Roland Garros. Janowicza egzamin z cierpliwości

Paula Kania przegrała w II rundzie Rolanda Garrosa z Niemką Anniką Beck 2:6, 2:6, ale po meczu odważnie zapowiadała, że nie lęka się już nikogo. W czwartek Jerzy Janowicz zmierzy się z Argentyńczykiem Leonardo Mayerem, specjalistą od gry na czerwonej mączce, który stawia na regularność, ale nie stroni od ofensywy. Początek meczu o 11:. Relacja na żywo na Sport.pl. Transmisja na Eurosporcie.
Gdy rok temu pochodząca z Sosnowca Kania debiutowała w Wielkim Szlemie na kortach Wimbledonu, po niezłym spotkaniu przegrała w I rundzie 5:7, 2:6 z ówczesną drugą rakietą świata Chinką Na Li. - Może zabrzmi to nieskromnie, ale myślę, że stać mnie na taki poziom gry, żeby regularnie występować w takich turniejach. Ja tu jeszcze wrócę! - odgrażała się 22-letnia Kania.

To postać w polskim sporcie niezwykła, bo mało jest w nim osób tak pewnych siebie, samodzielnych i nastawionych do życia tak optymistycznie. W Londynie Kania opowiadała też, że od dawna nie korzysta z pieniędzy rodziców, sama się utrzymuje i szuka sponsorów. Żyje w myśl zasady "możliwe jest wszystko". Dlatego wierzy, że ciężko pracując, za kilka lat awansuje do pierwszej setki rankingu. Mówiła to głośno, patrząc wszystkim dookoła prosto w oczy.

Minął niespełna rok i nie można powiedzieć, że Kania swojego celu nie realizuje. Może nie pędzi w górę z prędkością rakiety, ale krok po kroku zbliża się do swoich marzeń. Drugi występ w Szlemie zaliczyła jesienią 2014 w US Open, wiosną tego roku po raz pierwszy wylądowała w okolicy 150. miejsca w rankingu WTA, a teraz w Paryżu przebrnęła przez eliminacje i w końcu zaliczyła wielkoszlemowe zwycięstwo, pokonując w I rundzie Niemkę Monę Barthel (WTA 41).

W środę się okazało, że tempo jednak jest ciut za szybkie. Kania przegrała z pogromczynią Agnieszki Radwańskiej, choć spotkanie z Beck (WTA 83) było znacznie bardziej zacięte, niż mógłby wskazywać wynik. Polka grała momentami błyskotliwie i pewnie, rzuciła kilka udanych dropszotów i przeprowadziła kilka pięknych ataków. Polka ustępowała Niemce w regularności i opanowaniu. Beck zgarniała kluczowe punkty, bo Kania traciła koncentrację i popełniała za dużo błędów.

- Miałam grać solidnie, ale nie wyszło. To mój najsłabszy mecz w Paryżu - przyznała po meczu Polka. Dzięki wygraniu czterech spotkań (od eliminacji) awansuje w poniedziałek na 128. miejsce na liście WTA, najwyższe w karierze. - Mierzę wysoko. Czuję, że cały czas się rozwijam. Wierzę we własne możliwości. Mogę walczyć z każdą dziewczyną. No, może Serena Williams byłaby twardym orzechem do zgryzienia, ale też jakoś by się dało walczyć. Tenisowo wszystko jest na swoim miejscu. Serwis, forhend, bekhend, nogi wytrzymałe. Trzeba poprawić jeszcze tylko koncentrację i solidność - zaznaczyła Kania. Jak widać, dalej wierzy, że możliwe jest wszystko.

Ostatni polski singlista na placu boju to Jerzy Janowicz (ATP 50). Polak w I rundzie pokonał w czterech setach grającego z dziką kartą Francuza Maxima Hamou (ATP 225). W czwartek o 11 będzie znacznie trudniej, bo Leonardo Mayer to 22. tenisista świata. Argentyńczyk w tym roku już raz ograł Janowicza - w styczniu na twardym korcie w Sydney. A w Paryżu na wolniejszej nawierzchni ziemnej powinno mu być w teorii jeszcze łatwiej. Mayer, niegdyś czołowy junior świata, któremu świetnie zapowiadającą się karierę wyhamowały kontuzje, to gracz regularny, niepopełniający wielu błędów. I niestroniący od ofensywy. Przy 190 cm wzrostu potrafi np. doskonale wykorzystać serwis. Tegoroczne statystyki pokazują, że to Mayer, a nie mierzący 204 cm Janowicz, wygrał większy procent punktów dzięki podaniu. Dla Polaka, którego na korcie rozpiera energia przejawiająca się jednak czasem zbytnim pośpiechem, będzie to przede wszystkim egzamin z cierpliwości i solidności. Środowy wstępny test Janowicz oblał - w deblu w parze z Finem Jarkko Nieminenem przegrał z Mayerem i Carlosem Berlocqiem 7:6 (7-5), 3:6, 6:7 (4-7).

Sukienki, biżuteria, tatuaże, czyli tenisowa moda na kortach Rolanda Garrosa [ZDJĘCIA]