Sport.pl

Ursynów Cup: odpadła Julia Jagodzińska

- Co ta Julka zrobiła? - zastanawiali się kibice. Jak to co? To samo, co Ai Sugiyama w Gdyni, kiedy prowadziła z Agnieszką Radwańską 5-1 w tie breaku: przegrała seta.
Julia Jagodzińska już wie, że przed swoją publicznością nie gra się łatwo. Znajomość przysłowiowej każdej dziury w korcie wcale nie pomaga, jeśli czuje się presję. Wszyscy patrzą, życzą zwycięstwa i czekają na wiktorię. A z kim zawodniczce występującej z "dziką kartą" wygrać łatwiej niż z "lucky loserką"?

Barbara Kvelstein znalazła się w turnieju głównym, bo miała mnóstwo szczęścia. W środę okazało się, że tego limitu w eliminacjach nie wyczerpała.

Uczciwie mówiąc - po spotkaniu WC z LL nie można spodziewać się zbyt wiele. Każda ładna wymiana, przemyślana akcja i jej efektowne wykończenie jest wartością dodaną. A błędy muszą być. Gdyby Polka i Estonka ich nie popełniały, to już miałyby swoje miejsce w rankingu WTA.

Sugiyama prowadziła 5-1 i przegrała 5-7. Jagodzińska i Kvelstein twórczo rozwinęły ten schemat. W tie breaku decydującej partii obu tenisistkom udało się zmarnować po jednym meczbolu. Sęk w tym, że Kvelstein miała dwa.

Ktoś, kto część tych emocji chciałby zamienić za wyraźnie wyższy poziom, mieliśmy pojedynek Justyny Jegiołki z Agatą Barańską. Z jednej strony już spore doświadczenie, bo 32 punktów nie da się zdobyć nawet wygrywając taki turniej.

Z drugiej - najmłodsza uczestniczka zawodów (14 lat, 5 miesięcy i kilka dni). A z obu - mocne, płaskie, celne uderzenia i wymiany godne większych kortów. Gdyby nie ostatni gem, naprawdę nie byłoby do czego się przyczepić. Szkoda, że jedna z tych dziewczyn musiała odpaść. Padło (odpadło) na Barańską.

Więcej informacji o turnieju »