dziesiątki. Jestem dumny, że naszej firmie jako jedynej udało się przekonać ich do współpracy. Zadowolić Roberta Radwańskiego - to dopiero będzie wyzwanie! I niech mi pan wierzy, że zrobię wszystko, by tego nie schrzanić. Chciałbym, żeby największą reklamą mojej firmy za jakiś czas był Robert Radwański mówiący: "Ken Meyerson? Lagardere Unlimited? Kocham tych ludzi i sposób, w jaki pracują".

Rozmawiał Jakub Ciastoń

Lagardere Unlimited - największa obok IMG i Octagonu sportowa agencja menedżerska na świecie. Wśród jej klientów - byłych i obecnych tenisistów - są m.in. Chris Evert, Fabrice Santoro, Karolina Woźniacka, Andy Roddick, Justine Henin, Victoria Azarenka. Firma jest częścią francuskiego konglomeratu multimedialnego Lagardere, który handluje też książkami, gazetami, prawami do transmisji telewizyjnych, jest właścicielem akademii tenisowych. Ma ok. 10 mld dol. przychodu rocznie.

"Jestem twardym graczem. I dobrym trenerem" - mówi o sobie Robert Radwański ?