Wojciech Fibak: Martina Navratilova traktuje to jak wyzwanie

Jedyne, czego się obawiam, to starcia dwóch silnych osobowości, bo obie lubią stawiać na swoim. Martina jest wymagająca, na pewno będzie oczekiwać dużo, pod względem przygotowania zarówno fizycznego, jak i mentalnego. A Agnieszka lubi sushi, zakupy i czas wolny dla siebie. Zastanawiam się, jak to zniesie, gdy Martina narzuci pewien reżim - mówi Wojciech Fibak o współpracy Agnieszki Radwańskiej i Martiny Navrátilovej.
Rozmowa z Wojciechem Fibakiem, byłym wybitnym polskim tenisistą

JAKUB CIASTOŃ: Navrátilová wygrała dziewięć Wimbledonów. Czy z nią u boku Agnieszka wygra choć raz?

WOJCIECH FIBAK: To nawiązanie współpracy to wielkie wyróżnienie dla Agnieszki. Navrátilová nie potrzebuje pieniędzy, ma z czego żyć, jest rozchwytywana przez telewizje. Jeśli zdecydowała się na rolę doradcy, to znaczy, że traktuje ją bardzo poważnie, jako sportowe wyzwanie dla samej siebie. Ona będzie teraz chciała udowodnić wszystkim, że umie wygrać Szlema także jako opiekunka i trenerka. Chce osiągnąć to samo, czego niedawno dokonał Ivan Lendl z Andym Murrayem. Informacja, że nawiązały współpracę, jest tenisowym newsem dnia na świecie. To wielki zaszczyt dla polskiego sportu.

Jak pan zapamiętał Navrátilovą?

- Dla mnie to największa postać kobiecego tenisa ostatnich kilku dekad. Nie Steffi Graf, nie Serena Williams, ale właśnie Martina. Wielka na korcie i poza nim, bojowniczka w wielu słusznych sprawach. Niezwykle inteligentna, elokwentna. Znamy się, czasem rozmawiamy, o Agnieszce zawsze mówiła ciepło.

Amerykanka często ją chwali, ale też mówi, że brakuje jej siły ognia i kończącego uderzenia.

- Jeśli podjęła się współpracy, to widzi potencjał na wygranie Szlema. Jej rolą nie będzie wywracanie do góry nogami tenisa Agnieszki, ale podpowiedzi, kiedy używać jakich narzędzi. Agnieszka często ucieka w defensywne przyzwyczajenia. Martina spróbuje pewnie jasno określić momenty, kiedy Agnieszka może trzymać się regularnej gry, biegania i skrótów, a kiedy trzeba będzie na korcie włączyć "turbo" i zagrać ostrzej. Martina przez każdą sytuację w tenisie przechodziła setki czy tysiące razy. Podpowie Tomkowi Wiktorowskiemu, co poćwiczyć przed konkretnymi meczami, a Agnieszce doradzi, jaką dobrać taktykę.

Kilka razy wydawało się, że Radwańska miała już Szlema na wyciągnięcie ręki, ale zawsze coś się psuło.

- Martina ma nie dopuścić do takich sytuacji, jak przegrany 7:9 w trzecim secie półfinał Wimbledonu z Sabine Lisicki w 2013 r. czy przegrany w tym roku półfinał Australian Open z Dominiką Cibulkovą. Agnieszka najwyraźniej zrozumiała, że szkoda zmarnowanych okazji. I chwała jej za to.

Navrátilová to legenda, ale jako zawodniczka. W roli trenerki debiutuje.

- Formalnie faktycznie nigdy nikogo nie trenowała, jednak w rzeczywistości robiła to całą karierę. Dla każdej swojej partnerki deblowej była mentorką i ulepszała jej grę. Ze świetnym skutkiem, bo wszyscy mówili, że doskonale umie przekazywać wiedzę. Jedyne, czego się obawiam, to starcia dwóch silnych osobowości, bo obie lubią stawiać na swoim. Martina jest wymagająca, na pewno będzie oczekiwać dużo, pod względem przygotowania zarówno fizycznego, jak i mentalnego. A Agnieszka lubi sushi, zakupy i czas wolny dla siebie. Zastanawiam się, jak to zniesie, gdy Martina narzuci pewien reżim. Gdy nietolerujący sprzeciwu Jimmy Connors trenował równie charakterną Marię Szarapową, rozstali się po tygodniu. Myślę jednak, że tu będzie inaczej, obie darzą się dużym szacunkiem.

Jak pan myśli, jak zareagują rywalki?

- Z psychologicznego punktu widzenia już jest 1:0 dla Agnieszki. Współpraca z Navrátilovą to jak deklaracja: "Ja nie żartuję, ja w tym roku wygrywam turniej wielkoszlemowy". Taka wielka postać w loży trenerskiej musi wymusić większą samodyscyplinę. Koniec z grymasami, narzekaniem na pogodę czy kort. Wielkie Szlemy w przyszłym roku Agnieszka zagra na maksymalnej koncentracji.