Wimbledon. Murray nie chce być Henmanem

Brytyjczycy marzą, że Andy Murray wygra dla nich pierwszy od 75 lat Wimbledon. Ale część z nich tęskni za czasami Tima Henmana. Choć przegrywał, był elokwentnym i uśmiechniętym Anglikiem, a nie nudnawym i ponurym Szkotem.
Świetnie serwujący Hiszpan Feliciano Lopez (28 asów) wyrzucił w piątek z turnieju rozstawionego z ósemką Andy'ego Roddicka. Amerykanin jeszcze dwa lata temu minimalnie przegrał w swoim trzecim wimbledońskim finale z Rogerem Federerem, ale w piątek poległ w III rundzie z zajmującym 44. miejsce na liście ATP leworęcznym Hiszpanem 6:7 (2-7), 6:7 (2-7), 4:6. Roddick na konferencji prasowej wściekał się na amerykańskich dziennikarzy, którzy udowadniali mu, że jest bez formy. - Słuchaj, zagrałem świetnie, ale tamten facet był jeszcze lepszy. To się czasem zdarza - złościł się. Lopez miał aż 57 zagrań wygrywających i ledwie siedem niewymuszonych błędów.

Niespodziewanie przegrała też zeszłoroczna finalistka Wimbledonu wśród kobiet Wiera Zwonariewa (WTA 3). Rosjankę rozłożyła na łopatki Bułgarka Cwetana Pironkowa, rewanżując się za porażkę w zeszłorocznym półfinale. Pironkowa (WTA 33) poza Wimbledonem nie błyszczy, ale na trawie porusza się wyjątkowo dobrze. Na palcach jednej ręki można było policzyć piłki, do których nie dobiegła.

Andy Murray, Szkot walczący o pierwszy od 75 lat tytuł wielkoszlemowy dla Wielkiej Brytanii, rozpętał w mediach ciekawą dyskusję o tym, jak postrzegają go niektórzy Anglicy. Zaczęło się od tego, że podczas jego meczów na korcie centralnym wielu fanów dopinguje go krzycząc: "Come on, Tim!". Z pozoru to żart - kibice udają, że z przyzwyczajenia wciąż dopingują Tima Henmana, czterokrotnego półfinalistę Wimbledonu z czasów Samprasa i Ivanisevicia. W podtekście kryje się jednak lekceważący stosunek do Murraya - prostego szkockiego chłopaka, przeklinającego na korcie jak szewc, tenisisty mało medialnego, wręcz nudnego, ale z ogromnym talentem. Henman był jego przeciwieństwem poza kortem - niezwykle elokwentny, zawsze uśmiechnięty, o gładkich manierach, grywał w golfa i polo, miał powierzchowność angielskiego dżentelmena z najlepszego domu. Krzycząc: "Come on, Tim!", kibice podpowiadają, że woleliby ciągle oklaskiwać Henmana. - Robiłem ostatnio zakłady, kiedy pojawi się pierwszy okrzyk. Koledzy stawiali, że w 5.-10. minucie, a ja - że od razu w pierwszym gemie. I wygrałem - opowiadał Murray, trzykrotny finalista turniejów Wielkiego Szlema. O zaprzestanie okrzyków apeluje w "Guardianie" sam Henmam. Stwierdził, że doping na korcie nie powinien przypominać konkursu popularności.

O Murrayu gazety piszą nieustannie. Sporą kontrowersję wywołał Boris Becker, mówiąc, że Szkot nie dojrzał do zwycięstw w Szlemie, bo na turnieje ciągle jeździ z nim matka. - Ja rozumiem, że była kiedyś jego trenerką, ale czy wypada, żeby mama towarzyszyła synowi w pracy przez cały czas? Czy Federer, Djoković i Nadal jeżdżą wszędzie z matkami? - wypalił Becker. - Co za bzdury. Jak można się wypowiadać o czymś, o czym nie ma się pojęcia? - wściekała się Judy Murray. Tłumaczyła potem, że tak naprawdę towarzyszy synowi tylko na dwóch-trzech turniejach w roku i nie ma żadnego wpływu na przygotowania. Nimi zajmują się trenerzy z Darrenem Cahillem na czele.

Becker, pracujący w Londynie jako ekspert BBC, jest królem kontrowersji. Na kobiecym tenisie też nie zostawił suchej nitki. Serena Williams, choć przez kontuzje nie grała 11 miesięcy, jest przez bukmacherów uznawana za główną faworytkę. - Gdyby Nadal nie grał 11 miesięcy, to byłby faworytem? Oczywiście, że nie, bo męski tenis jest na dużo wyższym poziomie - stwierdził trzykrotny triumfator Wimbledonu.

W turnieju deblowym niespodziankę sprawiły Klaudia Jans i Alicja Rosolska. Polki pokonały 6:2, 1:6, 6:4 czeskie triumfatorki ostatniego Rolanda Garrosa - Andreę Hlavackovą i Lucie Hradecką. Fatalnie zaprezentowali się za to Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski - polegli w I rundzie z Brytyjczykami Colinem Flemingiem i Rossem Hutchinsem, ugrywając ledwie trzy gemy. W II rundzie debla odpadły też Urszula Radwańska i Rosjanka Arina Rodionowa.