Wimbledon 2015. Niech moc zostanie z Agnieszką

Agnieszka nie urośnie, nie zacznie uderzać z mocą Sereny Williams, ale jeśli jest zdeterminowana i skoncentrowana, potrafi te różnice niwelować i walczyć z najsilniejszymi fizycznie tenisistkami. Rozmowa z Tomaszem Wiktorowskim, trenerem Agnieszki Radwańskiej.
2 : 1
Informacje
Wimbledon - Półfinał singla kobiet
Czwartek 09.07.2015 godzina 14:00
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
3 S
Wynik
G.Muguruza
6
3
6
2
A.Radwańska
2
6
3
1
Już w niedzielę o godz. 15 wielki finał Wimbledonu. Roger Federer zmierzy się z Novakiem Djokoviciem. Relacja z meczu na żywo w Sport.pl.

Jakub Ciastoń: W którym półfinale Wimbledonu bliżej było zwycięstwa - w 2013 r., gdy Agnieszka przegrała z Sabine Lisicki, czy teraz z Garbine Muguruzą?

Tomasz Wiktorowski: Mecz z Muguruzą na pewno stał na dużo wyższym poziomie. Spotkanie z Lisicki przed trzema laty bardziej przypominało chyba ćwierćfinałowe starcie Agnieszki z tego roku z Amerykanką Madison Keys. Czyli było w jej zasięgu, ale wtedy zabrakło zdrowia i sił. Agnieszka była w 2013 r. poobijana, miała w nogach trzy wcześniejsze trzysetówki. Zabrakło jej paliwa w końcówce czwartej, prowadziła w trzeciej partii 3:0, skończyło się na 7:9. A z Muguruzą mecz rozstrzygał się bardziej na korcie, Agnieszka była zdrowa, ale zagrała z dziewczyną, która zasłużyła, by znaleźć się w finale Wimbledonu.

Te pochwały pod adresem Muguruzy nie są przesadzone?

- Absolutnie nie, widziałem jej mecze tutaj, spotkanie z Angelique Kerber było chyba najlepszym kobiecym meczem, jaki widziałem w tym roku. To jest tenis przyszłości, z najwyższej półki, porównywalny do tego, co w najlepszych momentach gra Serena Williams. Nie przekreślam zresztą szans Muguruzy w finale przeciwko Amerykance. Ciężko mi sobie wyobrazić, żeby przegrała z Hiszpanką na trawie, ale na innych nawierzchniach już tak. Na dodatek młodej dziewczynie, takiej jak Muguruza, która jest na fali wznoszącej, gra się łatwiej. To jest najłatwiejszy moment kariery sportowca, gdy nie czujesz jeszcze presji, grasz na luzie, nie jesteś faworytem, ale też wszystko jest dla ciebie nowe - miejsca, wyzwania, turnieje. Dużo trudniej znaleźć w sobie taką energię już po okrzepnięciu w tym sporcie.

Agnieszka miała w tym meczu swoje szanse, było już 6:2, 3:1 dla Hiszpanki, ale potem to Polka wygrała sześć gemów z rzędu i w trzeciej partii prowadziła.

- W drugim secie Agnieszka zagrała lepiej, ale nie powiem złego słowa nawet na ten pierwszy set. Agnieszka grała agresywnie, odpowiadała na potężne uderzenia Hiszpanki mocnymi i głębokimi piłkami. Ale Muguruza nawet tym ostrym piłkom umiała dać odpór. Jak obie dochodziły do maksymalnych prędkości, to wiadomo było, że Hiszpanka zawsze rozpędzi piłkę o te 20 km na godz. szybciej. Jej przewaga siły ognia była największym problemem. Wiadomo, że pewne rzeczy Agnieszka mogła zrobić lepiej, ale nie chcę jej w tym meczu niczego wytykać, bo zagrała go dobrze.

Ten mecz pokazał, że może nawiązać walkę z najmocniej uderzającymi dziewczynami swoim różnorodnym tenisem, ale warunkiem koniecznym jest dalsza ciężka praca nad utrzymywaniem wysokiej prędkości jej serwisu. Gdy ta prędkość jest wysoka, Agnieszce jest łatwiej rozgrywać dobre kombinacyjne akcje, gdy przechodzi z uderzeń po przekątnej na uderzenia po linii. Między innymi tak może nawiązywać walkę z tymi najsilniejszymi tenisistkami. I ten mecz pokazał, że może to faktycznie robić. Muguruza, jedna z najmocniej uderzających tenisistek, zagrała w tym półfinale świetny mecz. Ale to do końca był mecz wyrównany, w którym Agnieszce nie zabrakło wiele, by zwyciężyć.

W 2013 r. Agnieszka nie wytrzymała półfinału fizycznie, teraz chyba pod tym względem było lepiej?

- Nie ma porównania, wtedy była niemal od stóp po głowę w różnych opatrunkach, obolała, zmęczona. Ale nad przygotowaniem fizycznym nieustannie pracujemy, Agnieszka bardzo mocno przepracowała zimę z Wacławem Mirkiem z krakowskiego AWF, a potem jeszcze dodatkowo kilka tygodni wiosną. I widać efekty, zagrała właśnie 11. z rzędu mecz na trawie, licząc od początku imprezy w Eastbourne. Wszystko to w rytmie - zero, maksymalnie jeden dzień przerwy. I gdyby wygrała z Muguruzą, byłaby gotowa na finał. Kiedyś tak wytrzymała fizycznie nie była. To też jest pozytywny wniosek z tych ostatnich tygodni. Gołym okiem widać, że nie jesteśmy w tym samym miejscu, co w 2013 r. Oczywiście pewnych rzeczy nie przeskoczymy, Agnieszka nie urośnie, nie zacznie uderzać z mocą Sereny z forhendu, ale potrafi te różnice niwelować. Kondycją, kombinacyjną grą, swoim talentem, ale też koncentracją i zaangażowaniem. I ten turniej pokazał, że dalej tak może być. Mecze z najsilniejszymi fizycznie tenisistkami nigdy nie będą dla niej łatwe, ale może je wygrywać. Nawet gdy w 2012 r. była przez moment druga na świecie, to wtedy też z tymi największymi siłaczkami miała problemy. Ale nie ma się co dziwić, taką Agnieszka ma budowę ciała i taki ma styl gry, że to zawsze będą dla niej trudne mecze.

Ten półfinał trochę przypominał finał z 2012 r., gdy Agnieszka przegrała z Sereną. Wtedy też pierwszy set gładko wygrała Amerykanka, potem Agnieszka przypuściła kontrę, ale w trzecim secie Williams uciekła, posyłając w jednym gemie cztery asy. Tu też Hiszpanka w pewnym momencie odskoczyła dzięki pewnemu serwisowi.

- Agnieszka gorzej serwowała w trzecim secie, gdy przechodziła pod słońce. Prędkość spadała o 10-15 km na godz. Muguruza dzięki temu odskoczyła. Ale nie szukam wymówek czy wytłumaczenia. Nad tym serwisem, poprawianiem wyrzutu piłki trzeba pracować i tyle.

Przy 5:3 w trzecim secie Agnieszka miała piłki na przełamanie na 5:4, ale nie wykorzystała ich, a potem był ten feralny challenge, gdy przerwała grę, bo myślała, że piłka po uderzeniu Hiszpanki wyszła na aut. Powtórka wideo pokazała, że jednak o kilka centymetrów przekroczyła linię. To ktoś z was, z loży trenerskiej, krzyknął, żeby sprawdzała tę piłkę?

- Krzyknęło kilkanaście osób, w tym widzowie na trybunach. Nie będziemy już tego teraz roztrząsać, może był aut, może to był błąd maszyny. Było, minęło. Trudno.

Najbardziej pozytywne w tym meczu było chyba to, że Agnieszka walczyła, nie poddała się, jak to się działo kilka razy w pierwszej części sezonu.

- Nie tylko w tym meczu, to się dzieje od kilku tygodni. Agnieszka weszła z czerwonej mączki na trawę i wstąpiła w nią nowa energia. Problemy z początku roku minęły, już nie sprawia wrażenia wypalonej, zmęczonej, ma większą motywację. Dlatego chcieliśmy, żeby na trawie grała jak najwięcej i jak najdłużej, żeby ten zastrzyk pewności siebie trwał i trwał. Przecież w normalnych okolicznościach nie zagralibyśmy w Eastbourne, bo tenisistki, które chcą liczyć się w Londynie, odpuszczają ten turniej albo traktują go treningowo. My tak nie zrobiliśmy, bo najważniejsze dla nas było, żeby Agnieszka odzyskała pewność siebie. I to się udało. Agnieszka znów jest na korcie, żeby wygrywać, a nie tylko, żeby na nim być. Mamy teraz nadzieję, że po przenosinach na korty twarde da się ten stan utrzymać.

A da się?

- Nie wiem, ale klasy się nie traci, Agnieszka jest głodna, pokazała, że chce grać, że umie walczyć w trzecich setach. To nie czerwona mączka, której Agnieszka nie lubi. Na betonie zawsze grać lubiła, czuje się dobrze na turniejach w USA i Kanadzie.

Jakie są plany Agnieszki na najbliższe dni?

- Około siedmiu dni odpoczynku, a potem wracamy do treningów. Pierwszym turniejem w USA będzie Stanford, w sumie Agnieszka zagra w Ameryce w sierpniu cztery turnieje, łącznie z US Open.

Zdjęcie Axer Sport Piłki do Tenisa 3 szt A2182 Zdjęcie PRINCE PIŁKA DO TENISA ZIEMNEGO TRAINER Zdjęcie Wish Piłka do tenisa ziemnego Club One 3 szt
Axer Sport Piłki do Tenisa ... PRINCE PIŁKA DO TENISA ZIEM... Wish Piłka do tenisa ziemne...
Sprawdź ceny ? Sprawdź ceny ? Sprawdź ceny ?
źródło: Okazje.info


Więcej o: