Pekao Szczecin Open. Ćwierćfinał nie dla Kocyły i Panfila

Szczecinianin Arkadiusz Kocyła i Grzegorz Panfil z Bytomia nie zdołali awansować do trzeciej rundy challengera Pekao Szczecin Open.
Kocyłę wyeliminował kwalifikant z Argentyny Guido Andreozzi, a Panfila po ponaddwugodzinnym meczu wieczoru - Rumun Victor Hanescu

Junior ze Szczecina tylko na początku meczu dorównywał rywalowi. Wygrał premierowego gema grając odważnie, długimi piłkami spychając rywala daleko poza kort, by kończyć akcje skutecznymi dropszotami.

Od piątego gema Argentyńczyk przejął inicjatywę.

- Grał prawa, lewa, prawa, lewa. Rozrzucał mnie po korcie, a ja za często odgrywałem mu piłki na rakietę. Niestety miałem też słaby procent pierwszego serwisu - sądzę, że ok 40 proc. trafiałem. To wszystko złożyło się na moją przegraną - szczerze ocenił tegoroczny maturzysta ze Szczecina.

Argentyńczyk zwyciężył 6:2, 6:2. Kocyła przyznał jednak, że to był najszczęśliwszy tydzień w jego dotychczasowym, tenisowym życiu.

- Na ten rok założyłem sobie, by być na 900 miejscu, ale punkty, które zdobyłem na tym turnieju już mi dadzą awans w okolicę 780-800 pozycji. Apetyt więc rośnie w miarę jedzenia. Planuję jeszcze do końca roku sporo pograć. Dwa turnieje w Nigerii, a potem cykl 5-6 turniejów w Turcji. Więc teraz chcę być ok. 700 miejsca na koniec sezonu - planuje niespełna 19-letni junior Promastersu Szczecin.

Panfil wyszedł na kort późnym wieczorem, po godz. 19 a schodził z niego o 21,30. Jego pojedynek z rozstawionym z piątką - niegdyś 26. tenisistą świata - Victorem Hanescu trwał ponad dwie godziny.

Na początku bytomianin grał bezbłędnie. - Być może był to mój najlepszy mecz w życiu - przyznał po spotkaniu.

Od początku kontrolował wydarzenia na korcie, grał forhendem na bekhend rywala, co przyniosło pewną wygrana w pierwszym secie 6:2. W drugim obaj zawodnicy grali równo, nie tracąc własnego serwisu. - Przy stanie 4:3 miałem dwie szanse na breaka. Zaryzykowałem, trafiłem w taśmę, nie udało się. Rok temu w Sopocie grając przeciwko Markowi Gicquelowi, w podobnej sytuacji nie podjąłem ryzyka i potem długo mnie ta myśl męczyła. Teraz znów przegrałem z zawodnikiem z setki, ale przynajmniej nie mam sobie nic do zarzucenia - wyjaśnia Panfil, który najpierw przegrał z Hanescu drugiego seta, 4:6, a potem trzeciego w tym samym stosunku.

Zostawił jednak po sobie bardzo dobre wrażenie, za co dostał gromkie brawa od zziębniętej szczecińskiej publiczności.

Kocyła i Panfil dołączyli do sporego grona solidnych tenisistów, którzy już odpadli z gry w 20. Edycji Pekao Szczecin Open. Po kreczu w pierwszej rundzie Filippo Volandriego (turniejowa jedynka) i wycofaniu się z turnieju Bjoerna Phaua (nr 2) dziś odpadli z gry kolejni faworyci: Albert Montanes (nr 4) z Hiszpanii i Federico Delbonis z Argentyny (nr 6).

Z grona zawodników rozstawiony pozostali więc już tylko Rumun Hanescu i Polak Jerzy Janowicz, który mecz drugiej rundy ma grać w czwartek.