Łukasz Kubot: Mam 29 lat, bieganiem z nimi nie wygram, muszę atakować

Łukasz Kubot pokonał w III rundzie Gaela Monfilsa 6:3, 3:6, 6:3, 6:3 i po raz drugi w karierze znalazł się w 1/8 finału singlowego Szlema. - Kiedy kilka miesięcy temu byłem 150. na świecie i wiele osób w Polsce już mnie skreślało, zaryzykowaliśmy z trenerem, że spróbujemy wrócić do setki szybko, po linii największego oporu - mówi Łukasz Kubot. Polak w poniedziałek zmierzy się z Feliciano Lopezem. Zapraszamy do śledzenia relacji Zczuba i na żywo na Sport.pl od godziny 15:00.
Jakub Ciastoń: Mecz z Monfilsem przerwano z powodu deszczu. Wygląda na to, że lepiej pan to wykorzystał.

Łukasz Kubot: Miałem solidną rozgrzewkę, wyszedłem skoncentrowany, przygotowany. Zarówno w piątek, jak i w sobotę, zdobyłem pierwsze gemy, od razu udawało mi się przełamać jego serwis. Kluczowym momentem był jednak początek czwartego seta, gdy męczyłem się na swoim serwisie, ale w końcu go wygrałem.

Moja strategia polegała na tym, żeby pilnować własnego podania, ale nie grać też długich wymian przy serwisie Monfilsa. Nie dać mu złapać rytmu uderzeń, żeby nie "poczuł piłki". Dlatego czasem odpuszczałem gemy przy jego podaniu, ważniejsze od kolejnych przełamań było bowiem, żeby nie biegał i nie szukał lepszego rytmu. Krótkie wymiany to była jedyna szansa na zwycięstwo. Gdybyśmy przebijali, nic by z tego nie wyszło. Ja bym się zagotował, puls by mi skoczył i zacząłbym się mylić.

Ostatni gem to był horror. Ciężko było wysiedzieć. Bardzo się pan denerwował, serwując?

- Trochę trzęsła się ręka. Nie miałem może takiego doświadczenia jak przeciwnik, ale zostawiłem na korcie kawał serducha, walczyłem, nie zostawałem z tyłu, nie uderzałem, byle przebić piłkę.

Feliciano Lopez pokonał Roddicka, posłał w tym spotkaniu 28 asów. Można się do niego jakoś dobrać?

- Trawa to jego najlepsza nawierzchnia, na niej ma najlepsze wyniki w Szlemie. W Londynie dwa razy wystąpił w ćwierćfinale. Jest leworęczny, a to zawsze niewygodne, szczególnie przy returnach. Przegrałem z nim w 2010 r. w Madrycie. Ale to było u niego w domu, z jego kibicami, na korcie centralnym, na mączce. W poniedziałek zobaczymy zupełnie inny pojedynek. Lopez jest faworytem, ale nie mam nic do stracenia. Będę dalej atakował, stawiał na serve & volley. Nie będzie wielu długich wymian, bo on też świetnie serwuje, chodzi do siatki, dużo slajsuje [posyła podkręcone do tyłu, wolniej opadające piłki], żeby po chwili ruszyć do przodu i przyśpieszyć. Obaj mamy jednak szansę, żeby znaleźć się w ćwierćfinale jako czarne konie. Podejdę do meczu normalnie. Najważniejszy jest odpoczynek, regeneracja, organizm trzeba przygotować do walki.

Monfils mówił, że momentami grał pan jak Federer. Rzeczywiście osiągnął pan życiową formę?

- Kiedy kilka miesięcy temu byłem 150. na świecie i wiele osób w Polsce już mnie skreślało, zaryzykowaliśmy z trenerem, że spróbujemy wrócić do setki szybko, po linii największego oporu. Czyli nie grając challengerów, ale eliminacje do największych turniejów - Madryt, Rzym, a potem Szlemy w Paryżu i Londynie. Stawiałem też ciągle na debla, żeby trochę ciągnął mnie w górę, ale przede wszystkim ciężko pracowałem. Pamiętam, jak podczas Świąt Wielkanocnych wszyscy wokół jechali na tydzień wolnego do domu, a ja spakowałem się i pojechałem do Monachium przygotowywać się z trenerem do eliminacji w Madrycie. Myślę, że teraz to wszystko procentuje.

Czeski trener Jan Stoces, z którym pracuje pan od listopada, wydaje się postacią kluczową w tym przełomie.

- To szkoleniowiec z dużym doświadczeniem, zgodził się wziąć na siebie odpowiedzialność. Był jako trener w półfinale Szlema z Rainerem Schuettlerem, ufałem mu od początku. Powiedziałem, że nigdy nie grałem dobrze na trawie, nie czuję tej nawierzchni, a on stwierdził: "Nie martw się, słuchaj tylko mnie, a zobaczysz, że będzie dobrze". I tak doszliśmy tu, gdzie jesteśmy, choć pamiętam, że w II rundzie eliminacji przegrywałem już 0:3 w drugim secie. Ale mecz się odmienił, a potem... sami widzicie.

Stoces mówi, że przestawił pana na atak, że był pan zbyt defensywnym graczem.

- Zawsze ciągnęło mnie do siatki, ale czegoś brakowało, kropki nad "i", dogrania meczu, drobiazgów. Dużo rozmawiamy, analizujemy, co powinienem robić w każdym spotkaniu. W moim tenisie nie ma tak naprawdę nic skomplikowanego. Mam 29 lat i muszę grać va banque. Z zawodnikami typu Almagro czy Monfils z tyłu kortu nie mam szans. W piątym secie pewnie bym padł ze zmęczenia. Muszę atakować, nie ma innej drogi.

Co się działo między piątkowym deszczem a sobotnim dokończeniem meczu?

- Nigdy w karierze nie schodziłem z kortu tyle razu z powodu deszczu, co w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Przyzwyczaiłem się. Wróciłem do domu, który wynajmujemy, zjadłem kolację, miałem masaż, poszedłem spać. Wstałem, dobre śniadanie, rozgrzewka, przygotowanie do meczu, "tejpy" na nogi i jedziemy.

Jak zdrowie? W nogach ma pan już sześć spotkań.

- Każdy zawodnik ma jakiś problem, tylko nikt nie chce mówić, bo przeciwnicy śledzą nawet zagraniczne gazety. Ja też mam uraz, ale nic na razie nie powiem. Zajmiemy się tym po Wimbledonie. Pewnie czeka mnie przerwa.

Jak w szatni przyjęto pana sukces?

- Sporo ludzi mi gratulowało. Przede wszystkim debliści, bo ich znam najlepiej, jesteśmy zaprzyjaźnieni. Wszyscy debliści mi kibicują.

To pana kolejny Szlem z efektownymi zwycięstwami. W Australii pokonał pan Querreya, w Paryżu Almagro, teraz Karlovicia, Monfilsa. Co dalej z pana karierą?

- Zobaczymy. Jest tu i teraz, na razie jest mecz z Lopezem, myślę tylko o nim.

Jakieś specjalne plany na wolną niedzielę?

- Regeneracja, usiądziemy z trenerem na taktyczną analizę przeciwnika. Ćwiczeń na korcie nie za dużo, 45 minut maksymalnie.

POLSKIE LICZBY

30

lat minęło, odkąd Wojciech Fibak wystąpił w 1/8 finału Wimbledonu. W 1981 r. przegrał z Jimmym Connorsem

31

lat temu Fibak ostatni raz grał w ćwierćfinale Wielkiego Szlema - na US Open. W tym samym 1980 r. jedyny raz w karierze awansował też do 1/4 finału Wimbledonu

93

razy ruszył w kierunku siatki Kubot w meczu z Monfilsem. Wygrał 58 piłek (62 proc.). Monfils był przy siatce tylko 20 razy, zdobył 11 punktów

"Gra Kubota przypomina najlepsze lata tenisa" - Wojciech Fibak ?