Sport.pl

ATP: Bardzo fajny poniedziałek

Tak powinno być co tydzień: tenis w sobotę, tenis w niedzielę i nawet w poniedziałek zamiast do pracy - na kort! Pogoda może nas w ten weekend nie rozpieściła, ale kalendarz był bardzo łaskawy i kto chciał, ten nagrał się do woli.
Na mistrzostwa Śląska zjechało do Katowic aż 66 graczy. Po wynikach widać, że niektórzy nie czekali na wiosnę i pracowali nad formą przez całą jesień i zimę. Anna Kończak-Gołąbek, choć rozegrała w sumie dziesięć partii (trzy mecze w eliminacjach grupowych, potem dwa "pucharowe"), straciła tylko siedem gemów. Pięć, jak na finał kategorii open przystało, zabrała jej Anna Wicha. Obie panie połączyły siły w deblu, w którym nie było na nie mocnych - traciły zaledwie gema.

Wśród 35-latków niespecjalnie zmęczył się Michał Piękoś, ale on przecież jeszcze całkiem niedawno był graczem klubowym. Nic więc dziwnego, że po odejściu "do cywila" radzi sobie znakomicie. Mariusz Kurowski przegrał z nim 2:6, 1:6, natomiast wcześniejsi rywale oddalili się na "rowerkach". Co ciekawe - Kończak-Gołąbek i Piękoś zagrali razem miksta (kat. open). Wprawdzie zajęli pierwsze miejsce, jednak ich przewaga nad pozostałymi parami nie była tak wyraźna jak w singlu.

Rywalizację mikstów w kat. +70 (suma wieku partnerów) zdominowali Małgorzata Poloczek i Mariusz Kurowski, gubiąc cztery spośród czterdziestu gemów.

Pierwszy taki weekend

Ruszyła liga. Do równej setki zgłoszeń zabrakło dosłownie kilku, więc początek należy uznać za całkiem udany. Drużyn męskich jest tyle, że rozgrywki toczą się we wszystkich przewidzianych kategoriach - od open pro po +55. Teraz aż do 20 czerwca nie będzie takiego weekendu, aby gdzieś w Polsce nie toczyły się spotkania o punkty.

Są już pierwsze komentarze. Wszyscy chwalą sobie przede wszystkim szansę na jeszcze bliższą integrację, a granie nie tylko na własny rachunek wyzwala dodatkową motywację.

Przerwany rewanż

Inauguracja nowego sezonu w Sieradzu trwała przez trzy dni. Różnica umiejętności wśród uczestników kategorii open była dość wyraźna. Wszystkie pojedynki - poza jednym wyjątkiem w pierwszej rundzie - kończyły się w dwóch partiach. Finał też miał być trzysetowy, jednak przy stanie 1:6, 6:4 dla Piotra Jarosa musiał skreczować Rafał Kołodziejski. A mógł być bardzo emocjonujący ciąg dalszy, ponieważ ci zawodnicy spotkali się także w pierwszej rundzie kat. +35 i Kołodziejski wygrał 6:4, 1:6, 14-12. Finał - 6:0, 6:1 z Piotrem Iszczkiem wydał się już formalnością. Identycznym wynikiem zakończył się ostatni pojedynek kategorii +50, w którym Jacek Patalas pokonał Stanisława Zagórskiego.

Więcej o Amatorskim Tenisie Polskim - czytaj tutaj »