Sport.pl

Pięć tygodni do US Open. Amerykańskie tournée Radwańskiej

Stanford, Carlsbad, Cincinnati, Toronto i New Haven - tak wygląda droga Agnieszki Radwańskiej do US Open. W Kalifornii jej pierwszą przeciwniczką będzie Barbora Záhlavová-Strýcová
Polka wraca na kort po miesięcznej przerwie. Po raz ostatni rywalizowała o punkty i pieniądze w Wimbledonie, sensacyjnie odpadając w II rundzie. Tak długa przerwa nie jest jednak o tej porze roku niczym niezwykłym. Lipiec to zawsze dla najwyżej notowanych zawodniczek (Polka jest 14. w WTA) tzw. martwy sezon, bo nie ma dużych turniejów. Jest czas na regenerację i spokojne treningi.

Agnieszka do 18 lipca ćwiczyła z ojcem w Krakowie. Stosunki między nimi - niezwykle napięte po Rolandzie Garrosie (tak bardzo, że trener nie poleciał w ogóle na Wimbledon), wróciły do normy. 19 lipca Agnieszka, młodsza siostra Urszula i ojciec odlecieli do Kalifornii. Najnowsze, nieoficjalne informacje, są jednak takie, że atmosfera między starszą córką a ojcem znów się pogorszyła i niewykluczone, że amerykańskie tournee zacznie bez niego. Do Stanów na prośbę Agnieszki poleciał Tomasz Wiktorowski, ten sam szkoleniowiec, który pomagał jej w Wimbledonie.

W Stanfordzie (pula nagród 720 tys. dol.), gdzie korty położone są na terenie kampusu słynnego uniwersytetu, numerem jeden jest Białorusinka Viktoria Azarenka (WTA 4). Rywalizują też m.in. Maria Szarapowa (WTA 5), Marion Bartoli (WTA 9) i Serena Williams, która po Wimbledonie spadła aż na 172. miejsce w rankingu, ale dostała od organizatorów dziką kartę.

Radwańska ze Stanford ma niezłe wspomnienia, bo rok temu doszła do półfinału, przegrywając w trzech setach z Szarapową. Teraz w I rundzie zmierzy się z Czeszką Barborą Zahlavovą-Strycovą (WTA 73.). Powinna być zdecydowaną faworytką, bo na amerykańskich kortach twardych od kilku sezonów spisuje się zazwyczaj solidnie. Wygrała też dwa poprzednie pojedynki z Czeszką (ostatni - 6:1, 6:0). Musi jednak uważać na koncentrację - miewała już także bowiem kilka wpadek z rywalkami klasy Zahlavovej-Strycovej.

Dalej w drabince Agnieszki czają się Amerykanka Hilary Barte lub Kai-Chen Chang z Tajwanu. W ćwierćfinale może dojść do konfrontacji z Sabine Lisicki (WTA 26), a w ewentualnym półfinale - z Szarapową.

W eliminacjach do Stanfordu gra też Urszula Radwańska (WTA 133). W I rundzie - jako rozstawiona z dwójką - miała wolny los, a jej kolejny mecz zakończył się po zamknięciu wydania "Gazety".

Ze Stanfordu Agnieszka przeniesie się do niedalekiego Carlsbadu (31 lipca) pod San Diego, gdzie występowała już przed rokiem, tyle że turniej zmienił teraz oficjalną nazwę (z "San Diego" właśnie). Potem leci do Toronto (6 sierpnia, przed rokiem był Montreal), Cincinnati (14 sierpnia) i New Haven (21 sierpnia). Tydzień później w Nowym Jorku zaczyna się US Open.

W porównaniu z zeszłorocznym kalendarzem Radwańska dodała turniej w New Haven. Dziwi to o tyle, że od dwóch lat Radwańska w tym momencie sezonu nabawiała się poważnych kontuzji. W 2009 r. - ręki, a w 2010 r. - stopy. Oba urazy zaczynały się przed US Open, a kończyły jesienią na stole operacyjnym. - Za rok będziemy grali w Stanach mniej - zapowiada więc co roku Agnieszka z trenerem, ale znów na planach się skończyło.

Występy w USA są dla tenisistki ważne nie tylko ze względu na pieniądze, ale też punkty. Poza Stanfordem najwięcej, bo aż 320, broni ich za finał w Carlsbadzie. Przed rokiem osiągała też III rundy w Cincinnati i Montrealu (po 125 pkt), ale miała pecha, bo aż w czterech turniejach w USA wpadała na Szarapową i Kuzniecową.

Urszula Radwańska będzie w USA podążała śladami siostry i próbowała szczęścia w eliminacjach.

9

zwycięstw odniosła Agnieszka Radwańska przed rokiem, przygotowując się do US Open. Przegrała czterokrotnie

Więcej w wywiadzie Małysza dla Sport.pl - czytaj tutaj »


Więcej o: