Wimbledon 2015. Kvitova przegrała z Janković! To Serbka będzie rywalką Radwańskiej

Broniąca tytułu Petra Kvitova sensacyjnie przegrała w III rundzie Wimbledonu z Jeleną Janković 6:3, 5:7, 4:6. I to właśnie Serbka, a nie Czeszka, będzie w poniedziałek rywalką Agnieszki Radwańskiej w walce o ćwierćfinał. Polka ma z Janković bilans 5-2, choć ostatni mecz w Rzymie rok temu przegrała. Na trawie nie mierzyły się jeszcze nigdy. - Serbka ma jeden z najlepszych bekhendów w kobiecym tenisie, trzeba mieć dobrą strategię na ten mecz - mówił trener Radwańskiej Tomasz Wiktorowski.
Odpadnięcie Kvitovej to jak na razie największa sensacja kobiecego turnieju. Czeszka, druga rakieta świata, to dwukrotna mistrzyni Wimbledonu - triumfowała w Londynie w 2011 r. (pokonała Marię Szarapową) i przed rokiem (Eugenie Bouchard).

Jej przegrana otworzyła dolną część drabinki - najwyżej rozstawioną tenisistką jest tam teraz Dunka Karolina Woźniacka (nr 5), a potem Radwańska (13) i Szwajcarka Timea Bacsinszky (15).

Pierwszy set spotkania z Janković nie zapowiadał jeszcze katastrofy, Kvitova łatwo zdobyła przewagę za pomocą swoich największych atutów - leworęcznego serwisu i potężnego forhendu. Ale Janković, specjalizująca się raczej w grze na czerwonej mączce i betonie niż na trawie, w drugim secie znacznie podniosła poziom gry. Odgryzała się ostrymi bekhendami, bardzo dobrze serwowała, nie dając Petrze szans na złapanie rytmu. I wtedy stało się to, co często dzieje się w sytuacji, gdy Kvitova napotyka na korcie mocny opór. Jej gra zupełnie się posypała. Zaczęła popełniać masę błędów, jej mocne piłki lądowały w połowie siatki albo na metrowych autach. W każdy jej ruch wkradały się też ogromne nerwy.

Janković grała skoncentrowana, czekała na błędy rywalki, ale potrafiła też groźnie kontratakować. Po dwóch godzinach w końcu dopięła swego, odnosząc jedno z największych zwycięstw w ostatnim czasie. Serbka to była finalistka US Open i trzykrotna półfinalistka Rolanda Garrosa, ale w rankingu WTA zajmuje obecnie 30. miejsce i ma za sobą kilka sezonów zmagania się z kontuzjami i słabszą formą. W tym roku wystrzeliła właściwie tylko raz - sensacyjnie sięgając w marcu finału Indian Wells, w którym przegrała z Simoną Halep.

- Nie wiem, co powiedzieć, jestem bardzo szczęśliwa, ale też zaskoczona, bo przecież nigdy nie grałam dobrze na trawie - uśmiechała się po meczu 30-letnia Serbka, udzielając wywiadu BBC. Na konferencji prasowej sprawiała wrażenie tak szczęśliwej, jakby już osiągnęła wielki sukces. - Drugi tydzień Wimbledonu, niesamowita sprawa - kręciła głową, śmiejąc się.

I rzeczywiście, Wimbledon to jedyny ze Szlemów, w którym nie przeszła jeszcze nigdy IV rundy, a w ciągu ostatnich czterech lat nie przebrnęła nawet drugiej. Serbka zazwyczaj nie najlepiej radziła sobie z niskim kozłem piłki na trawie, a także z poruszaniem się po specyficznej nawierzchni.

Radwańska ma z Janković bilans 5-2 i znacznie większe doświadczenie w grze na trawie - Polka w 2012 r. grała w Londynie w finale, a dwa lata temu w półfinale.

Gdy Agnieszka przyszła na konferencję prasową po wygranym 6:1, 6:4 spotkaniu z Casey Dellacquą, odpowiadała głównie na pytania o Kvitovą, bo wszyscy, łącznie z nią, spodziewali się, że zmierzy się teraz z Czeszką. Polka długo opowiadała, że z Petrą zna się jeszcze z czasów juniorskich i występów w lidze czeskiej w tym samym klubie z Prościejowa. O Janković nie zdążyliśmy nawet zapytać, bo prowadzący konferencję galopowali z kolejną - za drzwiami czekał już Marin Cilić.

Sensację wyczuł jedynie trener Tomasz Wiktorowski, który jeszcze nim mecz Kvitovej z Janković na dobre się rozkręcił, mówił: - Nie śpieszmy się tak z wręczaniem Petrze zwycięstwa, bo Jelena to też bardzo dobra tenisistka.

Zapytany, jak mecz z Serbką może wyglądać, Wiktorowski odparł: - To będzie, o ile do niego dojdzie, kompletnie inny mecz niż z Kvitovą. Agnieszka musi sama przejmować inicjatywę, wystrzegać się bekhendu po linii Janković i mieć gotową odpowiedź na to zagranie. To jest jeden z najlepszych bekhendów w kobiecym tenisie. Po ustawieniu jej ciała i nóg nie widać, jak chce zagrać z bekhendu, nie wiadomo do końca, jak piłka poleci. Ten bekhend wygrał jej już niejeden wielki mecz, trzeba bardzo uważać. Janković bardzo emocjonalnie podchodzi do pojedynków, jak złapie dobrą energię, to wygrywa, ale bywa tak, że ma upadki i wzloty, wtedy często piętrzą się problemy. Agnieszka musi jednak przede wszystkim sama zagrać na najwyższym poziomie.

Spotkanie Radwańskiej z Janković w poniedziałek. Jego zwyciężczyni zagra w ćwierćfinale z Amerykanką Madison Keys lub Białorusinką Olgą Goworcową.