Fed Cup. Z Szarapową na Polki

W weekend w Krakowie ćwierćfinał Pucharu Federacji Polska - Rosja. Rywalki często lekceważą drużynowe rozgrywki. Tym razem zrobiły wyjątek. Relacje na żywo na Sport.pl
To będzie tenisowe wydarzenie roku w Polsce. Na trybunach Kraków Areny zasiądzie w sobotę i niedzielę po 15 tys. widzów. Biletów na sobotę już nie ma, na niedzielę zostało ok. 100 sztuk.

Agnieszka i Urszula Radwańskie po raz pierwszy zagrają w rodzinnym mieście mecz o stawkę. I to jaką - Polki dotąd tylko raz, w 1992 r., wystąpiły w ćwierćfinale Pucharu Federacji (0:3 z Niemkami ze Steffi Graf w składzie). Ale osiągnięcie obecnej ekipy jest cenniejsze, bo drużynowe rozgrywki od tego czasu zreformowano. Na sam szczyt, do ośmiozespołowej Grupy Światowej, przedrzeć się trudniej. Po latach prób udało się dopiero dzięki poświęceniu Agnieszki Radwańskiej. Liderka nigdy reprezentacji nie odmówiła i w końcu przepchnęła Polki do elity.

W ćwierćfinale zmierzą się z Rosjankami, czterokrotnymi triumfatorkami rozgrywek, które przyjadą w niemal najmocniejszym składzie z Marią Szarapową (WTA 2), Swietłaną Kuzniecową (27), Anastasią Pawluczenkową (39) i Witaliją Diaczenko (82). Z tenisistek z czołówki brakuje tylko Jekatieriny Makarowej (9).

Można powiedzieć, że Polki mają pecha. Równo rok temu skład Rosji na mecz z Australią, w tej samej fazie rozgrywek, wyglądał tak: Irina Chromaczowa (WTA 242), Weronika Kudermetowa (318), Waleria Sołowiowa (379), Wiktoria Kan (482).

Skąd różnica? Za rok są igrzyska olimpijskie, Rosjanki od stycznia potrzebują dwóch występów w kadrze, by na nie pojechać. Choć nikt nie powie tego głośno, zeszłoroczna potyczka z Australią dla gwiazd traktujących często Puchar Federacji jako zbędny balast była bez znaczenia. Dopiero igrzyska podziałały motywująco.

Polki nie będą faworytkami. Agnieszka Radwańska nie lubi grać ani z Szarapową, ani z Kuzniecową. Z pierwszą od 2007 r. ma bilans 1-10, a z Kuzniecową od 2008 r. - 1-7, choć w ostatniej potyczce przed rokiem triumfowała. Urszula Radwańska w 2009 r. wygrała i z Kuzniecową, i z Szarapową, ale sęk w tym, że od tego czasu wypadła z czołowej setki rankingu i zawodniczek tej klasy już nie straszyła.

Rosjanki są już w Krakowie. Szarapowa przyleciała wprost po przegranym finale Australian Open. "Brrrr... ale zimno" - napisała na Twitterze, wrzucając swoje zdjęcie w wielkim futrzanym kapturze. Największa gwiazda zawsze trzyma się na uboczu. Nie jest tajemnicą, że nawet wśród rodaczek nie ma przyjaciółek. Rosjanki zamieszkały w hotelu Holiday Inn, Szarapowa ze swoją świtą - towarzyszą jej m.in. mama Jelena i amerykański menedżer Max Eisenbud - w Hotelu Starym, gdzie na Euro 2012 mieszkała reprezentacja Anglii. Doba w apartamencie kosztuje tam ponad 1,2 tys. zł.

Szarapowa to triumfatorka pięciu turniejów wielkoszlemowych, na korcie znana z atomowych uderzeń, nieustępliwości i pokrzykiwania z mocą stu decybeli. Jej rodzice w latach 80. mieszkali pod Czarnobylem, a po wybuchu w elektrowni przed radioaktywną chmurą uciekli na Syberię. Tam urodziła się Maria. Ojciec Jurij stanął na głowie, żeby wywieźć córkę na Zachód. Trafili na Florydę, gdzie tenisowy talent Szarapowej zauważył trener Nick Bollettieri. Szarapowa do dziś mieszka w USA i właściwie stała się już Amerykanką. Rosyjski akcent zniknął, wszystkie biznesy ma za oceanem, ale obywatelstwa zmieniać nie chce. "Masza, Maszeńka, nasza najlepsza" - mówią o niej z wdzięcznością rosyjscy kibice.

Szarapowa to królowa tenisa i sportowego marketingu. Uwzględniając dziesiątki kontraktów sponsorskich, zarabia rocznie ok. 30 mln dol. Niedawno zaczęła nawet sprzedawać słodkie żelki pod własną marką Sugarpova. Niektórzy wytykają, że namawianie dzieciaków do słodyczy sportsmence nie przystoi. - Ja namawiam do sportu, a jak uprawiasz sport, możesz sobie czasem pozwolić na coś słodkiego - odpowiada Maria.

Rosyjski gwiazdozbiór nie kończy się na niej. Kuzniecowa, ostatnio nieco zapomniana, to dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa (US Open 2004, Roland Garros 2009). Pochodzi ze sportowej rodziny kolarskiej - ojciec trenował kilku torowych mistrzów olimpijskich, mama to wielokrotna mistrzyni świata. Mocne uderzenie, piekielny forhend, a do tego piękne woleje - to znaki rozpoznawcze 29-letniej Rosjanki, przez lata mieszkającej w Barcelonie (niedawno przeniosła się do Dubaju). Polscy kibice pamiętają ją z rozgrywanych w Warszawie turniejów J&S Cup, gdzie brylowała na korcie i parkiecie, bo nigdy nie stroniła od dobrej zabawy. Kuzniecowa jako jedyna w reprezentacji wie, jak smakuje wygranie Pucharu Federacji - była w zwycięskich drużynach w 2004, 2007 i 2008 r.

Pawluczenkowa, rocznik 1991, to rosyjska młoda fala, dobra znajoma Urszuli Radwańskiej, bo w tym samym czasie rywalizowały o miano najlepszej juniorki globu. Córka kajakarza i pływaczki, typowa przedstawicielka siłowego stylu "bum-bum".

Diaczenko, też młoda i uderzająca mocno, pochodzi z Soczi, ojciec pracuje dla ONZ. W Rosji szepczą, że 24-letnia Rosjanka to ulubienica prezesa federacji Szamila Tarpiszczewa.

Sam prezes to też gwiazdor. Za czasów ZSRR był trenerem w Dynamie Moskwa, a w latach 90. rozkręcił rosyjski boom tenisowy za pieniądze przyjaciela, prezydenta Borysa Jelcyna. Pozycja Tarpiszczewa w Rosji wciąż jest mocna, choć ostatnio podpadł, gdy w telewizyjnym talk-show rubasznie zażartował, że siostry Williams to w rzeczywistości "bracia Williams". Tarpiszczew ustąpić nie zamierza, choć stopniowo usuwa się w cień. Po kilkunastu latach zrezygnował z funkcji kapitana. Nowym, w 2013 r., została Anastasia Myskina, pierwsza rosyjska mistrzyni wielkoszlemowa (Roland Garros 2004). Spokojna, ugodowa, matka trójki dzieci. Pierwszy cel osiągnęła - gdy nadszedł rok przedolimpijski, ściągnęła do kadry większość gwiazd.



Jak przebiegał lot Szarapowej do Krakowa? [ZWIEDZAJ Z SZARAPOWĄ]