Epidemia wśród czołowych tenisistek świata. Wycofuje się jedna za drugą

Agnieszka Radwańska bez problemów awansowała do ćwierćfinału w Shenzhen, jej najpoważniejsze rywalki z czołówki rankingu WTA ze swoich turniejów się wycofują. Australian Open rozpoczyna się już 18 stycznia.
Tenisowy sezon zaczął się w poniedziałek, pierwsza połowa stycznia to ostatni etap przygotowań do wielkoszlemowego turnieju w Melbourne. Tymczasem wśród najlepszych tenisistek świata wybuchła epidemia. Zaczęło się od samej góry, czyli od Sereny Williams grającej w Pucharze Hopmana, nieoficjalnych mistrzostwach świata w mikście. Najlepsza tenisistka świata w poniedziałek nie wyszła na kort, korzystając z zastępstwa Victorii Duval, we wtorek poddała mecz na początku drugiego seta, a w środę oficjalnie wycofała się z rywalizacji. - Mam stan zapalny w lewym kolanie, który się goi, ale bardzo powoli. Potrzebuję czasu - tłumaczyła Williams.

We wtorek z turnieju w Brisbane w trakcie trzech godzin wycofały się Rumunka Simona Halep (WTA 2) i broniąca tytułu Rosjanka Maria Szarapowa (WTA 4). Pierwsza skarży się na nadwerężone przedramię, a druga - na stan zapalny w ścięgnie Achillesa, z którym miała problem już w zeszłym roku. W środę przez kontuzję stopy w ich ślady poszła Hiszpanka Garbine Muguruza (WTA 3).

Ponadto w Shenzhen pierwszy mecz z powodu zatrucia pokarmowego poddała Petra Kvitová (WTA 6), a w Auckland do drugiej rundy nie weszły dwie najwyżej rozstawione zawodniczki: Venus Williams (WTA 7) i Ana Ivanović (WTA 16).

- Zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jakiś bojkot. Oczywiście żartuję, ale to niecodzienna sytuacja na początku sezonu. Zawodniczki miały czas na odpoczynek, a chyba nie wszystkie go dobrze wykorzystały - komentuje Joanna Sakowicz, była tenisistka, a obecnie komentatorka Eurosportu i TVP Sport.

Czasu na odpoczynek nie brakowało, od 2009 roku sezon WTA kończy się nie później niż 1 listopada, zawodniczki mają dwa miesiące wakacji na regenerację i przygotowanie do sezonu. Ale tylko teoretycznie, bo coraz częściej decydują się na udział w komercyjnych imprezach, przede wszystkim tych rozgrywanych w Azji. W drugim sezonie indyjskiej International Premier Tennis League grały w grudniu między innymi Serena Williams, Szarapowa, Radwańska oraz Ivanović. - Komercjalizacja tenisa postępuje, zawodniczkom proponuje się tak astronomiczne kwoty, że każdy by się zdecydował - mówi Sakowicz.

Na jakie zarobki mogą liczyć najlepsi? - Kwoty są bardzo zróżnicowane. Roger Federer za jeden występ pokazowy może sobie zażyczyć nawet ponad milion dolarów. W Indiach zarobki są mniejsze, bo tam rozgrywa się po jednym secie. Dokładnych sum nie znam, ale wahają się one między 10 tys. dol. dla graczy z pierwszej setki a 250 tys. dla najlepszych - szacuje Victor Archutowski, były menedżer sióstr Radwańskich. Wiadomo też, że na takich startach często zależy sponsorom.

Styczniowe turnieje nie są tak atrakcyjne: zwyciężczyni w Bris- bane zarobi 193 tys. dol., w Shenzhen - 111 tys., w Auckland - tylko 43 tys. Najlepsze zawodniczki traktują je jako trening przed Australian Open. - Do niego wszyscy chcą być perfekcyjnie przygotowani, a to długi i wyczerpujący turniej, mecze są rozgrywane w upale. Jeśli kogoś coś teraz boli, nawet słabo, to zlekceważenie tego może mieć potem opłakane skutki. Dlatego teraz chucha się na zimne - ocenia Sakowicz.

Radwańska w Indiach się oszczędzała, sezon zaczęła od zwycięstw. W drugiej rundzie w Shenzhen pokonała Chinkę Shuai Zhang 6:1, 7:5 i jest na autostradzie do wygrania turnieju, bo zawodniczkę z pierwszej pięćdziesiątki rankingu może spotkać dopiero w finale. - Shenzhen to bardzo dobry sposób Radwańskiej na wejście w sezon. Tam jest spokój, nie ma tej euforii i rosnącej presji przed Szlemem, którą czuje się na każdym kroku w Australii - komentuje Sakowicz.

W czwartkowym ćwierćfinale rywalką Polki będzie kolejna Chinka z drugiej setki rankingu WTA - Qiang Wang.



Andrzej Wrona relacjonuje turniej kwalifikacyjny do igrzysk na Snapchacie Sport.pl