Sport.pl

Ula Radwańska Nie mogła nawet założyć butów

19-letnia tenisistka rozkręca się po operacji kręgosłupa, choć po podobnych kontuzjach zdarzało się, że zawodniczki nie wracały na kort
W styczniu młodsza z sióstr Radwańskich musiała przerwać treningi, a w marcu w Los Angeles przeszła operację pękniętego kręgu. - Ból był straszny. Nie potrafiłam samodzielnie założyć butów, do toalety szłam 20 minut, a z lotniska odbierano mnie na wózku inwalidzkim - wspomina z niechęcią.

Po kilku miesiącach rehabilitacji chirurg z USA zapewnił, że z kręgosłupem jest wszystko w porządku, więc zawodniczka podjęła decyzję o wyjściu na kort. - Raczej nie ma obawy, że mogłoby dojść do nawrotu kontuzji, ale nigdy nic nie wiadomo na 100 proc. - tłumaczy.

Od powrotu rozegrała już cztery mecze, dwa w singlu i dwa w deblu. Ponad tydzień temu w eliminacjach do turnieju w San Diego gładko przegrała z Chorwatką Alją Tomljanović 2:6, 1:6. Po tym meczu stwierdziła, że to "najszczęśliwsza porażka w karierze". - Zagrałam bardzo słabo, ale co z tego? Najważniejsze, że w ogóle mogłam pojawić się na korcie - podkreśla Radwańska.

Stęskniona za tenisem zgłosiła się także do turnieju debla w San Diego razem z reprezentantką RPA Chanelle Scheepers. Udało im się wygrać mecz z siostrami Alioną i Kateryną Bondarenko. W drugiej rundzie uległy jednak Chince Jie Zheng oraz Marii Kirilenko. Rosjanka w grze podwójnej zazwyczaj jest partnerką... Agnieszki Radwańskiej.

Z Kalifornii siostry udały się na turniej do Cincinnati w stanie Ohio. Starsza jest rozstawiona z numerem 7, młodsza próbowała przedostać się przez eliminacje i znowu w kiepskim stylu przegrała w pierwszej rundzie (tym razem z Japonką Kurami Nara 2:6, 2:6). - Najgorsze jest to, co siedzi w głowie. Czasem podświadomie cofam rakietę. Gdy mam mocniej uderzyć, coś mnie minimalnie blokuje, mimo że nic już nie boli - wyjaśnia krakowianka.

W czasie rehabilitacji zajęła się rzeczami, na które zazwyczaj nie ma czasu. Między innymi nadrobiła zaległości na studiach. - W końcu zobaczyłam, jak wygląda normalne życie. Ale było nudno! Teraz bardziej doceniam to, że mogę grać, i z większą chęcią przychodzę na trening. To chyba jedyny pozytyw tej kontuzji - podkreśla Radwańska.

Przez ponadpółroczną przerwę spadła z 75. pozycji na koniec trzeciej setki klasyfikacji tenisistek. W awansie ma pomóc decyzja o tzw. zamrożeniu rankingu. To zapis w regulaminie kobiecego tenisa, który przyznaje ulgi powracającym po kontuzji. Przy wysyłaniu zgłoszeń na turnieje młodsza Radwańska będzie traktowana tak, jakby nadal zajmowała 75. pozycję. To da jej prawo występu w większych imprezach - tych samych, w których startuje Agnieszka.

Urszula Radwańska: - Niedawno jakiś brukowiec napisał, że jestem bliska zakończenia kariery. Dostawałam listy z wyrazami współczucia, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym faktycznie odejść z tenisa. Gdybym musiała, zrobiłabym wszystko, by wrócić na kort. Byłam przekonana, że dojdzie do tego jeszcze w tym roku.

Po kontuzji Radwańska nie stawia sobie celów na końcówkę sezonu. Za tydzień wystartuje w Montrealu, a po tygodniu przerwy w wielkoszlemowym US Open. - Mam nadzieję, że już wtedy będę w dobrej formie - zaznacza.

ATP Toronto. Debel liderów odpadł w pierwszej rundzie »