Martina Navratilova zostawiła Agnieszkę Radwańską. Trener: Żałuję, że tak to się kończy

Cztery miesiące trwała współpraca Martiny Navratilovej z Agnieszką Radwańską. - Martina uznała, że nie może dzielić pracy z nami i telewizją. Żałuję, że tak to się kończy. Myślę, że Agnieszka też - mówi trener Tomasz Wiktorowski.
Wiadomość o rezygnacji Navratilovej z funkcji konsultantki Polki pierwszy podał na Twitterze dziennikarz BBC Russell Fuller. Szybko potwierdził ją sztab Radwańskiej, a potem sama tenisistka, która na Twitterze napisała: "Dziękuję Martinie za ostatnie miesiące, to było niezwykłe doświadczenie. Obie doszłyśmy do wniosku, że skoro Martina nie może poświęcić się w 100 proc. pracy ze mną, to długoterminowa współpraca nie ma sensu. Rozstajemy się jednak w przyjaźni".

Wiadomość jest nagła, ale nie do końca sensacyjna, bo współpraca legendy tenisa z Polką nie przynosiła pożądanych efektów. Radwańska, która pierwsze treningi z triumfatorką 18 turniejów wielkoszlemowych miała pod koniec grudnia, przeżywa właśnie najgorsze załamanie formy w karierze. Od stycznia tylko raz, w małym turnieju w Katowicach, sięgnęła półfinału, w rankingu lada moment wypadnie z czołowej dziesiątki po raz pierwszy od 2011 r. Na korcie biją ją rywalki, które jeszcze rok temu nie stanowiły zagrożenia - m.in. Heather Watson i Camila Giorgi.

Zamysł był taki, żeby Navratilova zmieniła tenis Polki na bardziej ofensywny i drapieżny . Zarówno ona, jak i Agnieszka, a także Wiktorowski mówili, że współpraca układa się dobrze, choć pierwszy zgrzyt był już na Australian Open. Navratilova w telewizji Tennis Channel, w której pracuje jako ekspertka, ostro skrytykowała Agnieszkę po porażce z Venus Williams. - Nie realizowała taktyki, grała pasywnie, nawet nie utrzymywała ze mną kontaktu wzrokowego - mówiła. Kilka dni później przepraszała. Radwańska zaś powiedziała: - Nic się nie stało.

Ale na korcie też nic się nie stało. Mimo upływających tygodni Radwańska wciąż grała słabo. W niektórych meczach nieco agresywniej, ale zazwyczaj - bardzo cofnięta. Odpadła szybko z Indian Wells i Miami, gdzie towarzyszyła jej Amerykanka. Kilka dni temu przegrała w I rundzie w Stuttgarcie.

Pierwszym momentem, w którym obie strony miały ocenić, czy dalsza współpraca ma sens, miał być Wimbledon. Skąd przyśpieszenie? - Brak czasu u Martiny był chyba najistotniejszym elementem decyzji. Najbliższe tygodnie okazały się nie do przejścia. Martina związana jest umową z telewizją. Chcieliśmy, żeby była z nami przed Madrytem i w Madrycie, a ona musi być w tym czasie w Londynie - mówi "Wyborczej" Wiktorowski.

Według jego słów rozstanie to jednak decyzja Martiny. - Dla mnie każdy tydzień z Martiną był na wagę złota. Widziałem z bliska, jak pracowała. To niezwykle bystra i inteligentna kobieta, która miała świetne oko trenerskie. Widziała pewnie konieczność bardziej intensywnej pracy z Agnieszką, a na przebywanie z nią non stop i na pracę nad jej techniką nie mogła sobie pozwolić - dodaje Wiktorowski.

- Musiałaby poświęcić dużo więcej czasu, aby u Agnieszki nastąpiła poprawa? - pytamy. - Mniej więcej tak to wygląda. O szczegóły trzeba pytać Martinę. Jeszcze nie tak dawno rozmawiałem z nią o przyszłości, o krokach, które moglibyśmy zrobić. Widocznie zmieniła zdanie - mówi Wiktorowski.

Nie wiadomo, czy Radwańska będzie szukała nowego konsultanta. Wiktorowski przyznał, że pracując nad wyjściem z dołka, Agnieszka być może przemebluje kalendarz startów. Może poświęcić nawet większy spadek w rankingu, byle w spokoju potrenować. Najbliższe plany nie ulegają jednak zmianie - w środę leci do Madrytu, gdzie broni punktów za zeszłoroczny półfinał, czyli także miejsca w Top 10.

Z kręgów zbliżonych do Polskiego Związku Tenisowego dowiedzieliśmy się także, że Wiktorowski po porażce Polek ze Szwajcarkami zrezygnował z funkcji kapitana reprezentacji w Pucharze Federacji. Sam trener tego jednak nie komentuje.

Najbogatszy sportowiec świata chwali się forsą.