Tenis. Radwańska wygrała WTA Finals. Teraz czas na Szlema

- Zwycięstwo w Masters dodało mi pewności siebie, w przyszłym roku spróbuję wreszcie wygrać turniej wielkoszlemowy - mówi Agnieszka Radwańska. Czy może się w końcu udać?
Polka w niedzielnym finale kończącego sezon turnieju dla ośmiu najlepszych tenisistek roku pokonała w Singapurze Czeszkę Petrę Kvitovą, odnosząc największy sukces w karierze.

W drodze po tytuł Radwańska pokonała kolejno trzy zawodniczki z czołowej piątki. Gdy w 2012 r. sięgała finału Wimbledonu, wygrała tylko jeden mecz z tenisistką z dziesiątki, podobnie było w 2013 r., kiedy dobiła w Londynie do półfinału. W 2014 r., idąc do półfinału w Melbourne, z czołowej piątki ograła jedynie Wiktorię Azarenkę. A triumfując w Miami w 2012 r. - dwie rywalki z dziesiątki.

- Takiej sekwencji niesamowitych meczów z dziewczynami ze ścisłej czołówki nie było. W Singapurze w Agnieszce dokonała się mentalna zmiana - uważa Joanna Sakowicz-Kostecka, była tenisistka, komentatorka TVP i Eurosportu. - Od pierwszego gema półfinałowego starcia z Garbine Muguruzą widziałam zaciśniętą pięść. Tego od dawna brakowało w kluczowych momentach w Szlemach. Takiej determinacji, woli walki, zaciętości. Nie ukrywam, że trochę mnie u Agnieszki denerwowała zbytnia powściągliwość, ta mina mówiąca: "Nic się nie stało", brak okazywania waleczności. Zachowywała się tak, jakby okazywanie emocji było czymś niewłaściwym. W Singapurze się z tego wyzwoliła, pokazała wolę walki i determinację - dodaje Sakowicz-Kostecka.

- Do tej pory w Szlemie zawsze pojawiał się mecz, gdy Agnieszka traciła rozpęd. Cofała się i przebijała piłki bez energii - mówi Paweł Ostrowski, były trener Marty Domachowskiej i Angelique Kerber. - Brakowało jej instynktu zwycięstwa, czegoś co ma np. Serena Williams. Ona nie chce grać ładnie, nie kalkuluje, tylko chce wygrywać. I to widać w gestach, mimice, zachowaniu. I nie chodzi mi o taktykę, ale ogień, determinację. Agnieszka do tej pory była taką Królową Lodu. Zimna i wyrachowana. Dopiero w Singapurze zobaczyłem zmianę. W Meczach z Simoną Halep, Muguruzą i Kvitovą parła do zwycięstwa za wszelką cenę. Z taką postawą może walczyć o Szlema - dodaje Ostrowski.

Jego zdaniem zmiana dokonała się w niesamowitej końcówce pierwszego seta z Halep, gdy Radwańska brawurowo odrobiła straty od 1-5 w tie-breaku i wygrała. - Często w sporcie jest tak, że jak się wraca z zaświatów, to człowiek rodzi się na nowo. Taka sytuacja uskrzydla, hartuje. Myślę, że tak się stało z Agnieszką - dodaje Ostrowski.

W Szlemie trzeba jednak wygrać siedem meczów i nie można sobie pozwolić na wracanie z zaświatów. W Singapurze Radwańska przegrała dwa mecze w fazie grupowej, dopiero w ostatniej chwili się uratowała. - Zgoda, ale w Szlemie nie zagra w pierwszej rundzie z Szarapową, w drugiej - z Pennettą, a w trzeciej - z Halep. Oczywiście trzeba zachować koncentrację, ale pierwsze rundy są łatwiejsze - podkreśla Sakowicz-Kostecka.

- W Singapurze można było wygrać trzy mecze, a w Szlemie trzeba siedem, ale nie każdy musi być piękny. Trzy mogą być nieco słabsze. To często nieuniknione, bo ciężko przez dwa tygodnie trzymać ten sam poziom. Cała sztuka polega na tym, żeby te słabsze jakoś przetrwać, a końcówka turnieju musi być super. I w tym sensie Agnieszka pokazała w Singapurze, że ją na to stać - dodaje Ostrowski.

Radwańska miewała już w Szlemach świetne losowania, ale nie potrafiła ich wykorzystać. W 2013 r. zmarnowała największą szansę na triumf w Wimbledonie. W półfinale prowadziła 3:0 w trzecim secie z Sabine Lisicki, a w finale czekała Marion Bartoli, z którą miała bilans 7-0. Ale Lisicki dogoniła zmęczoną Polkę i zwyciężyła 9:7.

- Wygranie Szlema jest trudniejsze niż triumf w Masters właśnie dlatego, że nie można pozwolić sobie na chwilę słabości - uważa Dawid Olejniczak, były tenisista, komentator Eurosportu. - Masters jest pod koniec sezonu, wszystkie dziewczyny są zmęczone, a Agnieszka lubi takie maratony, w Azji zawsze gra dobrze. Świetnie czuje się też w hali, czyli w warunkach, w jakich nie gra się Szlemów. Na Wimbledon czy US Open przyjeżdża 128 wypoczętych i bojowo nastawionych zawodniczek. Czasem trudniej się rywalizuje z tymi młodymi, mniej znanymi niż z czołówką, którą się zna na wylot - dodaje Olejniczak. - Ale Agnieszka jest bliżej Szlema. Właśnie ostatecznie udowodniła, że tenisistka o delikatnej budowie ciała może sprytem powalić siłaczki. Ale nie wywierajmy teraz presji, w Polsce mamy skłonność do popadania w skrajności, nie róbmy tragedii, jak w styczniu Agnieszka nie wygra od razu Australian Open. Spokojnie poczekajmy.

Za Radwańską przemawiają statystyki, bo od pierwszej edycji Masters w 1972 r. tylko jedna triumfatorka nigdy nie sięgnęła po tytuł wielkoszlemowy - Niemka Sylvia Hanika, sensacyjna zwyciężczyni z 1982 r., która w finale zaskoczyła Martinę Navrátilovą. Ale Hanika w karierze wygrała raptem cztery inne turnieje i była najwyżej piąta na świecie. Radwańska ma już dużo bogatsze CV - 17 tytułów i szczytową pozycję numer dwa.

- Dużo będzie zależało od tego, czy Serena Williams dalej będzie miała zapał, by walczyć o Szlemy. Jeśli nie, szansa będzie większa, bo poziom w czołówce się wyrównał - podkreśla Olejniczak.

- Jeśli Marion Bartoli mogła wygrać Wimbledon, to Agnieszka też może. Ma wszystko, by to zrobić. Jeśli szczęście trochę pomoże, na pewno się uda - kończy Ostrowski.

Radwańska awansowała na piąte miejsce w rankingu WTA. We wtorek wraca na kilka dni do Polski, a potem leci na wakacje. Nowy sezon zacznie w styczniu w Australii.

Więcej o: