Kubot dobrze zagrał Federera w Madrycie

Niezwykła historia polskiego tenisisty. Jeszcze we wtorek wieczorem był poza turniejem, ale gdy do szpitala do żony w zaawansowanej ciąży pojechał Roger Federer, wskoczył do II rundy. W środę pokonał Gilles'a Simona i jest już w 1/8 finału!
Takie historie nie zdarzają się często. W turnieju w Madrycie, gdzie pula nagród wynosi 3,7 mln euro, Kubot (ATP 78) odpadł w II rundzie eliminacji z Rosjaninem Tejmurazem Gabaszwilim.

Do turnieju się nie zakwalifikował, ale sytuacja zmieniła się, gdy z gry zaczęli rezygnować inni zawodnicy. Najpierw wycofał się rozstawiony z dwójką Novak Djoković, który narzeka od kilku tygodni na uraz nadgarstka. Serba zastąpił Australijczyk Mirinko Matosević (ATP 68), najwyżej notowany tenisista wśród przegranych w eliminacjach. Kubot był drugi w kolejce tzw. lucky loserów, ale żeby wskoczyć do głównej drabinki, potrzebował rezygnacji jeszcze kogoś.

Doczekał się w ostatniej chwili, we wtorek po południu, gdy Roger Federer (nr 4) pojechał do szpitala, bo jego żona Mirka zaczęła rodzić. Wieczorem na świat przyszli Leo i Lenny. To już druga para bliźniąt w rodzinie Federerów, pięć lat temu urodziły się dziewczynki - Myla Rose i Charlene Riva.

Kubot szczęśliwie awansował, i to od razu do II rundy, bo wskoczył w miejsce gracza rozstawionego, który w I rundzie miał wolny los. W tym momencie podobne historie tenisowych kopciuszków często się kończą, bo nisko notowany lucky loser rzucony na głęboką wodę w mocno obsadzonym turnieju zazwyczaj od razu odpada.

Kubot postanowił zmienić scenariusz, choć Francuz Simon (ATP 28), jego przeciwnik w II rundzie, zapewne ucieszył się, że zamiast wielkiego Federera zagra z 32-letnim Polakiem, na dodatek w kryzysie formy. Kubot od lutego wygrał raptem dwa mecze. Simon to uznana firma, wyborny technik, zwycięzca 11 turniejów ATP, były półfinalista kończącego sezon Mastersa.

Polak nie był faworytem, ale uparł się, żeby prezent od rodziny Federerów wykorzystać. To był być może jego najlepszy singlowy mecz w roku. Na kort wyszedł skoncentrowany, nastawiony bojowo, z mądrym pomysłem taktycznym. Wiedział, że nie ma szans, wdając się z Francuzem w długie wymiany, dlatego od początku zaatakował. Przy siatce był często, jego woleje kąsały boleśnie, tak samo jak ryzykowne returny. Ale to nie była szarża na oślep, Kubot wiedział, kiedy zdjąć nogę z gazu. Oldskulowy styl serve & volley dawkował umiejętnie.

Francuz się wściekał, przeklinał pod nosem, skarżył sędziemu, że Polak za długo zbiera się do serwisów, a na koniec wybrzydzał nawet na słońce świecące w oczy. Najbardziej zabolała go jednak świetna gra Kubota.

Polak tym jednym zwycięstwem zarobił 45,5 tys. euro i 106 pkt do rankingu ATP, co pozwoli mu awansować w okolice 63. lokaty. O ćwierćfinał powalczy z Roberto Bautistą Agutem (ATP 45). Faworytem nie będzie, bo Hiszpan ostatnio spisuje się wybornie, a w Barcelonie sprał Polaka 6:1, 6:0. Ale to było, zanim Kubot ograł Simona. Czasem jedno zwycięstwo sprawia, że tenisista rodzi się na nowo.

Kubot występuje jeszcze w deblu. W II rundzie dojdzie do polskiego meczu, bo zwycięzcy Australian Open, czyli Kubot i Szwed Robert Lindstedt, zmierzą się z Mariuszem Fyrstenbergiem i Marcinem Matkowskim.

Świetnie w Madrycie gra Agnieszka Radwańska (WTA 3), która w II rundzie po zaciętym boju pokonała 6:3, 4:6, 7:6 (8-6) Swietłanę Kuzniecową (WTA 28). To pierwsze od sześciu lat zwycięstwo Polki nad byłą mistrzynią US Open i Rolanda Garrosa. O ćwierćfinał Polka powalczy z Włoszką Robertą Vinci (WTA 20).