Puchar Hopmana. Polacy w finale

Pokonali Australię 2-1 i zagrają o zwycięstwo w tenisowym Pucharze Hopmana. Agnieszka Radwańska u progu sezonu wygrywa mecz za meczem, ale największym zwycięzcą turnieju w Perth może okazać się Grzegorz Panfil.
- Grzesiek pisał mi, że w Australii jest super. Nie spodziewał się, że wielki tenis jest tak blisko niego. Wszystko siedzi w głowie. Jak ktoś się nie obudzi, to zamiast na 80. pozycji w rankingu ATP ciągle będzie np. na 300. - przekonuje Dariusz Łukaszewski, trener Panfila, który z Polski śledzi jego grę w Pucharze Hopmana, czyli nieoficjalnych mistrzostwach świata par mieszanych.

Panfil do tej pory występował głównie w turniejach trzeciej kategorii, rywalizował z anonimowymi zawodnikami, a w rankingu ATP lawirował między trzecią i... szóstą setką. Puchar Hopmana może być przełomem.

W czwartek Polak przegrał co prawda z Bernardem Tomiciem (51 ATP) 1:6, 4:6, ale wcześniej sensacyjnie pokonał m.in. 11. na świecie Milosa Raonicia. - Do Australii leciał wyluzowany, ale potem zrobiło się trochę szumu wokół niego. Po meczu z Raoniciem miał trzy dni przerwy, w międzyczasie udzielił dużo wywiadów, zainteresowanie rosło, i to chyba miało wpływ na jego słabszą grę w meczu z Tomiciem - twierdzi Łukaszewski.

Początkowo w Pucharze Hopmana miał zagrać Jerzy Janowicz. Kiedy był jeszcze w składzie, Polacy zostali rozstawieni z numerem 1 i byli uznawani za faworytów. Tyle że łodzianin doznał urazu, a awans do finału bez niego trzeba uznać za sporą niespodziankę.

Niezawodna okazała się Radwańska, która wygrała wszystkie singlowe mecze. W czwartek krakowianka po raz pierwszy od ponad trzech lat pokonała Samanthę Stosur (18 WTA) 3:6, 6:4, 6:3, a później razem z Panfilem wygrała w mikście z parą Stosur/Tomić 1:6, 7:5, 10-8. Finał w sobotę, rywali Polacy poznają w piątek. Mogą nimi być Czesi, Francuzi lub Amerykanie.

Panfil, który 1 stycznia skończył 26 lat, już może czuć się zwycięzcą. - Teraz celem jest pierwsza setka rankingu ATP. Wierzę, że Puchar Hopmana da mu takiego kopa, jakiego kiedyś dostał Janowicz po turnieju w Paryżu w 2012 r. - mówi Łukaszewski.

Janowicz ruszył wtedy z 80. miejsca do pierwszej dwudziestki. Panfil ma dużo dłuższą drogę. Startuje z 288. pozycji. Na razie liczy, że wystąpi w eliminacjach Australian Open. Jest na liście rezerwowych.