Indian Wells. Federer nam jeszcze pokaże?

Wielki Szwajcar odżył, znów chce wrócić do zwycięstw w Wielkim Szlemie. Właśnie pokonał swojego prześladowcę Rafaela Nadala, a Novak Djoković też nie jest już niezniszczalny
Roger Federer pokonał w niedzielnym finale w Indian Wells mierzącego 205 cm Amerykanina Johna Isnera 7:6 (9-7), 6:3. To jego szósty wygrany turniej od sierpnia 2011 r. po Bazylei, Paryżu (hala), Masters w Londynie, Rotterdamie i Dubaju. Nie licząc nieudanego występu Szwajcarów w Pucharze Davisa oraz wycofania się z powodu kontuzji w trakcie styczniowego turnieju w Dausze, 30-letni Szwajcar w tym czasie zwyciężył 41 razy i przegrał tylko półfinał Australian Open z Rafaelem Nadalem.

Z tym samym Nadalem w piątek Federer pewnie rozprawił się w półfinale Indian Wells 6:3, 6:4. Jego zwycięstwo z Hiszpanem poza Wielkim Szlemem to jeszcze nie sensacja - udawało mu się ostatnio ogrywać największego rywala np. w hali na Masters w Londynie. Niespodziewane jest to, że po raz pierwszy od siedmiu lat (!) Federer dopadł Nadala na korcie twardym na wolnym powietrzu, a więc w warunkach, w jakich rozgrywane są Szlemy w Nowym Jorku i Australii.

Niezniszczalny nie jest już także Novak Djoković. Serb przed rokiem maszerował niepokonany aż do majowego Rolanda Garrosa, odnosząc 43 zwycięstwa z rzędu. W tym sezonie zdążył już przegrać w półfinale w Dubaju z Andym Murrayem, a w Indian Wells, też w półfinale - z Isnerem. Amerykanin, od poniedziałku 10. w ATP, zagrał mecz życia, genialnie serwował i atakował. Ale Djoković w wersji z 2011 r. nawet takich spotkań nie przegrywał, bo w kluczowym momencie nigdy nie zadrżała mu ręka. Pewnością siebie przewyższał każdego. Tamtego Djokovicia już jednak nie ma. Serb, prawdopodobnie odczuwający większą presję jako lider rankingu, ale też wypalony niezwykle intensywnym poprzednim sezonem, znów jest do ogrania. A skoro jest dla Isnera, to także dla Federera, który podobnie jak Amerykanin świetnie serwuje, jeszcze lepiej atakuje, a w poprzednim sezonie pokonał Serba na Rolandzie Garrosie i miał meczbole podczas US Open.

Eksperci są jeszcze ostrożni w wieszczeniu, że Federer może w tym sezonie wrócić w wielkim stylu i znów zwyciężać w Szlemach (ma ich 16, ale ostatniego zdobył w styczniu 2010). Kilkakrotnie okazywało się już, że jego wybitna forma szybko ulatywała, gdy walka szła o najwyższą stawkę (np. gdy poległ z Tomaszem Berdychem w ćwierćfinale Wimbledonu 2010 czy z Jo-Wilfriedem Tsongą rok później). Szansa wydaje się jednak wyjątkowa, bo po raz pierwszy od dawna Djoković i Nadal sprawiają wrażenie osłabionych jednocześnie. Najczęściej powtarzana przyczyna to zmęczenie materiału.

Paradoksalnie, 30-letni Federer wydaje się od 25-letniego Nadala i 24-letniego Djokovicia, znacznie mniej wypalony. Zarówno Hiszpan, jak i Serb grają bowiem tenis oparty na maksymalnym wysiłku fizycznym. Biegają, zamęczają rywali, najpierw się bronią, dopiero potem atakują. W finale Australian Open walczyli blisko sześć godzin, co najlepiej oddaje ich maratoński styl. Federer gra tenis ofensywny, szybszy, z większym marginesem błędu, ale też dużo mniej męczący. - 30 lat to jeszcze nie koniec. To początek nowego rozdziału - zapowiada Federer.

19.

turniej z serii Masters wygrał Federer, wyrównując rekord Nadala