US Open. Pewne otwarcie Agnieszki

Starsza z sióstr Radwańskich zaczęła US Open od zwycięstwa 6:2, 6:3 nad 19-letnią Czeszką Kateriną Siniakovą. W kolejnej rundzie zmierzy się z rodaczką - Magdą Linette.
Agnieszka Radwańska spędziła w poniedziałek na korcie nieco ponad godzinę, ale specjalnie się nie zmęczyła. Spotkania z takimi zawodniczkami jak Siniakova bywają dla faworytek trudne, bo młode tenisistki nie mają nic do stracenia, grają odważnie i rzucają się na sławniejsze rywalki z wielką zawziętością. Czasem potrafią je powalić albo solidnie zmęczyć. Radwańska na nic takiego jednak czeskiej 19-latce nie pozwoliła. Jej mocne bombardowanie przetrwała, umiejętnie wybijała przeciwniczkę z rytmu, Polce pomagał pewny serwis - ręka w meczu nie zadrżała właściwie ani razu. Trudno do czegokolwiek w grze Radwańskiej się przyczepić, choć wiadomo, że akurat w US Open nieszczęścia lubią Agnieszkę prześladować. To jedyny Szlem, w którym nie przebrnęła nigdy IV rundy, a także rekordowy pod względem porażek w pierwszym tygodniu rywalizacji - w Nowym Jorku już pięciokrotnie przegrywała w II rundzie, także przed rokiem.

W środę w II rundzie zmierzy się z Linette, która pokonała 7:6 (7-3), 6:1 młodszą siostrę Agnieszki - Urszulę. To była wojna nerwów, którą lepiej zniosła 23-letnia poznanianka, nieco agresywniejsza w decydujących momentach. W tie-breaku nie bała się zaryzykować i zaatakować. Tak samo na początku drugiej partii.

Linette (WTA 92) na co dzień trenuje z chorwackim trenerem Izo Zuniciem w akademiach w Splicie i Kantonie w Chinach. Dopiero kilka miesięcy temu przedarła się do pierwszej setki rankingu. US Open to jej trzeci w karierze występ w Szlemie, a wygrana z Ulą - pierwsze zwycięstwo. Z Agnieszką jeszcze nigdy się nie mierzyła, ale nietrudno wskazać faworytkę tego starcia.

W pierwszej rundzie doszło do kilku niespodzianek. Największe to porażka zeszłorocznego finalisty Japończyka Kei Nishikoriego (nr 4) z Francuzem Benoitem Pairem, a także przegrane dwóch Serbek - Jeleny Janković (21) z Francuzką Oceane Dodin oraz Any Ivanović (7) ze Słowaczką Dominiką Cibulkovą.

We wtorek od meczu z Argentyńczykiem Leonardo Mayerem rywalizację zaczyna 34-letni Roger Federer. Szwajcar po raz ostatni zagrał w Nowym Jorku w finale w 2009 r., a zwyciężył w 2008 r., ale ostatnio na kortach twardych znów imponuje. Nieco ponad tydzień temu pokonał w finale w Cincinnati lidera rankingu ATP Novaka Djokovicia, a w całej imprezie ani razu nie stracił serwisu. - Roger już dawno nie był w tak wybornej formie, serwuje chyba lepiej niż w czasach, gdy dominował - mówił przed US Open Serb.

Trudna przeprawa w I rundzie może czekać innego z faworytów, Andy'ego Murraya, który zmierzy się z Nickiem Kyrgiosem. 20-letni Australijczyk ostatnio brylował, głównie obrażając na korcie kolegów, ale takie wielkie mecze potrafią go mobilizować. Kyrgios lubi grać z wysoko notowanymi rywalami, na dużych kortach, wyrzucał już z Wimbledonu Rafaela Nadala czy Richarda Gasqueta.

Oszałamiająca jest w tym roku w Nowym Jorku pula nagród - w sumie ponad 40 mln dol.! Zwycięzcy singla dostaną po 3,3 mln dol., a przegrani w pierwszej rundzie - aż 39,5 tys. dol. (150 tys. zł), co oznacza wzrost aż o 67 proc. od 2012 r. W żadnej innej dyscyplinie sportu nagrody nie rosną tak szybko jak w tenisie.

Pieniądze widać nie tylko na korcie. Nad głównym stadionem Arthura Ashe'a wyrosła potężna szkieletowa konstrukcja przesuwanego dachu - budowa ma być zakończona w przyszłym roku. Organizatorzy US Open budują dach, bo mają dość przełożonych finałów z powodu deszczu i zbyt silnego wiatru. Aż trudno uwierzyć, ale przez ostatnie siedem lat US Open kończył się przez to nie w niedzielę, ale w poniedziałek.

Tenisistki ucztują w Nowym Jorku [ZOBACZ]