Wimbledon. Przysiężny: Druga setka rankingu też potrafi grać

Michał Przysiężny pokonał Niemca Philippa Petzschnera 6:3, 7:6 (8-6), 6:0 w I rundzie Wimbledonu. Jego kolejnym rywalem będzie potężnie serwujący Kevin Anderson z RPA. - Męski tenis jest bardzo wyrównany, Steve Darcis, który ograł Nadala, to człowiek, z którym na co dzień gram w challengerach. Na tym poziomie też są bardzo dobrzy gracze - mówił po zwycięstwie 29-letni Polak.
Przysiężny przeżywa drugą wielkoszlemową młodość. Po ponad dwóch latach, jakie minęły od jego ostatniego występu w Szlemie w 2011 r., znów w tym roku gra na tyle dobrze, że kwalifikuje się do najważniejszych tenisowych imprez. Miesiąc temu w Paryżu przeszedł eliminacje, a potem I rundę, teraz wyczyn ten powtórzył w Londynie.

- Jestem zdrowy, to główna przyczyna, nie narzekam na żadne urazy. Dobrze układa mi się też współpraca z trenerem Aleksandrem Charpantidisem, do którego wróciłem po przerwie - mówił Przysiężny po zwycięstwie nad Petzschnerem.

Niemiec (ATP 141), była rakieta nr 35 na świecie, to teoretycznie znacznie bardziej doświadczony gracz na kortach trawiastych, umie doskonale podcinać piłki, jest wybornym technikiem. Bukmacherzy za faworyta uznali jednak Przysiężnego, bo Niemiec ostatnio miał problemy z urazem barku (wycofał się z turnieju w Halle), a Polak od kilku tygodni imponował niezłą formą.

Na korcie Przysiężny od początku przeważał, punktował rywala potężnymi forhendami, nie zawodził go serwis, w przeciwieństwie do Niemca rzadko się mylił. - Starałem się dominować. Drugi set powinienem jednak skończyć wcześniej, za dużo grałem mu na bekhend, niepotrzebnie straciłem serwis. Super, że udało się wygrać w trzech setach, bo wiadomo, że jakby zrobiło się 1:1, różnie mogłoby się to skończyć - powiedział Przysiężny. Zaznaczył, że w dobrej grze pomogły mu eliminacje do Wimbledonu, rozgrywane w pobliskim Roehampton, gdzie przyzwyczaił się do gry na trawie.

Petzschner nie umiał opanować nerwów - za wybicie piłki w napadzie wściekłości poza kort dostał od sędziego upomnienie. Publiczność na trybunach rozbawił też dość mocno przy meczbolu, gdy zaczął kłócić się z sędzią o ewidentnie dobrą piłkę Przysiężnego. Polscy kibice pamiętają Niemca przede wszystkim z finału deblowego US Open 2011, gdy Petzschner oszukał Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego, nie przyznając się, że piłka trafiła go w łydkę (Polacy powinni dostać punkt). - Wiem, że była taka sytuacja, ale to nie miało dziś znaczenia, ja właściwie nie znam tego gościa - wzruszył ramionami Przysiężny.

29-latek z Głogowa po raz trzeci w karierze i drugi w Londynie osiągnął w Wielkim Szlemie II rundę (w sumie po raz siódmy gra w głównej drabince Szlema). W 2010 r. ograł w Wimbledonie Ivana Ljubicicia, by potem przegrać z Tajwańczykiem Yen-Hsun Lu.

Teraz jego rywalem w II rundzie będzie blisko dwumetrowy olbrzym z RPA Kevin Anderson (23). - Mocno serwuje, ma potężny forhend i bekhend, w ogóle nie używa slajsa. Muszę utrzymać własne serwisy i próbować go jakoś przełamać - stwierdził Polak.

Jego zdaniem awans do II rundy da mu awans w okolice 115. miejsca w rankingu. To wciąż za mało, by myśleć o awansie na US Open bez eliminacji (listy zgłoszeń na sierpniowy Szlem w Nowym Jorku zamykają się w połowie lipca). - Gdybym w Londynie wygrał jeszcze dwa mecze, pewnie wskoczyłbym do setki. A jeśli nie, zaraz po Wimbledonie jadę do Newport, potem do Bogoty, jak nie zdołam awansować, zagram w eliminacjach do US Open, nic się nie stanie - stwierdził Przysiężny.

Polak sporo mówił też o reformie nagród pieniężnych w Szlemach. Po protestach zawodników z niższych miejsc rankingowych, znacząco wzrosły wypłaty dla graczy, szczególnie tych, którzy dochodzą do II i III rund. Przysiężny za II rundę dostanie już co najmniej 38 tys. funtów - to aż o 64 proc. więcej, niż za II rundę płacono przed rokiem.

- Nie da się ukryć, że jest łatwiej. To było trochę śmieszne, że np. 90. tenisistę świata nie było stać, żeby przez cały rok podróżować na turnieje z trenerem i płacić mu pieniądze. Setny piłkarz na świecie zarabia miliony dolarów, a setnego tenisisty nie stać na trenera. To jakaś parodia - podkreślił Polak, który większość kariery spędził, grając w cyklu challengerów, czyli stopień niżej niż imprezy ATP.

- Męski tenis jest dziś bardzo wyrównany, Steve Darcis, który w I rundzie pokonał Nadala, to 135. rakieta świata, też przez cały rok gra w challengerach. To pokazuje, jak dobrzy są zawodnicy są poza pierwszą setką - zakończył Przysiężny.