ATP: licencja nr 980

Nie ma już licencji nr 980 Należała do Jolanty Szymanek-Deresz, która zginęła w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. W najnowszym numerze ?Tenisklubu?, który trafi do sprzedaży i prenumeratorów na przełomie kwietnia i maja, ukaże się wspomnienie Teresy Stochel o tragicznie zmarłej przyjaciółce.
Trudno pogodzić się z tak niewyobrażalną tragedią, ale życie musi toczyć się dalej - także na kortach. Turnieje atp nie są imprezami masowymi, więc nie objęła ich żałoba narodowa. Nie znaczy to jednak, że uczestnicy już zapomnieli. Nic z tych rzeczy - wszędzie uczcili ofiary katastrofy minutą ciszy.

Że warto mieć licencję atp, kolor bez znaczenia, przekonał się w Żorach Waldemar Butanowicz. Wykupił ją dosłownie tydzień przed Yplon Wiśnia Cup. Nie miał jeszcze gdzie zdobyć punktów, więc - co zrozumiałe - nie mógł też liczyć na żadne przywileje w postaci rozstawienia w drabince. Zawsze, a zwłaszcza w takiej sytuacji, najlepiej liczyć na siebie, na co pan Waldek jest najlepszym przykładem. W ćwierćfinale kategorii open wyeliminował turniejową jedynkę, czyli Piotra Wichę, 6:7, 6:2, 10-4, w finale pokonał dwójkę, czyli Piotra Jarosa 7:6, 1:6, 10-4, a w międzyczasie uporał się z piątką, czyli Wojciechem Wajdą, 7:5, 6:4.

W kat. +35 spotkało się wielu uczestników turnieju otwartego, więc nie należy się dziwić, że okazji do rewanżu nie brakowało. Niektóre się udały, niektóre nie. Butanowiczowi mogło się nawet wydawać, że przezywa jakieś deja vu. Jeden półfinał z Wajdą? Mało - lepsze dwa, i to z dokładnością co do gema. Tylko zakończenie finału, z powodu późnej pory przełożonego na następny dzień, nie było już tak piękne. Nazajutrz wyraźnie - 6:1, 6:4 - lepszy okazał się Jaros. Miłe zadośćuczynienie za przymusowy nocleg 220 kilometrów od domu.

Więcej o Amatorskim Tenisie Polskim - czytaj tutaj ?