Janowicz na razie strzela ślepakami

Wracający po kontuzji stopy Polak gładko przegrał w Sydney w pierwszym meczu sezonu 2:6, 2:6 z Ukraińcem Ołeksandrem Dołgopołowem (ATP 55). Z eliminacji do Australian Open odpadł Grzegorz Panfil. Dobre wiadomości - tylko z debla.
"Był wolny, brakowało mu pewności siebie, ruszał się, jakby był zardzewiały" - podsumował na Twitterze formę 21. w rankingu ATP Janowicza amerykański dziennikarz Matt Cronin, który chwalił Ukraińca za świetne poruszanie się po korcie.

Rozstawiony w Sydney (pula nagród 511 tys. dol.) z numerem drugim Polak w całym spotkaniu wygrał ledwie siedem piłek przy podaniu przeciwnika. Dołgopołow, mierzący 180 cm, czyli niższy od Janowicza o 24 cm, serwował ze znacznie mniejszą mocą, ale jego podanie było niezwykle trudne do rozszyfrowania.

Janowicz miał problemy z serwisami rywala, ale też z własnym podaniem, któremu daleko było do niszczycielskiego poziomu z zeszłorocznego Rolada Garrosa czy Wimbledonu, gdy wgniatał rywali w ziemię i trawę, rozpędzając piłkę do 220-230 km/godz. W Sydney Polak miał aż pięć podwójnych błędów serwisowych i niską na tle przeciwnika skuteczność pierwszego podania - 67 proc. przy 88 proc. Ukraińca. W końcówce meczu Polak nie wytrzymał nerwowo i cisnął rakietą w kort niezadowolony z własnej gry.

25-letni Dołgopołow, syn byłego gracza ZSRR o tym samym imieniu i nazwisku, nie należy do tenisowej pierwszej ligi, ale miewa przebłyski wybitnej formy. W 2011 r. doszedł do ćwierćfinału Australian Open, gdzie zatrzymał go dopiero Andy Murray. Uchodzi za przeciwnika niewygodnego, wybornego technika, niezwykle walecznego. Przegrywali z nim już m.in. Jo-Wilfried Tsonga, Robin Söderling, Stanislas Wawrinka, Gilles Simon i Janko Tipsarević, czyli obecni lub byli tenisiści z pierwszej dziesiątki. Ukrainiec, w przeciwieństwie do Polaka, zdążył się już w tym sezonie ograć w meczach o stawkę, bo przed Sydney wystąpił w Dausze, a w I rundzie w Australii pokonał Francuza Edouarda Rogera-Vasselina.

Przyczyn słabej na początku roku formy Janowicza należy jednak szukać przede wszystkim u niego samego. Polaka od jesieni prześladowały kontuzje - najpierw długo leczył uraz pleców, później rehabilitował się po pęknięciu kości w stopie, co sparaliżowało treningi w grudniu i zmusiło go do wycofania się z Pucharu Hopmana. Od sierpnia, czyli od US Open, Janowicz zagrał ledwie siedem meczów, ostatni - na początku listopada w Paryżu. W zeszłym roku, gdy nie miał aż takich problemów ze zdrowiem, też w Australii zaczął słabo - przegrał w I rundzie w Auckland z Amerykaninem Brianem Bakerem. Później się jednak rozkręcił - w Australian Open dotarł do III rundy.

W Melbourne nie zagra Grzegorz Panfil, rewelacja niedawnego Pucharu Hopmana, w którym u boku Agnieszki Radwańskiej dotarł do finału. Polak (ATP 285) w ostatniej chwili załapał się do kwalifikacji do wielkoszlemowego turnieju, bo wycofał się z nich Belg David Goffin. Panfil nie sprostał jednak już w I rundzie Włochowi Lorenzo Giustino (ATP 237), przegrywając 3:6, 6:4, 3:6.

Dzień wcześniej w Sydney odpadła rozstawiona z jedynką Agnieszka Radwańska oraz deblista Łukasz Kubot, a w Auckland poległ Michał Przysiężny. Jedyna dobra wiadomość z antypodów to wygrana deblistów Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego, którzy awansowali do ćwierćfinału w Sydney po zwycięstwie 7:5, 6:7 (2-7), 10-5 nad argentyńsko-włoską parą Carlos Berlocq i Andreas Seppi.