Wimbledon. Bartoli wyrzuciła rodziców z kortu. I wygrała

Rozstawiona z nr. 9 Marion Bartoli powiedziała, że przepędzenie rodziców z kortu pomogło jej w odwróceniu losów ekscytującego meczu z Flavią Pennettą w trzeciej rundzie Wimbledonu.
Wimbledon:   1/8 finału mężczyzn ?   1/8 finału kobiet ?

Pobudliwa Francuzka, która w 2007 r. dotarła do finału Wimbledonu, natychmiast po przegraniu pierwszego seta 5:7 z furią wskazała matce i ojcu, będącym też jej trenerem, aby opuścili trybuny Kortu 14.

I poskutkowało. Dwa kolejne sety wygrała 6:4 i 9:7 (choć przegrywała już 3:5) i awansowała do 1/8 finału, w której zmierzy się z Sereną Williams.

- Byłam zmęczona i wyczerpana, naprawdę musiałam jakoś wyrazić moje emocje - odpowiedziała, gdy została zapytana o swe niecodzienne zachowanie.

- Potrzebowałam pozbyć się jakoś frustracji i zrobiłam to w ten sposób. Mogłam złamać rakietę, rzucić workiem albo czymkolwiek. Normalnie się tak nie zachowuję, ale tym razem czułam, że muszę jakoś się wyładować i zacząć na świeżo - tłumaczyła.

Bartoli w czwartek obroniła trzy piłki meczowe z rzędu w spotkaniu drugiej rundy z Dominguez Lino. Gdy w sobotę było już po meczu i rodzina była z powrotem w komplecie, Bartoli powiedziała, że nie mieli do siebie urazy.

- Zobaczyliśmy się od razu potem i od razu się zrozumieliśmy - skomentowała.

- To nie było coś przeciwko nim. Po prostu grałyśmy bardzo długiego pierwszego seta, byłam wyczerpana, naprawdę wykończona, czułem się coraz gorzej, coraz gorzej - wyjasniała Bartoli.

- Tata powiedział mi, że oglądał dalszy ciąg w telewizji i powiedział, że to mój najlepszy mecz na Wimbledonie, jaki widział - ucieszyła się.