Olejniczak: "Radwańska może leżeć i pachnieć do końca kariery. Ale jestem przekonany, że się odbuduje"

- Kiedy komentuję jej mecz i ją chwalę, to słyszę, że wchodzę jej w d..., a jeśli mówię, że gra źle, to dowiaduję się, że jej zazdroszczę. Z Radwańską jest jak w greckiej tragedii: każde wyjście jest złe - mówi Dawid Olejniczak komentator Eurosportu i Polsatu Sport. Były tenisista próbuje wskazać przyczyny słabego wejścia Agnieszki Radwańskiej w sezon. Polka wygrała w tym roku osiem meczów, a przegrała sześć

Łukasz Jachimiak: Agnieszka Radwańska przegrała w III rundzie turnieju w Indian Wells z Chinką Shuai Peng 4:6, 4:6. To już szósta porażka Polki w tym roku, zwycięstw ma niewiele więcej - osiem. Zanosi się na trudny sezon?

Dawid Olejniczak: Na pewno nie jest to taki początek sezonu, jakiego chciałaby Agnieszka i jakiego chcieliby kibice. Ale w tenisie wszystko szybko się dzieje, już za kilka dni Radwańska będzie miała szansę się odbudować dobrym występem w Miami. Jeśli tam dojdzie daleko, to szybko zapomnimy, że tak źle wypadła w Indian Wells.

Tylko dlaczego nagle miałaby zacząć grać dobrze?

- Tenis jest specyficzną dyscypliną, tu naprawdę można zmienić grę z dnia na dzień. Teraz Agnieszka gra źle, nie jest w formie, przegrywa szybko. Na pewno ciąży jej presja - że musi uważać, żeby nie stracić miejsca w pierwszej "10", że nie może przegrywać ze słabszymi, że musi dochodzić co najmniej do półfinałów, żeby bronić punktów sprzed roku [w Indian Wells przed rokiem doszła właśnie do półfinału, teraz straci więc sporo punktów i na pewno spadnie z szóstej pozycji w rankingu WTA]. A może teraz w końcu się wyluzuje? Oczywiście trudno oczekiwać, że wygra cały turniej w Miami. Ale w wielkim tenisie jest od lat i doskonale wie, że to nie boks, gdzie przegrywa się walkę i później pół roku człowiek siedzi zdołowany, patrząc w sufit. Przegrała, ale teraz będzie miała kilka dni spokojnego treningu na Florydzie. Lubi ją, często tam bywa. Turniej w Miami już kiedyś wygrała, to dla niej fajne miejsce, tam może przyjść przełom. Start sezonu jest słaby, ale przed nami jeszcze więcej niż dwie trzecie roku, jeszcze trzy turnieje wielkoszlemowe, jeszcze dużo można osiągnąć.

Zgoda, ale czy w tej chwili Radwańska ma się z czego odbić? Czy z jej 14 tegorocznych meczów o którymkolwiek powie Pan, że był bardzo dobry?

- Chyba nie było takiego meczu. Raczej były przykre niespodzianki. Można mówić, że np. w Australian Open przegrała już w drugiej rundzie, ale z dziewczyną, która była w gazie, bo Mirjana Lucic-Baroni doszła przecież aż do półfinału, ale w innych turniejach też były szybkie porażki.

Komplet tegorocznych wygląda tak: w Shenzen z Alison Riske, w Sydney z Johanną Kontą, w Australian Open z Lucic-Baroni, w Dosze z Karoliną Woźniacką, w Dubaju z Catherine Bellis, teraz w Indian Wells z Peng. Pogromczyniami Radwańskiej nie były zawodniczki wyłącznie z topu.

- Z Woźniacką zawsze wygrać trudno, Konta jest w życiowej formie, o Lucic-Baroni już mówiłem. Z pozostałymi Agnieszka powinna sobie poradzić, ale też zauważmy, że taka Bellis to przyszłość tenisa. Dziewczyna z rocznika 1999. Naturalną koleją rzeczy jest, że Agnieszka będzie przegrywała z takimi zawodniczkami. Nie będzie przecież tak, że pokonywać ją będą tylko Serena Williams i Andżelika Kerber. Radwańska młodsza się nie robi, powoli następuje zmiana warty. Serena już pewnie będzie powoli kończyła karierę, nie wiadomo co będzie z Marią Szarapową po jej powrocie, ani w jakiej formie po urlopie macierzyńskim będzie Wiktoria Azarenka. I tak moim zdaniem w rywalizacji kobiet młoda generacja nie jest tak mocna jak u mężczyzn. Nowe dziewczyny nie rozpychają się łokciami jak kiedyś Steffi Graf czy Martina Hingis, które wygrywały Wielkie Szlemy, mając po 17 lat. Wracając do Agnieszki - na razie jej gra nie wygląda dobrze i każda rywalka chce to wykorzystać, ale jestem przekonany, że ona się odbuduje. Może wystarczyć nawet jeden mecz. Jak u Kerber rok temu. Przecież w pierwszej rundzie Australian Open, grając z Misaki Doi, broniła piłek meczowych, ledwo chodziła po korcie. Gdyby nie wygrała tego meczu, to nie wygrałaby całego turnieju i pewnie nigdy nie zostałaby numerem 1 na świecie. Czasami trzeba mieć nie szczęście, tylko dużo szczęścia. W tym roku Agnieszka na razie go nie ma. Również dlatego sporo przegrywa.

Z Pana słów wynika, że trzeba cierpliwości i spokoju, ale zastanawiam się czy tego nie brakuje Radwańskiej i jej sztabowi. Pan się z nimi zna, nie jest tak, że po kolejnych porażkach robi się u nich nerwowo?

- Widujemy się i nie zauważyłem, żeby było nerwowo. Niedawno trenowali w Warszawie, rozmawialiśmy przed ich wyjazdem na Indian Wells. Nie mam wątpliwości, że ten układ działa, że Agnieszka jest z niego zadowolona. Tomaszowi Wiktorowskiemu i Dawidowi Celtowi ufa bezgranicznie. Nie ma gwarancji, że dobrze by było, gdyby spróbowali dołączyć kogoś jako konsultanta, mentora, mistrza pokroju Borisa Beckera czy Stefana Edberga.

Dwa lata temu przerabiali to z Martiną Navratilovą. Nie wyszło.

- No właśnie. Agnieszka nie jest juniorką, w jej tenisie nie można już nagle zmienić iluś rzeczy. Teraz może przydałby się ktoś, kto porozmawiałby z nią na temat wygrywania najważniejszych meczów, ktoś, kto umiałby do niej trafić i jednocześnie byłby wiarygodny, bo miałby na koncie wygrane Wielkie Szlemy. Ale trudno znaleźć kogoś takiego, na rynku brakuje ludzi z wielką przeszłością w tenisie i umiejętnością przemawiania do zawodnika. Ja wiem, że Agnieszka bardzo chce. Możliwe, że największym problemem jest jej wyczerpujący styl gry. Wszyscy pamiętają, że nie wygrała Wielkiego Szlema, choć kilka razy była blisko. Zawsze tuż przed metą brakowało jej trochę szczęścia, trochę spokoju, trochę siły. Może jeszcze będzie okazja. Wierzę, że w tym sezonie. Już w ostatnich latach było tak, że któryś sezon zaczęła słabo, a później się przełamała.

Ten z Navratilovą, w 2015 roku. Wtedy były m.in. szybkie odpadnięcia z Rolanda Garrosa i US Open, ale skończyło się wygranym mastersem w Singapurze.

- Wtedy wyszła z dołu dużo większego od tego, w jakim jest teraz. Oby podobnie było i w tym sezonie. A gdyby się nawet nie udało, to pamiętajmy, że ona już i tak osiągnęła bardzo dużo. Wiem doskonale, że chce osiągnąć jeszcze więcej, a to że nie wychodzi, nie znaczy, że już powiedziała ostatnie słowo, że się poddała. Cały czas jest bardzo skupiona na tym, co robi i ma wokół siebie ludzi, którym wierzy. Oczywiście dochodzą do nich głosy, że trzeba coś w sztabie i w przygotowaniach zmienić, ale czy ktoś Agnieszce zagwarantuje, że jak przyjdzie były trener kogoś tam, to razem z nim przyjdzie większy sukces? Dajmy jej spokój. Tenis to sport indywidualny, ona gra dla siebie i podejmuje decyzje, których nie powinniśmy oceniać. Tu nie gra reprezentacja Polski. Radwańska reprezentuje siebie, gra na swoje nazwisko, dla Polski grała już wystarczająco dużo.

To znaczy, że już zawsze będzie rezygnowała z Pucharu Federacji?

- Moim zdaniem na tym poziomie, na którym jest nasza drużyna, Radwańska nie będzie grała. W karierze rozegrała już mnóstwo meczów, regeneruje się trudniej niż kiedyś, musi o tym pamiętać. Mamy kilka młodszych dziewczyn, niech się na niższym poziomie hartują. Jak awansują wyżej, to może wtedy starsza koleżanka Agnieszka im pomoże.

Pewnie trudno grać dla Polski, kiedy się słyszy zarzuty, że robi się niechętnie. Docinki, że ważniejsze od gry są zakupy w kolejnym turniejowym mieście bolą Agnieszkę?

- Ona w ogóle takich rzeczy nie czyta, od dawna doskonale wie, że ludzie są niesprawiedliwi. Wiadomo, że nie ma co zakłamywać rzeczywistości kiedy jest źle, ale też nie powinno się tak szaleńczo krytykować. Przecież nie było i pewnie już nie będzie w naszej historii takiej tenisistki jak Radwańska. Mamy do niej za mało szacunku.

Chyba najbardziej było to widać w trakcie igrzysk w Rio?

- Reakcje były straszne. A przecież jeżeli nie chciałaby być na igrzyskach, to nie pojechałaby na nie, zgłosiłaby jakąkolwiek kontuzję. Może Rio de Janeiro to fajne miasto, ale przecież Agnieszkę stać na wykupienie sobie wycieczki. Sam staram się nie przejmować tym, że kiedy komentuję jej mecz i ją chwalę, to słyszę, że wchodzę jej w d., a jeśli mówię, że gra źle, to dowiaduję się, że jej zazdroszczę. Z Radwańską jest jak w greckiej tragedii - każde wyjście jest złe. Ja mam dla Agnieszki olbrzymi szacunek. Wiem, że po karierze będzie mogła spojrzeć w lustro i powiedzieć: "wycisnęłam ze swojej kariery wszystko". Wygra Wielkiego Szlema, czy nie wygra - nieważne. Była wiceliderką rankingu, wygrała turniej masters i kilkadziesiąt innych imprez, zarobiła takie pieniądze, że do końca kariery może leżeć i pachnieć. Ona naprawdę nie musi się przejmować komentarzami niektórych dziennikarzy szukających sensacji, czy jakichś ludzi siedzących przed komputerem w Suwałkach i wyżywających się na tych, którym zazdroszczą. Agnieszka powiedziała kiedyś, że przejmuje się opiniami ludzi, których szanuje, a inne jej nie interesują. To najlepsze podejście, też staram się tak robić.