Tenis. Radwańska: Ależ ja gram dla Polski cały rok

Obojętnie, czy dzieje się to w Melbourne, Nowym Jorku, czy w Bydgoszczy, zawsze gram dla Polski. Nigdy nie reprezentuję samej siebie, teamu Radwańska - mówi przed weekendowym meczem w Fed Cup z Belgią Agnieszka Radwańska
Wojciech Borakiewicz: Tenis jest sportem indywidualnym. Gra i zarabia pani na swoje nazwisko. Mecze reprezentacji to rzadkość. Pojedynki w orłem na piersi wzbudzają jakieś emocje?

Agnieszka Radwańska: Ależ ja gram dla Polski cały rok, obojętnie, czy dzieje się to w Melbourne, Nowym Jorku, czy w Bydgoszczy. Nigdy nie reprezentuję samej siebie, teamu Radwańska. Poza tym wszyscy na świecie, którzy się interesują tenisem, wiedzą, że pochodzę z Polski. A w Bydgoszczy gram już wyłącznie dla kadry i to są dodatkowe pozytywne emocje. One także będą związane z kibicowaniem, całkiem innym podczas meczów reprezentacji, a innym na normalnym turnieju. Mam nadzieję, że doping pomoże.

Liczy pani na zwycięstwo?

- Nie ma Clijsters. To z pewnością osłabienie, a dla nas dodatkowy atut. Jednak obie pozostałe singlistki - Yanina Wickmayer i Kirsten Flipkens - są także bardzo dobre.

Pani pojedynek z Wickmayer, 15. w rankingu WTA, to hit meczu. Przed Australian Open głośno mówiła pani o unikaniu przez Belgijkę kontroli antydopingowej, że to nie w porządku, iż uniknęła odpowiedzialności.

- Ta sprawa nie będzie miała znaczenia, kiedy staniemy po dwóch stronach siatki. Wickmayer powinna jednak ponieść konsekwencje za swoje czyny. Skoro przepisy są, trzeba ich przestrzegać.

Czy rzeczywiście mecz Fed Cup z Belgią to jedyna okazja, by zobaczyć panią w tym roku na polskich kortach?

- Zapowiada się, że tak będzie. O powodach nie chcę przypominać. Są znane. Jest jednak jeszcze szansa. Jak wygramy z Belgią i potem, już po awansie do Grupy Światowej, wylosujemy kolejny mecz w Polsce.

Specjalny serwis Sport.pl - tenis ?